Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W zdrowym ciele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W zdrowym ciele. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 grudnia 2014

"O północy w ciemnej ulicy spotkali się dwaj hipochondrycy"

     Do słów Ludwika Jerzego Kerna umieszczonych w tytule tego wpisu powrócę za chwilę, wiersz wybitnego poety zamieszczę na końcu, jako puentę dzisiejszych rozważań. Jednak uprasza się Szanownych Czytelników o niemajstrowanie przy bocznym pasku przewijania, będę się streszczać, jak zawsze zresztą, muszę się tylko rozprawić z mitami:)
  

      
zdjęcie ze strony
http://renatazarzycka.pl
Czy przewlekłe zdrowie jest zaraźliwe? Raczej nie, wciąż niestety bardziej jesteśmy podatni na choroby, na kampanie społeczne i reklamy. Mnie się udało zarazić zdrowiem w Akademii Witalności pl., o czym czasem wspominam tu i ówdzie o np.
TU. Nie znaczy to, bym wiodła jakiś specjalnie zdrowy tryb życia, do tego mi jeszcze daleko. Każdy ma swoje preferencje i choćby czyjś zdrowy styl i dieta wydawały się nie wiem jak słuszne, to całkowite wzorowanie się i to wbrew własnym upodobaniom uważam za błędne. Jak mówi poeta: różnimy się niezwykle podobnie, jednak diabeł tkwi w szczegółach i co do tych ostatnich, to najlepiej słuchać tylko siebie. Czy używać cukru trzcinowego czy w ogóle zrezygnować ze słodzideł? Czy używać soli i jakiej? To wszystko kwestia gustu i indywidualnych zapotrzebowań. I jeśli mowa o tkwiącym w szczegółach diable to można opatrzenie zrozumieć to przysłowie, jako chroniczne czepialstwo występujące na polskich forach. Jak czytam różne komentarze, to się aż czasem boję, tyle zajadłości i nienawiści jest w naszym narodzie, bo nawet przy najbardziej neutralnych treściach potrafią się szybko znaleźć jacyś np. zwolennicy soli i przeciwnicy cukru, tylko po to, by opluwać się wzajemnie, zapominając, że przecież jedno nie wyklucza drugiego, a post, do którego się odnoszą jest akurat o mleku. Moderatorzy polskich stron nie mogą się nudzić, stale muszą być w pogotowiu, by fora nie zamieniły się w hide park i to mało tematyczny. Dlatego, gdy się chcę dowiedzieć czegoś konkretniejszego, niż kondycja naszego społeczeństwa, wolę zaglądać na anglojęzyczne fora. 

