środa, 19 listopada 2014

Jak zarobić sporą sumę pieniędzy na blogu w miesiąc?

     
      Tak to działa, jak widzimy taki tytuł...to: "klik" z nadzieją, że może tym razem znajdziemy jakiś nowy sensowny pomysł. Jeśli też z taką nadzieją kliknęliście w tego posta, to bardzo dobrze, to może znak, że należy powoli kończyć czytanie o tym, jak ZROBIĆ, ŻEBY SIĘ WYROBIĆ, WYJŚĆ NA SWOJE I ZAROBIĆ i zacząć samemu działać:) W tym wpisie, chciałabym odwieść wszystkich poszukiwaczy (do których też się zaliczam) od poszukiwania w sieci szybkich sposobów na zarabianie sporych pieniędzy, czyli takich rzędu średniej krajowej wypłaty. Sposoby oczywiście są, ale nie  takie znowu szybkie. Ten post jest głównie o "taniej psychologii" i o tym, czego unikać.

Odpowiedz sobie na poniższe pytania, a pod koniec  tego wpisu znajdziesz zestaw podobnych, weryfikacyjnych, pytań  i wówczas  możesz przeanalizować swoje odpowiedzi, zaobserwować ewentualne zmiany swej opinii, nastawienia lub stwierdzić  brak jakichkolwiek zmian. 
  1. Jak wiele czasu poświęciłeś na odwiedzanie różnych blogów w poszukiwaniu informacji, jak zarobić pieniądze? 
  2. Ile z tych informacji jest według ciebie przydatnych ? 
  3. Ile z tych informacji o sposobach zarobkowania wykorzystałeś w praktyce? 
  4. Jak możesz określić swoje zainteresowania, potrzebujesz dzielenia swych spraw z innymi? 
  5. Jak często zmieniają się twoje zainteresowania? 
     Póki co nie będzie tu  gotowych odpowiedzi, one pojawią się z czasem. Zrobiłam rozeznanie i najszybciej można zarobić na witrynach poświęconym finansom i oszczędzaniu na domowym budżecie. I nie oszukujmy się, że jeśli ktoś ma stronę o błyskawicznym zarabianiu np. w kasynach internetowych - i  oferuje swe niezawodne sposoby na wygrywanie w ruletce i opowiada, jak to się tym sposobem dorobił w rok sporej kasy, czego dowodem mają być zdjęcia samochodów i domów jegomościa w średnim wieku,  leżącego na plaży z drinkiem z palemką - to nie znaczy, że ten ktoś zarabia w sposób, jaki oferuje na swej stronie! Nie twierdzę, że na hazardzie nie da się zbić fortuny pod warunkiem, że się operuje dużą gotówką i jeszcze większym szczęściem, ale ów gość, którego strona wyskakuje w czołówce Google, jeśli wpisać hasło: "jak zarabiać pieniądze", jeżeli zarabia sensowne pieniądze, to nie dzięki hazardowi, tylko swej stronie www, bazującej na naiwności ludzkiej, na napędzaniu klientów kasynom internetowym. Jak czytałam te posty i porady, jak "wyrolować" automaty i szybko zgarniać dużą kasę grając w ruletkę, to doszłam do szybkiego przekonania, że te kasyna prowadzone są jedynie przez bezrozumne roboty, za którymi nie stoi żaden inteligentny człowiek, a jeśli już ktoś tym zawiaduje, to jest to wielki filantrop, altruista niewiedzący, co zrobić z pieniędzmi, rozdający je na lewo i prawo. Do takich też wniosków pewnie doszli radośni zapaleńcy, którzy po lekturze tej strony, postanowili od razu przystąpić do rzeczy i zalogować się w kasynach, dziękując przy tym wspaniałomyślnemu autorowi, że tak rzetelne dzieli się swą wiedzą. Wystarczy rzucić okiem na niezliczone komentarze pod wpisami. Krytycznych, albo choć trochę sceptycznych uwag tam nie ma, pewnie z miejsca są kasowane. Wyobraźcie sobie ile ludzi dziennie odwiedza taką stronkę, już mniejsza o to, ile osób łapie bakcyla hazardu! Już z paru reklam na tak popularnej witrynie, można z powodzeniem zafundować sobie niejeden drink wśród palm.
   Bazowanie na naiwności ludzkiej, nie dość, że nieetyczne, to nie jest długoterminowe (o ile  ludzie  nie zrezygnują z popularnych past do zębów i dopóki fluor nie będzie dodawany do wody).
   Również nie mam złudzeń, co do tego, że jeśli ktoś prowadzi bloga ekonomicznego czy o gospodarowaniu domowym budżetem, to te ekonomiczne pomysły, testowane na jego poletku rodzinnym, nie są bynajmniej przyczyną jego sukcesów materialnych. Przyczyną powodzenia jest piśmienniczy zapał do prowadzenia takiego bloga i umieszczenie "pieniądza" w tytule strony.  Jeśli ktoś jest oszczędny z natury, to zamiast tracić czas na zgłębianie literatury w tym zakresie, bo naprawdę mało tam nowości, lepiej spożytkować ten czas na dzielenie się własnymi doświadczeniami na swym własnym blogu. A skoro ktoś uważa, że oszczędzanie jest jego słabą stroną, to przeczytanie masy informacji, niewiele mu pomoże. Przypomnienie sobie różnych oczywistości o gospodarowaniu domowym budżetem może pomóc jedynie doraźnie, ale by efekty oszczędzania były zadowalające, trzeba trwale zmienić swe nawyki, a w tym nie pomogą nam żadne znakomite blogi ekonomiczne ze sprawdzonymi pomysłami (jeśli nie są to nasze blogi i nasze pomysły:) Bo na takich witrynach łatwo popaść w błędne koło, o czym szerzej pisałam Tutaj. W skrócie wygląda to tak: trafiamy na interesujący temat, przy okazji rzucamy okiem na parę innych postów na danej stronie, a im więcej przeczytamy, tym łatwiej połykamy bakcyla, ale czy bakcyla oszczędzania, czy czytania i udzielania się na forach. Najlepiej byłoby i jedno i drugie.  Najlepiej byłoby zadbać o swoje Nastawienie do zarabiania i oszczędzania, ale o tym za chwilę. Jeśli przejrzałeś już sporo blogów w tym temacie, to czas samemu wziąć się do dzieła, założyć własną witrynę, nie tylko z krzykliwymi tytułami, ale i z rzetelnymi treściami i zobaczyć, jak to działa i czy zarabianie w sieci jest dla Ciebie łatwe i adekwatne do zainwestowanego czasu i wysiłku. Ja ze swej strony obiecuję wkrótce poinformować, ile wejść miał ten mój  post o krzykliwym tytule z pieniądzem w tle. Ekonomika pieniądza nie jest moją ulubioną dziedziną, zamiast oszczędzać czas i pieniądze, wolę bawić się w oszczędzanie przestrzeni, zarówno życiowej, jak i domowej, wychodzi mi to o wiele lepiej:) Ale o tym napiszę  przy innej okazji, a teraz może przejdę do innej interesującej kwestii.


 O psychologii zarządzania swoimi dobrami naturalnymi

     Jeśli nie masz zamiaru pisać bloga o finansach, a poszukiwanie ciekawych pomysłów sprawia ci przyjemność i w ogóle szperanie w sieci jest twoją pasją, to jesteś szczęściarzem, by nie rzec spryciarzem pl./com/czy jak tam bądź. Wiadomo, że pasjonaci mają w życiu łatwiej, łącząc przyjemne z pożytecznym, nie ma lepszego sposobu niż zarabianie na swej pasji. Zresztą jakiegokolwiek działania się nie podejmiesz i tak usłyszysz dobre pomysły, gdy będziesz uważnie słuchać siebie. W myśl poniższej zasady:
                 To czego szukasz, poszukuje Ciebie
     Przypomnij sobie taki moment, a właściwie powinnam krótko powiedzieć, przypomnij sobie swoją amnezję. Każdemu z nas się zdarza, że nagle zapomni jakiejś nazwy, mamy ją na końcu języka i za nic nie możemy jej wykrztusić, powstaje luka w pamięci. Zależność jest taka:  im szybciej i usilniej chcemy sobie przypomnieć np. imię osoby czy jakąś nawet prostą nazwę czegoś, to tym trudniej nam to przychodzi. Jest na to jedna niezawodna metoda - odpuścić sobie, dać sobie czas, nie szukając obsesyjnie w zakamarkach pamięci, wówczas, gdy w umyśle zapanuje luz, spokój, cisza robi się tam więcej miejsca i nasza podświadomość zaczyna grzecznie współpracować, podaje na tacy naszą chwilowo zapomnianą  myśli, nazwę lub pojęcie. Gdy sobie odpuszczamy, to szybko i  znienacka sobie przypominamy, to co jest nam w danej chwili potrzebne. Tak samo jest z naszymi pragnieniami, życiowymi celami, a więc zarabianiem pieniędzy. Zbyt duża motywacja jest często przyczyną porażki, gdy zbyt obsesyjnie podchodzimy do tego, czego pożądamy, tym trudniej osiągnąć jest nasz wymarzony cel. Nie twierdzę, że go nie osiągniemy, ale droga do niego, może być drogą przez mękę, w ostatecznym rachunku nie wartą przemierzania, bo np. zdobywając pieniądze stracimy coś, czego kupić się nie da: zdrowie, czas.
   Z jednej strony  należy uważać, by zbyt silna motywacja nie stała się frustrująca, z drugiej nie należy sobie całkiem odpuszczać, tylko stale przypominać o tym, czego szukamy i czego "nie pamiętamy". Warto stale pamiętać o tym, że jeżeli obecnie nie mamy pomysłu na polepszenie naszej sytuacji  np. materialnej, to ten pomysł wkrótce się pojawi. I tyle. Niezwykle ważne jest to optymistyczne nastawienie, wiadomo, wiara to nadrzędna kategoria. Nie szukamy na siłę, bo szkoda czasu, czyjeś gotowe pomysły nie sprawdzą się na cudzym gruncie. Jeżeli nie mamy natury hazardzisty, to nie studiujmy zasad obstawiania ruletki w kasynie, jeżeli nie jesteś umysłem ścisłym, to nie bierz się za pisanie bloga o finansach.
     Ważne, by kierować się indywidualnymi preferencjami  (szkoda że już w szkołach podstawowych nie przeprowadza się takich diagnoz, ale trudno o rzetelnych psychologów w tej dziedzinie), ale to nie znaczy, że ogólne zasady nie są pomocne. Takim zbawiennym uniwersum, które polecam sobie i innym, jest NASTAWIENIE - wiadomo pozytywne. Nie polecam cudownych poradników typu: "The Secret", co prawda one są dobre do budowania pozytywnego nastawienia, ale w małej dawce, od czasu do czasu, jako słowo na niedzielę, bo w natłoku informacji można ugrzęznąć. Jeżeli jestem nastawiona na szukanie, to będę osobą szukającą, ale nie koniecznie znajdująca:) Przypomniała mi się taka sytuacja z lat dziecięcych. Moja koleżanka bardzo często coś znajdowała na drodze, gdy szłyśmy gdzieś na spacer lub nawet gdy się spieszyłyśmy do szkoły. Pewnego razu jakiś pieniądz, jakąś wciśniętą w błoto monetę, innym razem jakieś koraliki, a jeszcze kiedy indziej pierścionek, to nic, ze metalowy, jako dziecko cieszyła się i z takiego. Zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, że ja idąc z nią nie znajduję nic, tylko ona. Wspólnie zaczęłyśmy  to analizować. Wioletka - bo tym zdrobnieniem swego imienia, mimo wieku, lubi być nazywana moja stara przyjaciółka:) - stwierdziła, że ja nie umiem patrzeć na drogę, patrzę gdzieś przed siebie lub dookoła, a nie pod nogi. Ona natomiast wciąż patrzy się w ziemię i to nie jakoś specjalnie, ale mimochodem, odruchowo. Uważne patrzenie na to, koło czego lub po czym depcze miała we krwi, było to w jej naturze. Znajdowała więc różne rzeczy bezwysiłkowo. Takie zaprogramowanie do przeczesywania wzrokiem najbliższego terenu podczas spaceru było u niej początkowo nieuświadomione, bo miała tak od najmłodszych lat. A tak na marginesie, w tamtych szkolnych czasach Wioletka nosiła okulary, a ja nie, teraz jest odwrotnie ja noszę okulary lub soczewki, ona już nie:)


Czy  na pewno chcesz 
zarabiać więcej pieniędzy !?


     Chcieć to móc. ale trzeba chcieć umiejętnie, Chcieć musi nasza podświadomość, nasze wewnętrzne dziecko trzeba przekonać. Jeżeli uważamy, że ktoś ma pecha, bo spełnia wszelkie warunki, by mu się udało, a jednak mu się nie udaje, to uważam, że  "pech" należy rozumieć jako: wewnętrzny konflikt interesów. Dla wielu ludzi takie pytanie: "czy chcesz mieć więcej pieniędzy" jest czysto retoryczne lub wręcz głupie. Niemal każdy odpowie na nie twierdząco, że przecież chce!  Nie zawsze wiemy, co nam w duszy gra.   Psychologia zarabiania pieniędzy jest taka, że najpierw musimy się z sobą dogadać, przekonać swą podświadomość, by chciała współpracować, by nasze nieuświadomione lęki nie były kłodami, które wewnętrzne dziecko rzuca nam pod nogi na drodze do szczęścia. Toteż  stwierdzenie, będziesz miał więcej pieniędzy, będziesz bogaty, jeżeli tylko będziesz chciał jest jak najbardziej słuszne. Gdyż podświadomość nie lubi żadnych zmian, a to ona często rządzi. O ile coś do tej pory działało i pozwalało organizmowi przeżyć w jako takiej kondycji, postrzegane jest jako wystarczające. Podświadomość nie będzie zmieniać dobrego na lepsze, bo jej "strefą komfortu" jest "strefa znanego", a argumenty świadomości i dążenie do rozwoju osobistego są dla niej na ostatnim miejscu.
Przekonać siebie