       To, jakimi mitami na temat zdrowia karmią nas w mediach, jest niezwykle irytujące dla osób, które poznały prawdę na własnej skórze i przekonały się, że nie istnieje coś takiego, jak katar czy grypa, można bez nich żyć, nawet przebywając wśród rzeszy ludzi zagrypionych (np. w szkole)! Reklamy namawiają do kolejnych szczepień lub zakupu nowych leków na przeziębienie, a ludzie łykają te nowiny, zapominają, że rok temu, jak się zaszczepili to i tak chorowali na grypę (i to gorzej niż zwykle). Ale to była inna grypa, bo co roku powstają nowe odmiany wirusów, ale co roku mamy też ulepszone szczepionki, jak orzekła ma sąsiadka!
   Jak widać nowe szczepionki i nowe leki powstają tak szybko, że mogą konkurować pod tym względem z najszybciej rozwijającą się elektroniką. Najlepszy telewizor, telefon, tablet zakupiony 5 lat temu jest już przeżytkiem. Funkcje sprzętów już sprzed 3 lat prezentują się marnie w porównaniu z obecnymi telewizorami, smart-fonami, iPhonami itd. Bardzo droga zabawka typu PSP, zakupiona dziecku 4 lata temu na gwiazdkę dziś jest zabytkiem, nie opłaca się jej wystawiać na allegro. Nie nadążamy często za nowinkami elektronicznymi, no któż nie spotkał się z taką opinią: nie kupuj tego tabletu, niedługo będą o wiele lepsze, a ten przez ciebie upatrzony stanieje, więc może warto poczekać i przemyśleć sprawę ponownie. Skoro technika cyfrowa tak szybko  się rozwija, a farmacja w dziedzinie szczepień również, to czemu medycyna tak wolno? Czemu do tej pory nie wynaleziono leku na raka czy choćby na katar?! Czyżby naprawdę nie wynaleziono?! Prawda w tym temacie jest zatrważająca!
    No logiczne, że w myśl szybkiego postępu techniki cyfrowej, gadżety elektroniczne szybko się dezaktualizują, ale to jednak tak nie zagraża naszemu zdrowiu, tylko kieszeniom, nie jest to tak agresywny przemysł, jak farmaceutyczny, bo tylko ten ma monopol, może sam naprodukować sobie klientów!!! Czyli pacjentów. Nowości farmaceutyczne odbijają się i na zdrowiu naiwnych klientów, i na ich portfelach. Co roku stajemy się królikami doświadczalnymi nowych szczepień. Nie wspominając o pewnych niewinnych produktach, których reklamy radiowe, zawsze przywołują mi na myśl "Dzień świra", słynną scenę,  gdy bohater zniesmaczony siedzi przed TV, chce spokojnie zjeść kolację, lecz zmuszony jest stale lecieć pilotem po kanałach, bo nadawane tam reklamy psują mu apetyt, są dosyć obrzydliwe:) Ten  obraz z filmu, dziś nie jest już jaskrawym przerysowaniem, któż by spodziewał się po reżyserze takiego proroctwa,  obecnie w mediach mamy to samo! Nie wiem jak w TV (nie oglądam), ale w radio non stop  słyszę podczas jazdy autem o kulkach dopochwowych na mięśnie kegla, o intymnych infekcjach grzybiczych i bakteryjnych, których wcale nie trzeba rozpoznawać itp. Już na pewno wkrótce doczekamy się również słynnego antyprykatora w sprayu. No reklama dźwignią handlu, a w myśl starożytnej maksymy: pieniądze nie śmierdzą! Może ów antyprykator będzie w jakieś dyskretniejszej formie niż spray, no bo przecież mamy już tabletki na zimne stopy i ręce, reklamowane są też tabletki na nietolerancję mleka lub zespół niespokojnych nóg. Ja to z niecierpliwością wyczekuję leku na zespół zwisającej wargi lub wertykalnego pomarszczenia czoła,  na nieżyczliwość naszego społeczeństwa, o której to śmią pisać współcześni pisarze z D. Masłowską na czele.
Nie wszystko, co proponuje autorka Akademii przyjmuję bez zastrzeżeń, ale ma to dla niej akurat małe znaczenie, dla  mnie też:), bo o szczegóły sama potrafię się zatroszczyć, jeśli nie znajdę pasujących mi gotowców. Pamiętam dobrze moment, kiedy "przypadkowo", jakimś dobrym zrządzeniem losu trafiłam na stronę AW i po przeczytaniu paru artykułów, jakbym dostała obuchem w łeb, szczęka mi się nie domykała ze zdziwienia przez cały dzień, a następnego dnia popadłam w stan mało odkrywczych rozważań o absurdalności naszego świata i o jego zawiłościach i prostocie jednocześnie, mimo że już wtedy nie myłam zębów pastą z fluorem:) Takie osoby, jak Pani Marlena, autorka AW, jeszcze parę wieków temu spłonęłyby na stosie za szerzenie tak tajemnej wiedzy! Kuria farmaceutyczna położyłaby na niej łapę. Ale teraz, w dobie rozleniwienia i inercji, gdy ludzie czują się zwolnieni z odpowiedzialności za własne zdrowie, bo od tego jest przecież państwo, może ona spokojnie odkurzać dawne naukowe raporty z lat 70., przenosić je na grunt polski, bo naród mało czytaty jest i zdrowie nie jest tak zaraźliwe, jak reklamy i modne trendy. A wiem, o czym mówię i zaraz dam przykłady z mego  poletka. 
Jak powstają mity?
Gdy słyszymy opinie sformułowane, "że ktoś, gdzieś, kiedyś, to nie są one autorytatywne i nie wierzymy takim przekazom. Jednak gdy doda się choćby takie stwierdzenie: "Od dawna wiadomo, że..." lub jeszcze bardziej marketingowe: "Niemal wszyscy wiedzą, że...." to już więcej ludzi łyka haczyk i dalsza treść komunikatu staje się bardziej wiarygodna. A gdy w mediach chce się zdobyć posłuch dla jakiejś treści, to  najlepiej powołać się na badania naukowe i to prowadzone kiedyś w Ameryce przez bliżej niezidentyfikowanych amerykańskich naukowców. Musimy uważać na takie podstępne schematyczne sformułowania.