      Jesteśmy istotami dualnymi: z jednej strony chcemy i łatwo to sobie uświadamiamy, z drugiej mamy nieuświadomione obawy, które stoją na przeszkodzie. I to my sami stoimy na przeszkodzie, do zrealizowania swoich marzeń. Wystarczy spojrzeć na takie proste przykłady: wyobrażamy sobie, jak to będzie wspaniale, gdy w końcu skończę tę szkołę, gdy zdam maturę lub obronię pracę magisterską, bądź udam się na wyczekiwaną emeryturę,  jak sobie w końcu, odpocznę. Gdy już następuje ów szczęśliwy moment spokoju, mamy upragniony czas dla siebie,  to często się okazuje, że szybko przestajemy tryskać radością. Nie możemy sobie miejsca znaleźć i dziwimy się temu, że odczuwamy pustkę, że nie umiemy się należycie cieszyć, że czegoś nam brak, mimo że przed chwilą osiągnęliśmy swój wymarzony cel. Po prostu zostaliśmy wytrąceni z rytmu, nasza podświadomość nie lubi zmian, mimo że wydaje się na te zmiany otwarta. Im dłużej trawa dany tryb życia, choćby niewygodny, tym bardziej się do niego  przywiązujemy. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka i każde zmiany, nawet te dobre powodują lęk, czego przykładem jest syndrom więźnia.  Czy więzień po długiej odsiadce z radością wychodzi na wolność? Jego lęk po opuszczeniu murów jest tym większy im dłużej przebywał za kratami . Ponadto ten dobrze znany w psychologii syndrom polega na tym, że jak człowiek przez lata nabył pewnych nawyków, to mimo całkowitej zmiany sytuacji, dalej je ma, niczym ów więzień, dawno już nie pilnowany, a potulnie siedzący w celi. 
    Wniosek: trudno zmienić swoje podświadome wzorce zachowań, bo logiczne argumenty do podświadomości - której domeną są obrazy i emocje - w ogóle nie trafiają. Ludzie uzależnieni, np. od papierosów, słodyczy lub pesymistycznych myśli nie rzucą swego nałogu dlatego tylko, że dowiedzą się o jego szkodliwości.  Trzeba poświęcić sobie trochę czasu, by znaleźć sposób na pogodzenie wewnętrznych konfliktów i wspólnotę interesów, bo co z tego, że my chcemy i chcemy w naszym założeniu dobrze, no bo od przybytku głowa przecież nie boli, ale to tylko jednej naszej części natury wydaje się dobre, ta druga boi się o nasze bezpieczeństwo, zdrowie, że jak np. staniemy się bogaci, to woda sodowa strzeli nam do głowy.
    Podświadomość programuje się wraz z wiekiem, chwyta przekonania podświadomości zbiorowej, począwszy od gestów, obrazów zapachów z dzieciństwa, które ją warunkują. Ma stać na straży naszego bezpieczeństwa i choć niektórym się kolokwialnie we łbie nie mieści takie absurdalne bezpieczeństwo, no przecież pieniądze mogą je nam zapewnić, więc czemu nie ma współpracy ze strony strażniczki bezpieczeństwa - podświadomości? 
- Bo nie umiemy się z sobą dogadać. 
- A czemu nie umiemy się dogadać? 
- Bo za mało czasu poświęcamy na dialogi ze sobą, za mało pozytywnych emocji, wrażeń i obrazów fundujemy swemu wewnętrznemu dziecku. Ponadto podświadomość lubi ciszę, tę wewnętrzną, bez względu na huragan za oknem. Wówczas,  najłatwiej osiągnąć porozumienie.

TEST
1. Czy odczuwasz niedosyt informacji? Jeśli tak, to czytaj dalej:)
2. Czy wiele czasu poświęciłeś na odwiedzanie różnych blogów w poszukiwaniu informacji, jak zarobić pieniądze?
 Jeśli Twoja odpowiedź brzmi: "TAK", to wiesz już wszystko, by zacząć działać, a jeśli rzadko odwiedzasz takie strony, to znaczy, że nie musisz:)
3. Ile z tych informacji na temat zarobkowania w sieci jest według ciebie przydatnych ? Jeśli wszystkie, to jesteś bardzo tolerancyjną osobą, a jeśli żadne, to spróbuj bardziej efektywnie wykorzystywać swój czas.
4. Ile pomysłów zaczerpniętych z sieci z powodzeniem wykorzystałeś w swym domowym budżecie? Jeżeli wiele, to powinieneś powiedzieć innym, jak tego dokonać. Wiedzę, podobnie jak pieniądze, najłatwiej pomnożyć, gdy się nią dzielimy. A jeżeli na  pytanie 2. odpowiedziałeś również twierdząco, to może oznaczać, że jesteś pracoholikiem i może czas zmienić zakres poszukiwań:)
5. Jak często zmieniają się twoje zainteresowania? 
6. Czy odpowiedzi, których udzieliłeś sobie na początku czytania tego postu, znacznie różnią się od tych, których udzielasz sobie teraz na podobne lub takie same pytania? 
Jeśli nie, to dobrze, jeśli tak, to jeszcze lepiej, przy założeniu, że pamiętasz swoje odpowiedzi:)
    Pasjonaci mają łatwiej, zarabiają pieniądze na tym, co lubią robić i z reguły nie mają większych problemów finansowych. Szkopuł w tym, że jeżeli mamy wiele zainteresowań, to rozmieniamy się na drobne. Ale często bywa, że nie jesteśmy świadomi, co tak naprawdę lubimy robić. Można zostać pracoholikiem lub nierobem, ale żeby uniknąć skrajności, być zdrowym, no i generalnie cieszyć się życiem, proponuję lepiej poznać siebie. czyli dać sobie czas, najlepiej posiedzieć o stałej porze dnia (podświadomość lubi rytm i wszelkie rytuały) w jakimś domowym zaciszu i po prostu być, być sam na sam ze sobą bez jakichkolwiek zobowiązań:) bez powracających myśli. A taką możliwość daje medytacja lub spontaniczna twórczość, taka twórczość z pasją, kiedy to zapominamy o całym świecie i zupełnie jesteśmy pochłonięci, tym, co w danej chwili robimy. Dzieci i artyści mają tę zdolność we krwi, łatwiej im osiągnąć ten zbawienny  stan "Tu i Teraz". Ale każdy z nas był w dalszej lub bliższej przeszłości dzieckiem i gdzieś tam nadal nim jest, a artystą, np. artystą życia,  można być w dalszym ciągu, w chwili każdej. Życzę nam wszystkim radosnej twórczości i zarabiania adekwatnych pieniędzy:)

wtorek, 18 listopada 2014

Aromatyczna i energetyczna zupa hokkaido

 
          Jest to jedna ze zdrowszych i najszybszych zup, jakie znam. Sezon na te dynie nadal trwa, więc kto jeszcze nie miał okazji spróbować, choćby pieczonej w ziołach i czosnku, to gorąco polecam. O zaletach tej dyni hokkaido rozwodziłam się TU, ale obiecanego  poematu nie zdążyłam napisać,więc tylko dorzucę trochę prozy:
żywo pomarańczowy kolor dyni świadczy o bogactwie prowitaminy A -beta karotenu. Ponadto dynia zawiera witaminy z grupy B, wit. C, PP oraz witaminę E, zwaną "witaminą młodości". Bogata jest w potas, wapń, fosfor i żelazo- działa więc krwiotwórczo. Dynia hokkaido wzmacnia odporność na infekcję układu oddechowego. Z punktu widzenia Tradycyjnej Medycyny Chińskiej hokkaido jest ciepła termicznie; wzmacnia Qi (energię) Śledziony, Trzustki oraz Żołądka. Jest krwiotwórcza, idealna przy palpitacjach i problemach ze snem. Idealna dla dzieci, leczy biegunkę spowodowaną zimnem i niedoborem Qi Środkowego Ogrzewacza (Śledziony oraz Żołądka). Dzięki swej pięknej barwie i energii daje poczucie harmonii, spokoju, wzmacnia nasze bycie bycie "tu i teraz":).*

   ZUPA HOKKAIDO
Można zrobić wersję light, szczególnie polecam dla małych dzieci lub na ostro z czosnkiem i  chili. Ja ostatnio zachwycam się "orzechowym" smakiem tej łagodnej zupki.


Przepis 
      Wg 5. przemian, by było jeszcze bardziej energetycznie. O pięciu przemianach, nie tylko w mej kuchni, można dowiedzieć się TU . Średniej wielkości dynię hokkaido umyć, przekroić na dwie nierówne  części :), bo niełatwo ją przepołowić) i wypatroszyć:) czyli  łyżką wygrzebać miąższ. Hokkaido nie obieramy ze skóry!

O: zagotować ok 1,5 l wody i dodać łyżeczkę kurkumy
Z: dodać pokrojoną  na duże kawałki dynię, takie, by łatwo mieściły się później w kielichu blendera.
Doprowadzić do wrzenia i dodać:
Z: słodka sproszkowana papryka- łyżka, cynamon- pół łyżeczki, oliwa z oliwek- 2 łyżki;
M:  liść laurowy, pół łyżeczki nasion kolendry lub kuminu lub garam masali, oregano- łyżeczka, Opcjonalnie pieprz i ostra papryka -szczypta.
W wersji ostrej w tym miejscu dodajemy papryczkę chili i więcej garam masali lub kuminu
W: Teraz możemy dolać wody,jeśli dynia za bardzo wystaje ponad powierzchnię, a najlepszy byłby wywar z rosołu.
W: Kostka rosołowa- taka bez glutaminianu i tym podobnych (występuje np. w Rossmanie) lub jakiś rosołowy wywar; sos sojowy jasny;
D: natka pietruszki lub estragon- płaska łyżeczka lub ocet jabłkowy/cytryna - łyżeczka.
     Gotujemy do miękkości dyni, ok. 15 min. Następnie wszystko miksujemy. Na talerzu zupkę posypujemy pestkami dyni, natką pietruszki, czarnym sezamem lub czarnuszką. Można podać z grzankami, najlepiej czosnkowymi.
W wersji ostrej przed zmiksowaniem zupy dodajemy zeszklone na patelni: cebulę i kilka ząbków czosnku.

*Źródło:
http://dziecisawazne.pl/dynia-hokkaido/

poniedziałek, 17 listopada 2014

Prosty patent na słoiczki z przyprawami



     Powinnam chyba pracować w Ikei, bo tyle się w życiu nakombinowałam, by zoptymalizować swą przestrzeń domową, że nawet odkąd mam nie tak znowu mały metraż mieszkania, to dalej zostało mi to kombinowanie, by wszystko podwieszać, np. pod sufitem, zawieszać pod stołem, upychać we wnęki. Uwielbiam funkcjonalne rozwiązania typu fotel, z którego w jednej chwili można zrobić stół, a następnie łóżko lub nawet szafkę. Ostatnio postanowiłam rozwiązać problem z pałętającymi się po całej kuchni słoiczkami z przyprawami, bo w szufladzie na to przeznaczonej przestały się mieścić. Zakupiliśmy w Castoramie drewniane progi, są wąskie i porządnie wykończone. Wystarczy je dociąć na pożądaną długość, polakierować i przymocować na małych kątownikach i półki gotowe. 

Ale okazało się, że w dalszym ciągu nie wszystkie przyprawy mieszczą się na moich nowych półeczkach i wpadłam na takie oto podwieszane rozwiązanie, te małe słoiczki można zawiesić na gwoździkach:)
             
      W końcu się ucieszyłam, że chyba wszystko pomieściłam. Trochę dużo tego  mi się zgromadziło: słoiczków tych większych i tych małych wiszących jest w sumie 44. Nie jestem przesądna i mogłabym zostać przy tej Mickiewiczowskiej liczbie, ale zapomniałam zupełnie o mej szufladzie na sztućce, która dzięki półeczkom na słoiczki miała w końcu stać się luźniejsza. Otwieram szufladę, a tam do licha, dalej panoszą się jakieś przyprawy.
Na szczęście półeczki są rozwojowe, tzn. tylko jedna ma ponabijane gwoździki i wkrótce następną obwieszę:) A może mam jakąś słoiczkomanię i nigdy tego nie okiełznam? Czy to trzeba leczyć?

sobota, 15 listopada 2014

Jakich substancji unikać w kosmetykach?



       Przygotowałam sobie kiedyś ściągę z INCI (jest to podstawa systemu mającego ujednolicić nazewnictwo składników kosmetycznych) na podstawie rozproszonych w sieci informacji oraz dzięki pięknie usystematyzowanym, szczegółowym wiadomościom zebranym na pewnej wspaniałej stronce, (której niestety nie mogę znaleźć, albo została przeniesiona albo już nie istnieje). Takich polskich stron internetowych jest już coraz więcej, więc miło, że świadomość w narodzie rośnie, ale autorka strony do której ja sięgałam, była pionierką, mieszkała w Niemczech, wykonała kawał roboty wyjaśniając symbole w nazewnictwie kosmetycznym i tłumacząc na polski wszystkie opisy, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna i spieszę podzielić się tą wiedzą.