Strzeżmy się bliżej niezidentyfikowanym amerykańskich naukowców
Oto co ostatnio wymyślili rzecznicy szczepionek na grypę, by zwerbować klientów, oczywiście posłużyli się starym chwytem:

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia w skali świata corocznie w czasie epidemii grypy na schorzenia górnych dróg oddechowych zapada 5-15% populacji, szacunkowa liczba ciężkich przypadków grypy może sięgać 3 do 5 milionów, a liczba zgonów (głównie w grupach zwiększonego ryzyka, jak osoby starsze i przewlekle chorzy) wynosi między 250 tys. a 500 tys. Zgodnie z danymi amerykańskimi corocznie na grypę zapada od 5% do 20% tamtejszej populacji, co było przyczyną od 55 tys. do 431 tys. hospitalizacji rocznie w latach 1979-2001 (średnio ok. 200 tys. rocznie). Amerykańskie władze sanitarne szacują, że w Stanach Zjednoczonych grypa wywołuje rocznie 36 tys. zgonów, cztery razy więcej niż AIDS i mniej więcej tyle samo co rak piersi, najczęstszy nowotwór kobiet.  http://grypa.mp.pl/lista/show.html?id=62646

Widzicie już te chwyty? Rzucili garść cyfr, bo te zawsze czynią każdą treść bardziej wiarygodną, więc powiało powagą. Tylko jakbyśmy chcieli sprawdzić te dane statystyczne, to nie ma gdzie, bo brak jakichkolwiek konkretnych nazw i miejsc. Bo niby, które amerykańskie władze sanitarne?! Stany są wielkie i każdy z nich ma swoje władze sanitarne, a może tu nie chodzi o Stany Zjednoczone, tylko o całą Amerykę lub choćby jej część Południową i cała ta sprawa dotyczyć może Brazylii, Ekwadoru i Chile? A wskazuje na to jeszcze jedna wielka, niezwykle pojemna, nazwa: Światowa Organizacja Zdrowia, na którą zawsze można się w razie potrzeby powołać, bez konsekwencji z jej strony. Dziwię się producentom tytoniu, że jeszcze na to nie wpadli:)
Kolejnym  mitem jest wyróżnianie na siłę dwóch osobnych chorób: grypy i przeziębienia, szukanie dla nich różnych symptomów, by nikt nie miał wątpliwości, bo na grypę są przecież szczepionki!;)
Uważny i przede wszystkim krytyczny czytelnik takich rewelacji szybko się zorientuje, że różnic tu jak na lekarstwo i jest to tylko żonglerka słowna. Na innej stronie znalazłam taką tabelę:  http://grypa.mp.pl/lista/show.html?id=62646

Objawy grypy
Objawy przeziębienia
- nagły początek
- gorączka >39°C(1-2 dni)
- dreszcze, ból głowy, stawów, mięśni
- osłabienie i rozbicie ogólne
- katar (nie zawsze)
- suchy kaszel (często)
- ból gardła
- powolny, łagodny początek
- zwykle stan podgorączkowy
- ból głowy (rzadko)
- osłabienie ogólne, uczucie zmęczenia
- zmniejszenie drożności nosa (często)
- kaszel (rzadko)

Zaraz nad tą tabelą, jak zajrzycie do źródła, możecie przeczytać asekuracyjne stwierdzenia:
"Gorączka może jednak nie wystąpić u osób w starszym wieku" 
i wiele z tych objawów przeziębienia może występować naprzemiennie:) Grypa charakteryzuje się suchym kaszlem, a przeziębienie tylko kaszlem, przy grypie może występować katar, a przy przeziębieniu zmniejszona drożność nosa!:) Cóż za elokwencja, jaki dar wymowy! Tylko przy przeziębieniu (na które nie ma szczepionki) też trzeba uważać, bo łatwo może ono przerodzić się w grypę, na którą warto się zaszczepić (po promocyjnej cenie). Więc jakby ktoś miał wątpliwości, na co jest chory, to łatwo stwierdzić. Jeśli się zaszczepił i mimo to zachorował, to jest to zwykłe przeziębienie, a jeśli jeszcze się nie zaszczepiłeś, to zrób to jak najprędzej, bo śmiertelność przy tej chorobie...jak donoszą Światowe Organizacje Zdrowia...!