 Można iść na skróty, nie bawić się w długie studiowanie składników, tylko od razu kupić kosmetyki hand-made w internecie lub sklepach ze zdrową żywnością, ale nie każdego na to stać i nie jest to jeszcze tak bogaty asortyment, przynajmniej w Polsce. Jeśli chodzi o kremy, szczególnie te do twarzy, to wolę zrobić je sobie sama. Natomiast nie mam czasu, ani zapału, by bawić się w sporządzanie mydła czy szamponu, te kupuję bez szkodliwych dodatków i to często za grosze, głównie w Rossmanie, a to dzięki niemieckiemu magazynowi "Öko-test". Nie żeby Öko-test miał jakiś wpływ na ceny, tylko wśród produktów opatrzonych ich znakiem można znaleźć również serie tanich Rossmanowskich  kosmetyków. Mam zaufanie do tego działającego od 20 lat magazynu testującego wszystko, nie tylko kosmetyki. Najważniejszym jego kryterium  jest: "zdrowie  nas wszystkich. W ten sposób udało się miesięcznikowi „Öko-test” zwrócić uwagę na wiele problematycznych składników w różnych produktach: w 1986 były to pestycydy w kremach dla dzieci, w 1994 trucizna w pożywieniu dla dzieci, a w najnowszych badaniach krewetek został znaleziony zabroniony antybiotyk Chloramphenicol. 
      Efektem tych publikacji jest poprawa jakości danego produktu, gdyż konsumenci złe produkty  pozostawiają  na  półkach. Zdarza  się  również, że  miesięcznik  jest pozywany do sądu przez producentów, którzy nie zgadzają się z wynikami testów publikowanymi przez „Öko-test”. Lecz sposród ponad 100 procesów tylko jeden został zakończony na niekorzyść magazynu w 1988 roku.
     Często znajduję w Rossmanie mydło w płynie lub szampon za ok 3-4 zł  właśnie ze ze znaczkiem Oko-test. Na emblemacie nie zawsze jest co prawda: " Sehr gut", tylko: "Gut", ale to mi w zupełności wystarcza. W przeważającej części ocenę najwyższą otrzymują kosmetyki ekologiczne, naturalne, ale te z najwyższą notą zdarzają też na hipermarketowych półkach.
      Według INCI wszystkie użyte w produkcie surowce muszą być wypisane w odpowiedniej kolejności: te, których jest w produkcie najwięcej, otwierają listę. Nazwy używane w INCI to mieszanka nazw chemicznych, angielskich oraz łacińskich. Jeżeli producent zastosuje się do wymagań INCI, to konsument po przestudiowaniu składu, może sobie wyrobić zdanie o jakości kosmetyku. Niestety w przypadku barwników INCI dopuszcza pewną niedokładność. Barwniki ponumerowane są według "Color-index-Number"-w skrócie CI i jeżeli kosmetyk zawiera więcej niż jeden barwnik, to numery nie są dokładnie wyszczególniane, tylko zakres (np. 5-10). Poza tym nie wszystkie barwniki mają jakiś numer CI, niektóre nazywają się zupełnie inaczej.
JEST CO CZYTAĆ

    Zakupiłam kiedyś nawilżające mleczko firmy: "tołpa", tak małą literą się właśnie napisali, w ogóle bardzo dużo napisali i to na małej tubce, takiej 50 ml. Tak się literacko ta firma rozwinęła, że zanim dotarłam do składu INCI, przebrnęłam przez taką oto poezję:  "małe wielkie składniki", " mała wielka pielęgnacja", pod tym ostatnim tytułem widniał taki tekst: 
          tołpa: botanic, amarantus,
         nawilżające mleczko nektar

"kiedy mówimy "mała wielka pielęgnacja", mamy na myśli codzienne, drobne, ale przemyślane czynności, bo uważamy, ze to suma małych rzeczy, daje duży efekt.No tak, też tak uważam i jak razu pewnego, gdy już stałam się bardziej świadomą klientką, sięgnęłam po tę tubkę, by przetłumaczyć sobie skład INCI, to się nieco wystraszyłam tego dużego efektu. Na drugim miejscu, zaraz po aqua, jest Caprylic- skutecznie zatykający pory skóry, a potem cała plejada składników bynajmniej nie botanicznych, czyli wbrew zapewnieniom, które możecie zobaczyć na opakowaniu. Jest to mleczko do ciała z amarantusa i producent pisze: " wyobraź sobie, że istnieje roślina, która ma w sobie tyle energii, że musi się nią dzielić. I wszystko pod jej wpływem staje się aksamitne, dobrze nawilżone i pełne blasku. Cały amarantus". No można rzec: cały producent! Bo amarantusa jest tu oczywiście niezwykle mało, figuruje on na końcu składu INCI, ale za to producent chętnie dzieli się słowem pisanym i ma tyle energii, by śmiało stwierdzić:
"amarantus uważany jest za roślinę nieśmiertelną. Nawet sobie nie wyobrażasz, że może być coś lepszego dla Twojej skóry, bo po prostu nie ma.
A mniej literacka prawda wygląda tak:

Konserwanty konwencjonalne

"Kosmetyki kupowane w sklepie powinny być przydatne do użytku około 3 lata". Przypomniałam sobie, jak dostałam od siostry w prezencie 5 lat temu krem przeciwzmarszczkowy  L'Oréal i mam do tej pory, taka jestem oszczędna:) Zapomniałam o nim, a podczas porządków przezornie nie wyrzucałam, by mieć słoiczek na swoje mikstury. Niedawno, zamiast przesuwać ów krem z kąta w kąt, postanowiłam słoiczek opróżnić i krem pachnie, jak pachniał, konsystencja i kolor jest taka, jak była: Istna świeżość. Czy to znaczy, że skóra po jego użyciu też będzie tak dobrze zakonserwowana?
Konserwanty mają przeciwdziałać temu, by bakterie, grzyby i inne mikroorganizmy nie osiedliły się w kosmetyku. Konserwanty zabijają więc mikroorganizmy w kosmetykach, ale także na naszej skórze. Te dobre i te zle. Niszczą naszą naturalną florę bakteryjną na skórze, przez co skóra staje się coraz bardziej wrażliwa na działanie z zewnątrz. Bardzo niebezpieczne są konserwanty zawierające trujące związki rtęci. Konserwanty działaja często drażniąco i alergizująco.
Tego trzeba unikać:
Methylparaben
Ethylparaben
Isopropylparaben
Propylparaben
Butylparaben
Benzylparaben
Glutaraldehyde
Hexamidine-Diisethionate
Phenol
Phenyl Mercuric Acetate
Phenyl Mercuric Borate
Benzetonium Chloride
Użyte w kosmetykach substancje zapachowe nie muszą być wcale deklarowane. Wystarczy jeżeli producent określi je mianem "Fragrance", "Parfume" lub "Aroma"
Na co  jeszcze należy uważać w spisie składników

Syntetyczne przeciwutleniacąe (antyoksydanty)

Syntetyczne przeciwutleniacze powodują alergie i podrażnienia. Wywolują raka i zmiany genetyczne w komórkach. Uwaga na: BHT i BHA w spisie składników 

Substancje zapachowe: Te niebezpieczne, jeżeli zostają zadaklarowane przez producenta, nazywają się tak: Musk Ketone, Musk Xylene, Tonalide (AHTN) Galaxolide (HHCB) i Tonalinde  
Niestety producenci nie mają obowiązku wyszczególnenia nazw substancji zapachowych, wystarczy, że napiszą: "Parfum" lub "Fragrance".
 Pod tymi pojęciami często znajdują się syntetyczne substancje zapachowe: związki moszusowe (syntetyczne piżmo), nitro-moszusowe i policykliczne połączenia moszusowe. . Związki nitro-moszusowe popadły w niełaskę, ponieważ znaleziono je w wodzie, rybach, krabach, ludzkiej tkance tłuszczowej i w mleku matki. Dowodzi to, że związki te są wchłaniane przez skórę i odkładają się w organizmie. Mogą one powodować raka. Obecnie stosuje się głównie policykliczne związki moszusowe. Dla konsumenta nie jest to wcale lepsze rozwiązanie. Związki policykliczne dają się równie trudno zneutalizować w naturze, i tak samo są wchłaniane i odkładają się w tkankach, jak związki nitro-moszusowe. Najczęściej używane związki policykliczne to: Najczęściej używane związki policykliczne to Tonalide (AHTN) Galaxolide (HHCB) .  Z najnowszych badań wynika, że działają one podobnie jak hormony, a  w wysokich dawkach uszkadzają komórki wątroby.
Barwniki
Barwniki ukryte są pod numerami CI. Na przykład CI 17200. Ale nie wszystkie barwniki są niebezpieczne czy szkodliwe. W przemyśle kosmetycznym używa się również barwnikow naturalnych. Niestety, aby zmylić przeciwnika, czyli kupującego, również barwniki naturalne zaczynaja się na CI. Farby i barwniki naturalne można znaleźć po numerami CI 75100 - CI 77947. Inne barwniki CI są pochodzenia syntetycznego i najlepiej kupować produkty, które ich nie zawierają. Niebezpieczne barwniki występują nie tylko w farbach do włosów. Szczególnie niebezpieczne są AMINY AROMATYCZNE, a można je znaleźć również w kosmetykach zawierających barwniki, jak szminki czy cienie do powiek. Niektóre barwniki uzyskiwane są z aminy aromatycznej - aniliny. Anilina jest trucizną działającą toksycznie na krążenie i układ nerwowy. Połknięta wraz ze szminką lub wchłonięta przez skórę odkłada się w organizmie. W testach na zwierzętach wykazuje działanie rakotwórcze.
Aminy aromatyczne to:

Phenylendiamin (PDA)
2,5-Toluylendiamin (TDA)
4-Amino-2-Hydroxytoluene
2,4-Diaminophenol
2,4-Diaminophenoxyethanol HCL
Hydroxypropyl BIS (N-Hydroxyethyl-P_Phenylediamine) HCI
2-Methylresorcinol
1-Naphtol
2-Naphtol
p-Phenylenediamine
2-4-5-6-Tetraaminopyramidine
Toluene
Toluenen-2,5-Diamine


Konserwanty halogenowe 

Istnieją tysiące organicznych związków halogenowych. Zawierają w cząsteczce jod, chrom lub chlor. Związki takie istnieją, co prawda w naturze, ale do konserwowania kosmetyków używane są substancje syntetyczne. Jako konserwanty sa bardzo skuteczne, jednak wiadomo, że wywolują alergie i działają drażniąco na skóre. Powodują uwrażliwienie skóry. Triklosan, jeden z organicznych związków halogenowych, powoduje uwszkodzenia wątroby i kodu genetycznego komórek, jak również uodparnia bakterie na działanie antybiotyków. Jest wchłaniany przez skóre i odkłada się w tkance tłuszczowej. Syntetyczne związki halogenowe są bardzo szkodliwe dla środowiska naturalnego, bo natura nie jest w stanie ich zneutralizować, więc coraz wiecej takich związków pochodzenia sytnetycznego pojawia się w jeziorach, rzekach czy morzach.
Naczęściej używane w kosemtykach to:
Metyldibromo Glutaronitrile = Euxyl K 400
Triclosan
Iodopropynyl Butylcarbamate
Chloroacetamide
Climbazole
2-Bromo-2-nitropropane-1,3-diol = Bronopol
5-Bromo-5-nitro-1,3-dioxane = Bronidox
Bromochlorophene
Bromocinnamal
Aluminium Chlorohydrex
Aluminium Sesquichlorohydrate
Aluminium Zirconium Trichlorohydrex GLY
Dibromohexamidine Isethionate
Laurylpyriddinium Chloride
Potassium Troclosene

wszystkie substancje z przedrostkami: Iodo-Bromo- i Chloro-

Olej mineralny
Produkty pochodzące z oczyszczonej ropy naftowej są tanie, bezzapachowe, nie jełczeją, czyli mają właściwie same zalety dla przemysłu kosmetycznego. Ale czy również dla skóry? Olej mineralny jest surowcem naturalnym, ale, w przeciwieństwie do wszystkich innych substancji naturalnych nie działa korzystnie na skórę. Dla skóry pozostaje on ciałem obcym. Organizm nie potrafi go rozłożyć na przyswajalne czynniki ani wydalić. Jeśli połknie się parafinę, na przykład ze szminki, to odkłada się ona w wątrobie, nerkach czy węzłach chłonnych. Dla organizmu ludzkiego parafina to chemiczne śmieci, które tylko szkodzą. Parafina tworzy na skórze nieprzepuszczalną dla gazów (również dla tlenu i powietrza) i wody warstwę. Skóra pod tą warstwą czuje się miękkka i gładka. Ale co tak naprawdę dzieje się pod tą warstwą? Oddychanie skóry jest zablokowane, chłodzenie powierzchni skóry przez wydzielanie potu jest uniemożliwione. Skóra jest rozgrzana i wydziela coraz więcej potu. Wszystkie wydzieliny skóry zostają pod warstwą parafiny. skóra puchnie i dusi się, niektórzy mówią, że znikają zmarszczki ;-). Warstwa parafinowa jest trudna do zmycia, takie normalne mycie zmywa ją tylko częściowo. Wówczas powstają dziury w warstwie i cała wilgotność skóry ulatnia się. Pozostaje sucha odwodniona tkanka. Stosowanie kremu z parafiną przez dłuższy czas powoduje przesuszenie i szybsze starzenie się skóry, ale zobaczyć można to dopiero po zaprzestaniu używania kosmetyków z parafiną i dokładnym zmyciu warstwy parafiny. Przedtem "uduszona" skóra jest wciąż napięta i spuchnięta. Parafina jest komedogenna. Warstwa parafinowa skutecznie zapycha pory, sebum nie może się wydostać i tworzą się zaskórniki i pryszcze.

Należy jednak dodać, że wazelina czy olej parafinowy stanowią barierę ochronną, która ma za zadanie chronić skórę przed niekorzystnym wpływem otoczenia, zwłaszcza w przypadku chorób skórnych (np. łuszczyca) lub w ekstremalnych warunkach. 

Podobnie do parafiny zachowują się inne substancje ropopochodne.

W międzynarodowej nomenklaturze INCI to:

Parafina:
Paraffinum Liquidum
Paraffin
Synthetic Wax
Isoparaffin

Olej mineralny czyli mieszanina ciekłych węglowodorów:
Mineral Oil
Wazelina - maziste ciaóło stałe. Jest to jeden z produktów destylacji ropy naftowej, mieszanina weglowodorów tzw. parafinowych (alkanów):
Vaseline
Petrolatum

Cerezyna czyli rafinowany wosk ziemny:
Ceresin
Węglowodory alifatyczne:
Isododecane
Isobutane
Isohexadecane

Ozokeryt to wosk ziemny czyli kopalny mineral bedacy mieszanina stalych i cieklych wielkoczasteczkowych weglowodorów, glównie n- i izoparafinowych:
Ozokerite
Gazy używane w aerozolach, powstałe w procesie rafinacji oleju mineralnego:
Isopropane
Isobutane

Wosk parafinowy:
Cera Microcristallina

Oleje silikonowe


Oleje silikonowe to następna, po parafinach, generacja syntetycznych natłuszczaczy w kosmetykach. Oleje silikonowe powstają dzięki syntetycznemu połączeniu krzemu i tlenu. Są bardzo szkodliwe dla środowiska naturalnego, w naturze nie jest możliwe rozłożenie ich na mniejsże cząsteczki. Są tak samo obce ludzkiemu organizmowi, jak parafiny.