Nie mam w domu telewizora, jednak moi rodzice mają i wcale  nie jest on tak bardzo przeterminowany, gdyż ojciec interesuje się nowinami techniki, ale farmaceutyczne niusy go nie obchodzą, nie choruje. Gorzej z mamą, ta ma odwrotnie. Stroni od komputera, woli czytać poradniki na temat zdrowia i święcie wierzy we wszelkie nowiny podawane w radio i TV. Zdaję sobie sprawę, że ludzie wychowani na tradycji, na radio i
telewizji trudniej przyjmują do wiadomości prawdy nieoficjalne, 
o których nie trąbi się w wymienionych mediach publicznych.
Jednak wciąż badam zjawisko inne. Moja mama ma żywy namacalny
przykład, z którego nie chce wyciągnąć wniosków. Fakt, że mnie, 
memu dziecku czy mężowi można nakichać prosto w nos, bo i tak się
nie zarazimy jakoś do niej nie przemawia. A przecież nie trzymamy
tego panaceum na grypę i inne takie tam zarazy w tajemnicy.
Zastanawiam się, czy może zbyt nachalnie głoszę im swe nowiny, ale chyba nie. Jednak jak tu siedzieć cicho, kiedy co najmniej dwa razy w miesiącu odbieram telefony z informacją o chorobie jednego dziecka siostry, potem drugiego przeziębionego dziecka siostry, potem samej siostry, babci, szwagra/ zięcia. "No bo Gosiu, - mówią mi - zupełnie nie zwracając uwagi na to, iż nas zawsze choroba omija- taki czas, gdzie się nie ruszysz, wszyscy kichają, smarkają, grypa panuje". No chyba powinnam się wstydzić, że tak się  spod tradycji wyłamuję.Tylko, że ma mama już nie używa słowa grypa, odkąd się zaszczepiła na grypę i odkąd jej nagadałam, że jest niepoważna, twierdząc, że dzięki temu będzie zdrowa. Teraz ona choruje tylko na przeziębienie! Dwa tygodnie temu chorowała na zimno w kościch i dreszcze, a trzy tygodnie temu na zapalenie gardła lub kaszel przeziębieniowy, tak wymiennie to nazywa:) I tak od paru miesięcy choruje ona non stop, odkąd się właśnie zaszczepiła, do czego nawet przed sobą się nie przyzna. A jak zadzwonię, to słyszę  tłumiony w słuchawce kaszel i korekcyjne odchrząkiwanie, by się nie wydało, że znów jest przeziębiona. Nie jesteśmy z innej gliny ulepieni, jednak moja rodzicielka woli słuchać swych autorytetów, niż siebie, czy mnie i chorować. Zaszczepiła się zgodnie z panującą modą i zaraz po szczepieniu do mnie zadzwoniła, nie z przekory, żeby mnie wkurzyć, a skąd! Tylko, żeby zadeklarować swą nową wiarę, pochwalić się, że już w tym roku żadne wirusy i bakterie jej nie dosięgną. No cóż mi pozostało, jak tylko skwapliwie stwierdzić, że sama się przekona i pobłogosławić rzecz dokonaną w myśl zasady: wiara czyni cuda i co się stało to się nie odstanie. Czyżby była słabej wiary, o nie. Jednak jak widać szczepionka na grypę, to nie placebo. Trudno spodziewać się cudu po konserwantach tam zawartych, typu metale ciężkie itd. (których i tak mamy wszędzie pod dostatkiem), one po prostu niszczą układ odpornościowy, napędzając tym samym koniunkturę farmaceutyczną.
      Trzeba być czujnym, by nie dać się zrobić w bambuko w dzisiejszym gąszczu informacji. W mass mediach pracują nie byle jakie rzesze psychologów, a w dziedzinie manipulacji opinią publiczną też wciąż powstają nowe techniki, te które przedstawiłam, to zapewne już WSZYSTKIM WIADOME starocie;)! Tak, uważajmy na takie sformułowania, jak wyżej podkreślone, ale nie popadajmy w bezmyślne hejterstwo. Jeśli coś nie szkodzi, a może pomóc, to dlaczego tego samemu nie sprawdzić? Co stoi na przeszkodzie, tym bardziej że kosztuje tyle co nic?
   Wiem, że się powtarzam, często powołując się na stronę Akademii Witalności, ale nie robię tego dla siebie ani owej witryny, choć uważam, że ukłon w tamtą stronę  zawsze się należy, czuję ogromną wdzięczność dla autorki, bo cóż cenniejszego nad zdrowie. Powtarzam tę mantrę dla swej rodziny, szeroko pojętej, bo i tej starszej, i nowej, tej całkiem internetowej:) Jak trafiłam po raz pierwszy na stronę AW, na niezwykle przystępnie napisane artykuły Pani Marleny, wyjaśniające bardzo szczegółowo rolę wit. C w systemie immunologicznym człowieka i w jakiej formie i dawkach ją stosować, by zadziała, to długo się nie zastanawiałam, stwierdziłam, że trzeba to wypróbować. Tym bardziej, że autorka rozdawała swą wiedzę za darmo, nie jest ona rzecznikiem żadnych firm, wręcz przeciwnie, jest wielką pogromczynią mitów. Nie miała wówczas internetowego sklepu, on powstał niedawno na prośbę czytelników, którzy, tak jak ja, kupowali sproszkowaną kilogramową wit. C i lecytynę na allegro u różnych sprzedawców i chcieli mieć pewność, co do certyfikatu lub zwyczajnie obawiali się o dostępność towaru w niedalekiej przyszłości. Spróbowałam więc i efekty przerosły me najśmielsze oczekiwania: ja, moje dziecko i mąż nie chorujemy od 3 lat. A to takie proste:)!
          Ja tu jeszcze wrócę, by skończyć pisać swój dytyramb, a tymczasem oddaję głos poecie, bo już się bardzo  niecierpliwi:)
północy
                         W ciemnej ulicy
    Spotkali się dwaj hipochondrycy.

- No i co, panie kolego?

Boli coś pana?
- Niestety, nie.
- Coś okropnego.

- Żeby chociaż ból głowy,

Angina, piasek nerkowy,
Zapalenie lub jakiś obrzęk...
A tu nic.
- No i niech pan sam powie,
Czy w takich warunkach człowiek
Może się, proszę pana, czuć dobrze?

Ja osobiście cierpię, gdy mi nic nie dolega,

Jestem wciąż podniecony,
Zdenerwowany i tak dalej, a kolega?

- Ja też, wie pan, spokojnie znieść podobnych rzeczy nie mogę.

Gdy mnie noga, na przykład, nie boli,
To martwię się zaraz o nogę.
Coś podejrzanego, znaczy,
I zaraz myślę sobie, jeśli pan pozwoli:
Może tej nogi w ogóle nie ma, skoro ona w ogóle nie boli?
I natychmiast spoglądam w dól,
Czy całą jeszcze mam nogę,
Czy może już tylko pół...

- Tak, tak,

Zdrową nogę powinno się czuć.
Niech w niej strzyka coś, niech w niej, proszę pana rwie.
Uroczy jest jedynie świat rwań, ćmień i kłóć,
Jak nic nie boli - to źle.
- To podejrzane, ooooch!
- To niebezpieczne, aaaach!

Nagle

Ktoś ich po główkach - trach!
Zachłysnęli się ze szczęścia hipochondrycy
I rozległ się hymn dziękczynny
O północy
W ciemnej ulicy:

"To lepsze niż rozweselający gaz,

Niż wszystkie opery na czele z Traviata i Tosco,
Jeszcze raz!
Jeszcze raz!
Jeszcze raz!
Tak nam bosko!"

Ludwik Jerzy Kern

wtorek, 2 grudnia 2014

Po co wam katar i różne zarazy? Nie wygłupiajmy się, czas obalić mity!

   Dla tych, co mają awersję do przydługich postów i gdy boczny pasek przewijania się zacina, powtórzę swe zwierzenia:)

   
Ja tej herbatki lukrecjowej - przepis Tutaj - nie piję ze względu na przeziębienie, tylko popijam ją, jak jest zimno, by się rozgrzać i gdy odczuwam deficyt słodyczy. Ot tak sobie, bo ją lubię. Przyznam się, że od ponad roku, odkąd trafiłam na Akademię Witalności, dzięki której liposomuję witaminę C, żadne choróbska mnie nie dopadają, mojej najbliższej rodziny też nie! Katar likwiduje się w godzinę, ale trudno to nazwać katarem, bo przy pierwszych objawach, mając pod rękę zliposomowaną  forte wit. C, nie trzeba sięgać po chusteczki. Co innego, gdy jest się na wyjeździe z dala od domu i zapomni się zabrać tę cudowną miksturę. Zeszłej wiosny dopuściłam się przez zapomnienie takiego zaawansowanego kataru, zaraziłam się w podróży. Miałam go dzień cały i pól następnego, bo gdy tylko znalazłam się rano w domu napoiłam się swym lekarstwem i wieczorem jak ręką odjął. No coś tu jest nie tak w tym naszym cywilizowanym świecie, przecież wyraźnie wciąż się mówi, że katar trwa siedem dni, a leczony tyleż samo! Bo lekarstwa na to jeszcze nie wynaleziono!? A mój junior nieraz wzdycha, by móc jak dawniej, nie pójść czasem do szkoły z powodu choroby i aż się boję, by sobie przez te chore marzenia jakiegoś złamania nie wyczarował. Kiedyś miał astmę oskrzelową, non stop lekarze, co roku szpital, teraz już zapomniał, jak to jest mieć choćby lekki kaszel lub katar, toteż zatęsknił za bumelką w szkole niepomny tych dawnych utrapień. Tak więc stajemy się przewlekle zdrowi, ja i moi domownicy. Gorzej jest z rodziną mieszkającą dalej od nas, głuchą na wszelkie tanie i proste nowiny. Zasłaniają się brakiem czasu, a bo to trzeba poczytać, zgłębić temat, policzyć ile gram dziennie przyjmować...,a w ogóle czy zadziała coś, co nie jest zbyt drogie, tj. tanio można to przyrządzić tylko własnym sumptem. Bo droga to taka witamina jest i to bardzo, można ją kupić w Niemczech czy USA, bo u nas w aptekach ona nie występuje wcale! Są tylko homeopatyczne dawki zwykłej wit.C, której trzeba byłoby zażyć kilka opakowań na raz dziennie, by pozbyć się lekkiego przeziębienia, a to byłoby ze szkodą dla żołądka w takiej postaci. 