Oleje silikonowe to:

Hexamethyldisiloxane
Dimethicone
Trimethicone
i inne *methicone

Nitrozaminy


Nitrozaminy to cała grupa problematycznych substancji. Prawie wszystkie znane nitrozaminy są rakotwórcze. Powstają one przy połączeniu odpowiednich substancji, na przykład w spalonym oleju spożywczym. Bezpośrednie stosowanie nitrozaminów w kosmetykach jest zabronione. Można je jednak znaleźć w produktach kosmetycznych jeśli surowce były zanieczyszczone lub źle składowane. Powstają one również podczas reakcji dwóch odpowiednich substancji. Analiza składu danego kosmetyku nie pozwala nam ocenić czy zawiera on nitrozmainy czy nie. Można to jednak wywnioskować oceniając kombinacje składników.

Należy unikać organicznych związków halogenowych w połączeniu z następującymi substancjami:


Triethanolamine=TEA
Babassuamide DEA
Cocamide DEA
Cocamidopropylamine Oxide
Coramine
Diethanolamine DEA
Dimethylamine
Lauramide DEA
Linoleamide DEA, Oleamide DEA
Soy Amide DEA
Stearamide MEA
Tromethamine
Undecylenamide DEA

Glikole polietylenowe (PEG) i glikole polipropylenowe (PPG)

Glikole polietylenowe (PEG) i glikole polipropylenowe (PPG) są używane w kosmetykach głównie jako emulgatory i tensydy. Do produkcji PEG-ów i PPG-ów używany jest bardzo trujacy gaz - etylenoksyd. PEG-i czesto są zanieczyszczone dioksanem (czyli eterem) lub zawierają nieprzereagowane cząsteczki etylenoksydu. Te związki chemiczne są uznane jako substancje rakotwórcze, uszkadzają również strukturę genetyczną komórek. PEG/PPG-i wnikają wgłąb skory i czynią ją bardziej "przepuszczalną" dla innych substancji czyli również wrażliwszą na zanieczyszczenia w powietrzu i drażniące substancje w kosmetykach.
W liscie składników wyżej wymienione glikole mają w swej nazwie przedrostek PEG lub PPG dodatkowo unikać należy następujących substancji:

Acrylates/Steareth-20 Methacrylate Copolymer
Aluminium Chlorochydrate
Aluminium Chlorochydrex
Ammonium Laureth Sulfate
Beheneth-5,-10,-20,-25
C9-11 Pareth 8
Ceteareth
Ceteth-1, -20
Coleth-10, -20, -24
Coceth-8/-10
Disodium Laureth Sulfosuccinate
Glycereth-7
Glycereth-7 Benzoate
Glycereth-5 Lactate
Glycereth-26 Phosphate
Glyceteth-20 Stearate
Glycereth-7 Triacetate
Laneth-10, -5 i inne liczby
Laureth-2, -3, -4, -7
Laureth-5 Carboxylic Acid
Laureth-8-Phosphate
Lauryl Methyl Gluceth-10 Hydroxypropyldimonium Chloride
Magnesium Laureth Sulfate = Magnesium Laureth-8 Sulfate
Magnesium Oleth Sulfate
Methyl Gluceth-10 i -20
Myreth-4
Myreth-3 Myristate
Nonoxylon-2, -4, 10
Nonoxylon-12 Iodine
Oleth-4
Oleth-3 Phosphate
Poloxamer 124, 184, 188, 407
Poloxamine,Polysorbate 20, 60, 80
Sodium Myreth Sulfate,Steareth-2, -21 i inne liczby
Trideceth-12 i inne liczby
Triceteareth-4 Phosphate
Trilaureth-4 Phosphate

Sole aluminium

Sole aluminium i innych metali są często stosowane w produktach dezodorujących. Pełnią rolę "zatykaczy", zatykających pory, a tym samym gruczoły potowe, aby pot nie wystąpił na powierzchnię skóry. Powoduje to zapalenia i uszkodzenia gruczołów łojowych i potowych. W dezodorantach czesto jest stosowany Triclosan jako konserwant. Jest to bardzo mocny środek bakteriobójczy, a także organiczna substancja halogenowa. Często zanieczyszczony dioksynem. Dioksyny nawet w niewielkich ilosciach powodują trądzik chlorowy.
Sole aluminium w kosmetykach to:

Aluminium Chloride
Aluminium Chlorohydrate
Aluminium Chlorohydrex
Aluminium Chlorohydrex PG
Aluminium Distearate
Aluminium Sesquichlorohydrate
Aluminium Stearate
Aluminium Tristearate
Aluminium Zirconium Trichlorohydrex GLY



czwartek, 13 listopada 2014

Listopadowe niespodzianki: górskie "kapary"

      
     Pamiętacie taką wiosnę w listopadzie? Bo ja w swym wcale niekrótkim życiu takiego ciepłego listopada nie doświadczyłam. a świadczy o tym choćby to, że odkąd mieszkam w górach, nie doczekałam się owoców nasturcji. Zaletą mieszkania na wys. ponad 1000 m n.p.m jest może to, że gdy  sezon  np. na truskawki, czereśnie w miejscowościach położonych choćby 30 km niżej  już dawno się skończył,  u nas się dopiero zaczyna. Gdy późne odmiany wiśni dawno zostaną strawione na nizinach, w mej miejscowości można podziwiać białe kwiecie na drzewach. I na tym mogłabym zakończyć listę zalet, przynajmniej w dziedzinie wegetacji roślin, bo wiele z nich nie ma szans w ogóle rozwinąć się w takim klimacie. 
      A w tym roku taka niespodzianka, że w połowie listopada moje nasturcje przed domem zaowocowały, lecz zrażona corocznym przymrozkami, które już pod koniec lata niszczyły te rośliny, zasadziłam ich niewiele. W poprzednim poście o ciasteczkach chyba przesadziłam, pisząc, że nie mamy teraz sezonu na kwiaty:) Dobrze, że zrobiłam ostatnio ciasteczka chabrowe, a nie nasturcjowe. Weków co prawda z mych zbiorów nie zrobię, mam póki co 5 owoców. Nasturcje - to takie nasze kapary- smakiem i wyglądem bardzo je przypominają. A może wkrótce zasadzę kapary w związku z ociepleniem klimatu. Mam na dworze już metrowe drzewka cytrusowe, póki co w doniczkach:)
     Owoce zbiera się zanim opadną na ziemię i można spożywać je na surowo, dodając np. do sałatek lub zamarynować. Są pyszne. Poszukajcie więc nasturcji w swej okolicy i skosztujcie tych kuleczek, są zadziwiające w smaku, nieco jak głąb z kapusty, tylko trochę bardziej ostre.  Tej wiosennej jesieni można jeszcze tyle nazbierać, by starczyło  na zamarynowanie, Najczęściej występują jako pnącza w ogródkach przydziałowych, wyruszę jutro na poszukiwania, może się ktoś ze mną podzieli:)
    Warte polecenia są także nalewki z nasturcji, a wówczas wykorzystuje się całą roślinę. Taka spirytusowa nalewka jest dobra m.in. na wzmocnienie włosów. Przepis znalazłam Tutaj
Ponadto nie wiedziałam, że: "Nasturcja jest także świetnym strażnikiem ogrodowym. Posiana pomiędzy roślinami pomidorów, skutecznie odstrasza wełnowce, które potrafią zaszkodzić naszym pomidorom. Nasturcja jest dobrym sąsiadem dla ziemniaków, rzodkiewki, grochu, warzyw kapustnych, fasoli tyczkowej, bobu (...)Nasturcję dobrze jest też posadzić wokół drzew owocowych, skutecznie odstraszają takiego szkodnika jak bawełnicę korówkę." 