Moja mikstura wygląda tak
    No cóż, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, niektórzy wolą tradycyjnie wziąć nieskuteczną, a wręcz szkodliwą, tabletkę lub drogi suplement diety i poleżeć w łóżku lub spędzać czas w poczekalni ośrodka zdrowia. Wspomnę, że liposomowana witamina C jest nie tylko na zwykłe przeziębienia i alergie, ale na wszelkie choroby zakaźne, anginę, grypę, zapalenie nerek, wątroby i całą masę innych chorób bakteryjnych lub wirusowych, wszystko zależy od dawki. Moje dziecko z anginy i bólu ucha zostało wyleczone w jeden dzień! Niestety, miał pecha ten szkolny lawirant, bo był to weekend:) Wszelkie objawy typu wysoka gorączka, bóle itp. ustąpiły po 10 dawkach po jeden gram każda! Na drugi dzień biegał zupełnie zdrów, oczywiście dostawał dawki podtrzymujące, ale już mniejsze. Dlatego warto się tym zainteresować, o liposomowaniu wit. C piszę Tutaj, tam też znajdziecie linki do ważnych źródeł, mówiących m.in. o tym, jaką rolę w organizmie pełni ta witamina, jak dawkować, by działała i przede wszystkim, dlaczego od czasu odkrycia witaminy C i potwierdzenia jej  stuprocentowej skuteczności w leczeniu takich chorób zakaźnych, na które obecnie zmuszani jesteśmy się szczepić, cała sprawa została wyciszona i odeszła w zapomnienie! Jeśli jeszcze nie wiecie i macie silne nerwy, to poczytajcie, dlaczego raporty lekarskie o zwalczaniu raka mega dawkami dożylnymi wit. C leżą odłożone ad akta, gdzieś tak od lat 80 ubiegłego stulecia nie mogą ujrzeć światła dziennego?! Dlaczego pacjentów poddaje się równie wyniszczającej, jak rak, chemioterapii?! Można się domyślić, że chodzi jak zwykle o pieniądze.
Chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do źródeł:
http://www.akademiawitalnosci.pl/tag/raport-klennera/
http://oczymlekarze.pl/profilaktyka-i-leczenie/1445-witamina-c-lek-na-wszystkie-choroby-od-odry-do-aids

poniedziałek, 24 listopada 2014

Czym nakarmić bolące kolana ?