Źródło:
http://jaga-babciaradzico.blogspot.com/2011/12/nasturcja.html

niedziela, 9 listopada 2014

Chabrowe ciasteczka i herbatka z bławatka


    Może akurat te odświętne ciasteczka staną się dla Was inspiracją? Są pyszne, maślane, z różnymi ziarnami i orzechami, a niektóre z suszonymi płatkami chabra bławatka, przez to prezentują się bardzo elegancko.  Ostatnio chodziły za mną ciastka lawendowe, ale że nie miałam lawendy, wykorzystałam te piękne niebieskie bławatkowe płatki, może nie są one tak aromatyczne, pachną delikatnie, trochę jak owoc czarnego bzu, a po upieczeniu wcale nie pachną:), ale za to ciastka wygadają niezwykle efektownie z takim niebieskim przystrojeniem. A do tego polecam herbatkę z  chabra bławatka.*

       Jednak nie mamy teraz sezonu na kwiaty i można zadowolić się innymi dodatkami. Ja zakupiłam chabra bławatka (mam nadzieję, że pierwszy i ostatni raz) w aptece zielarskiej po niemałej cenie: 15 zł za ok. 30 g, a tyle tego latem rośnie, nawet w mych przydomowych rowach, o okolicznych łąkach nie wspominając. Latem tak byłam zajęta innymi zbiorami, że nie wzięłam pod uwagę tego cudnego kwiatka, bo herbatka z niego jest  smaczna i zdrowa. Dodatkowo uwagę na to ziółko zwrócił mój kot. Gdy tylko przesypałam zawartość do słoiczka i chciałam sięgnąć po pustą już torebkę, by sprawdzić, jaką wagę miała zawartość, to nie zdążyłam. Opakowanie zostało dokumentnie oślinione, porwane, zrzucone na podłogę, gdzie Franek, lubieżnie mrucząc, zaczął się po nim tarzać i zachłannie oblizywać je z każdej strony. Może stało to w aptece koło kocimiętki? A może zna się na rzeczy? Koty to nieprzewidywalne stworzenia. Jednak pora przegonić sierściucha i wrócić do ciasteczek.

To dopiero spokojne studiowanie ziółek.
Prawdziwe Frankowe szaleństwo uwieczniłam na filmiku,
tylko zastanawiam się, do jakiej tematycznej kategorii go przypiąć.
     Żeby się nie urobić, miałam w lodówce przygotowane dzień wcześniej ciasto i pewnie dlatego też wyszło ono takie dobre: mięciutkie, łatwe w obróbce podczas formowania ciasteczek i wzorcowo kruche. Wiadomo, kruche ciasto musi swoje odstać w chłodzie, minimum 1 godzinę, a najlepiej dłużej. Miałam jedną metalową foremkę do wykrawania, w kształcie niby gwiazdki lub kwiatka, dzięki temu nie miałam problemów decyzyjnych i produkcja szła mi szybciej. Jeśli nie macie żadnej foremki, to kółeczka wykrawane szklanką też są ładne i smaczne.

Kruche ciasteczka z dodatkami 
wg 5 przemian
Litery symbolizują: D- przemiana drzewa, smak kwaśny, O - p. ognia, smak gorzki, Z- p. ziemi, smak słodki, M- p. metalu, smak ostry, W- p. wody, smak słony. Więcej na temat kuchni 5 przemian TUTAJ

D: mąka pszenna pełnoziarnista - 360 g ( ok.3 szklanki), ja dałam połowę pełnoziarnistej,
O: kurkuma - 1/4 łyżeczki,
Z: żółtka - 2 szt.,
Z:  cukier puder trzcinowy - 130 g ( najlepiej zmielić cukier trzcinowy z laską wanilii ),
Z:  masło - 250 g,

Z: wiórki kokosowe - pół szklanki,
M: imbir lub kardamon - szczypta,
W: sól - szczypta, proszek do pieczenia- 1/4 łyżeczki (ten ostatni można pominąć, jeśli potraficie sprawnie połączyć składniki bez długiego zagniatania),
D:  jogurt naturalny- 2 łyżki (można więcej jeżeli jogurt jest gęsty, a ciasto niezbyt miękkie).



Do dekoracji:   sezam biały, czarny, siemię lniane, orzechy, migdały, pestki dyni itp.
Robimy ciasto
Jajka, masło, jogurt powinny być schłodzone, więc dodajemy je prosto z lodówki.
Wszystkie podane składniki (oprócz dodatków do dekoracji) dodać w podanej wyżej kolejności, krótko zmiksować, a potem uformować kulę lub ręcznie zagnieść, początkowo szatkując je za pomocą szerokiego noża, aż do jak najdrobniejszych kawałków masła, na koniec, ale krótko, wspomagamy się rękami, formujemy kulę, zawijamy ją w folię spożywczą i wkładamy na minimum 60 minut do lodówki. Tak zrobione kruche ciasto musi się udać i można darować sobie proszek do pieczenia.

     Gdy mamy gotowe ciasto, odrywamy z naszej kuli po kawałku, rozwałkowujemy małe placuszki o grubości ok. 6-8 milimetrów i wykrawamy ciasteczka. następnie z jednej strony je dekorujemy. Kładziemy na wysypane uprzednio ziarna lub suszone płatki jadalnych kwiatów, lekko przyciskając, na środek można wcisnąć jakiegoś orzecha. Jak skończymy dekorowanie, włączamy piekarnik na 180 st. C. Surowe ciasto kruche, w przeciwieństwie do drożdżowego, nie może dlugo leżeć w temperaturze pokojowej, więc czas nagrzewania piekarnika powinien być czasem na ostatnią czynność: smarujemy ciasteczka białkiem i szybko wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 10 -15 min.


CHABER BŁAWATEK
Herbatkę przyrządzamy z jednej czubatej łyżeczki suszu. 
Zalewamy wrzątkiem i parzymy pod przykryciem 10 min.

*Chaber bławatek roślina lecznicza (cyt. z Wikipedii)
Zawiera antocyjanidyny,flawonoidy, sole mineralne (w tymdużo manganu), cychorynę, centaurynę
  • Działanie: moczopędne, żółciopędne i przeciwzapalne. Ze względu na bardzo łagodne działanie przeciwzapalne stosowany przy zapaleniu spojówek i w pediatriiNapar z kwiatów zalecany jest przy chorobach nerek, stanach zapalnych kłębków i miedniczek nerkowych, przy niewydolności krążenia i w kamicy nerkowej. Zewnętrznie stosuje się go przy trudno gojących się ranach i owrzodzeniach[7].
  • Zbiór i suszenie: kwiat zbierać w słoneczny dzień, rano, po obeschnięciu rosy. Zbiera się płatki, wyrywając je z koszyczka. Zebrane kwiaty należy suszyć bardzo szybko w zacienionym i silnym przewiewie, aby nie zblakły, gdyż wówczas tracą własności lecznicze. Susz szczelnie zamknąć i przechowywać w ciemności.