    Niedawno dopadł mnie ból kolana, który dawał się we znaki głównie przy wstawaniu, chodzeniu po schodach, nie był to ból reumatyczny ani urazowy, nic mnie nie ugryzło, chyba:), nadwagi nie mam, a aktywności sportowej ostatnio aż nadto, więc może jakieś nadwyrężenie, więc zaczęłam obawiać się o swą rowerową przyszłość. Dałam więc kolanu odpocząć i zastygłam przed kompem w poszukiwaniu jakiejś wiedzy na ten temat. Ale po paru dniach żadnej poprawy, a w internecie nic sensownego nie znalazłam, mnóstwo sprzecznych informacji, np. że na stawy kolanowe nie ma lekarstwa, że trzeba z tym żyć, z drugiej strony trzeba to leczyć, bo zaniedbanie prowadzi do kalectwa, a leczyć trzeba drakońskimi środkami, które przy okazji rujnują to i owo w  organizmie, bo innych jeszcze nie znaleziono, chcąc mieć zdrowe kolana, musisz więc poświęcić coś innego ze swego zdrowia, o pieniądzach nie wspominając. No cóż, taką medycynę trudnego wyboru mamy w XXI w. i wciąż jest ona  na etapie poszukiwań środków na regenerację np. mazi stawowej. Ja też jestem na tym etapie, też szukam i o dziwo znalazłam,  tym razem nie w internecie, tylko w kuchni i mądrych księgach, sposób prosty i jak dla mnie niezwykle skuteczny. Wyleczyłam się w parę dni, nawet nie pamiętam dokładnie ile trwała kuracja, bo zwyczajnie zapomniałam o swej niedawnej przypadłości, dopiero któryś z domowników mi przypomniał, pytając, jak tam kolano.Także moja koleżanka, uświadomiła mi, że temat kolan jest zaniedbywany,  skarżąc się, że jak kuca, to słychać ją z daleka.
    Skoro mi pomogło, to mam nadzieję, że nie jestem odosobnionym przypadkiem i innym z podobnymi kolanowymi objawami też może pomóc, tym bardziej, że nie zaszkodzi i już spieszę z odsłoną tego cudownego lekarstwa na stawy- a jest to zwyczajny, zwyczajniusieńki pęczak, czyli kasza jęczmienna. Ale po kolei.
    Mimo, że nie znalazłam nic optymistycznego w kwestii leczenia kolan na różnych forach sportowych i medycznych, to jednak chciałam dowiedzieć, co radzi lekarz medycyny konwencjonalnej, zalogowałam się w poradni on line i zadałam ortopedzie takie oto pytanie: " Dużo jeżdżę na rowerze i ostatnio dokucza mi ból jednego kolana (urazu mechanicznego nie doznałam), zrobiłam więc przerwę w jeżdżeniu, ale ból nadal trwa. Jak mogę sobie pomóc? Odpowiedź była krótka i nie bardzo do mnie przemawiała:
"Więcej jeździć na rowerze". Hm...jak tego dokonać, musiałabym wcale z roweru nie schodzić, bo ostatnio robiłam po 30-40 km dziennie:) Wtedy mnie olśniło, przypomniałam sobie, jak miałam chorą rękę, jak ból i drętwienie nadgarstka nie dawły mi spać po nocy i jak ze skierowaniem od lekarza rodzinnego trafiłam do ortopedy. Czekałam w dłuugiej kolejce i jak mniej więcej po godzinie weszłam do gabinetu, tak po ok. 10 minutach z niego wyszłam. Lekarz stwierdził u mnie zespół cieśni nadgarstka i że na obecną chwilę nie można mi pomóc, bo jestem za młoda na operację, a innego sposobu na tę przypadłość nie ma, zresztą operacja to tylko doraźne rozwiązanie problemu, bo po jakimś czasie u większości zoperowanych pacjentów problem ucisku nerwów przez mięśnie przedramienia powraca. Mogę oczywiście skorzystać z rehabilitacji (naświetlań itp.), ale do takich darmowych zabiegów są miesięczne kolejki, lepiej, abym zapłaciła gdzieś prywatnie, ale tu też, po rehabilitacji, nie ma co liczyć na jakąś specjalną poprawę. Ogólnie więc ortopeda zalecił, bym nic nie robiła:) A konkretnie: jak najrzadziej używała tej chorej ręki. No masochistką nie jestem i gdzieś tam nawet nieśmiało przeczuwałam, że jak boli, to lepiej oszczędzać tę dłoń i to jedyną prawą jaką mam.  Lekarz w bezradnym geście rozłożył ręce, dając tym samym do zrozumienia, że czas mej wizyty dobiegł końca, a ja, pomna jego zaleceń, nie podałam mu ręki na pożegnanie. 
    Nasza pamięć jest ułomna, przypominamy sobie dopiero, gdy boli: historia z ręką poszłaby w zapomnienie, gdyby nie noga, ale mam nadzieję, że ta ostatnia też już nie da o osobie znać. Rękę mam już zupełnie zdrową, ale o tym, jak ją wyleczyłam, napiszę w osobnym wpisie w razie zainteresowania. Zanim przypomniałam sobie moje doświadczenia z ortopedami i wróciłam do zgłębiania medycyny naturalnej, głównie TMC (Tradycyjnej Medycyny Chińskiej), przebrnęłam przez pesymistyczne wieści naszej medycyny konwencjonalnej, które przytoczę tutaj dla porównania i z nadzieją, że unikniecie podobnych chorych sugestii. Na stroniehttp://lionfitness.pl/artykuly,24,co-robic-a-czego-nie-gdy-boli-kolano,1175.chtm, czytamy:
"Najczęstszym chronicznym bólem kolan jest ból spowodowany zniszczeniem chrząstki stawowej. Wtedy kości, pozbawione gładkiej powierzchni chrząstki, trą o siebie dając dokuczliwe dolegliwości. Niestety nie ma sposobu na to, by spowodować regenerację chrząstki stawowej(...)" 
   Na innej stronie sposób jest, oczywiście promuje się tu lek i, jak zwykle przy tego typu artykułach sponsorowanych, lepiej przemilczeć jego skuteczność, a jak już trzeba wspomnieć o skutkach ubocznych, to najlepiej w taki oto nieznaczny sposób:

"Glukozamina może powodować nieznaczne problemy ze strony układu pokarmowego - biegunkę lub wręcz przeciwnie, podniesienie poziomu cukru, cholesterolu i trójglicerydów. Badanie NIH Glucosamine/Chondroitin Arthritis Intervention Trail wykazało, że glukozamina z chondroityną są skuteczniejsze w przypadku silnego bólu. W przypadku łagodnych dolegliwości skuteczność była porównywalna z placebo".
http://www.runners-world.pl/zdrowie/Cudowny-lek-na-bol-kolan,4580,2


Wszędzie roi się się od efektów placebo, dalej można dowiedzieć się:

"W Polsce preparaty z glukozaminą oraz mieszanki glukozaminy z chondroityną można kupić bez recepty nie tylko w aptekach, ale również w sklepach z odżywkami i suplementami. Wybieraj te sygnowane marką firmy, którą już znasz lub którą Ci ktoś polecił (...)
Pamiętaj, że efekty nie przyjdą natychmiast. Musisz poczekać dwa, trzy miesiące, by je zauważyć, więc nie zniechęcaj się już po tygodniu, jeśli ból nie przejdzie. "

Taak, nie zniechęcaj się kliencie o bardzo małym rozumku, tylko czekaj dalej, następnych parę tygodni i nadal kupuj, bo przecież za placebo do sądu nas nie pozwiesz.Gdyby to tylko było placebo, to pół biedy! Ale na efekty, również te uboczne, też trzeba poczekać, czasem więcej niż kilka tygodni. Jeśli chodzi o kaszę jęczmienną, to trudno o efekt placebo, jeśli na kolana nie pomoże, to dla reszty organizmu nie będzie obojętna, zawsze ma dobroczynny wpływ. Choć oczywiście mam nadzieję, że pomoże wam na stawy kolanowe, podobnie, jak mnie.
 Co więc takiego ma ta kasza jęczmienna? 
   Pęczak jest najmniej przetworzoną kaszą, bo otrzymaną z całych, nie pokruszonych ziaren jęczmienia, po jego  pokruszeniu produkuje się kaszę perłową,która jest już nieco mniej lepka po ugotowaniu. A własnie owa kleistość tej kaszy, lepkość daje naszym stawom poślizg.
   W kaszy jęczmiennej, oprócz witamin, znajdziemy ponadto wiele cennych składników mineralnych. Przede wszystkim, spośród innych kasz zawiera ona najwięcej wapnia. Jest to niezbędny materiał budulcowy naszych kości i szkliwa. Pęczak pobudza pracę nerek, wzmacnia kolana i lędźwie.*
  Ponadto odnajdziemy w niej także sporo cynku, potasu oraz żelaza (którego niedobór może prowadzić np. do niedokrwistości, spadku sprawności fizycznej czy przemęczenia). Wiem, że na stawy i kości dobra jest również żelatyna, ale chyba nie ta w proszku, nie wiem, jak wygląda produkcja tej sprzedawanej w sklepach i chyba nie chcę wiedzieć, zwierząt w  pożywieniu staram się unikać. Natomiast pęczak lubię i zadział na mój staw kolanowy piorunująco. Jadłam tę kaszę przez trzy dni z rzędu i zapomniałam, kiedy przeszedł mi ból w jednym kolanie, a w drugim przestało strzykać. Roweru też sobie nie ograniczam.
   Należy  dodać, że Tradycyjna Medycyna Chińska, która jest matką naturalnych orientalnych terapii, traktuje człowieka holistycznie, jako całość, jako mikrokosmos. Nie leczy się w TMC niedomagań ręki, nogi czy ogólnie kości i stawów, bo to są objawy wskazujące na inny, głębszy problem. W tym konkretnym moim przypadku przyczyną kostnych problemów były  nerki. To tradycyjne chińskie podejście wbrew pozorom nie różni się zbytnio od poglądów stojących u początku naszej medycyny. Już Hipokrates- ojciec medycyny zachodniej- uważał, że człowiek pozostaje w ścisłym związku ze swym środowiskiem i że należy leczyć chorego, a nie konkretną chorobę. Nasza medycyna zachodnia skupia się na leczeniu skutków, patrzy na człowieka fragmentarycznie, a dokładniej wycinkowo, bo eliminuje się schorzenia za pomocą skalpela lub oferuje doraźną pomoc w postaci tabletki. Dlatego, gdy zaczęłam leczyć swe kolano, zaopatrzona w e-booki z zakresu medycyny naturalnej, zobaczyłam wyraźnie, jak różne symptomy u mnie występujące zaczęły układać się - nomen omen- w całość, różne objawowy prowadziły do jednego źródławszystko wskazywało, że źródłem problemu są nerki, przy tym nie odczuwałam ze strony nerek żadnych niepokojących objawów, ale pewnie odczułabym po jakimś czasie, w następnej, po bólu kolana, kolejności. Po prostu zgodnie z wyczytanymi wskazaniami zaczęłam również o nie dbać.
    Pęczak pomógł mi bardzo i polecam tę kaszę wszystkim mającym problemy ze stawami, ale ponadto proponuję zwrócić uwagę na nerki, by zapobiegać podobnym schorzeniom. Należy dobrać odpowiednie, ogrzewające, pokarmy i generalnie trzymać się ciepło, bo nerki to jedyny organ, którego nie da się przegrzać! 
 Oprócz dolegliwości kostnych do nerek powinny nas skierować problemy z pęcherzem - to wiadomo, z uszami- to mniej wiadomo lub włosami, o czym już mało kto wie. Taka z pozoru błaha sprawa, jak wypadające w dużych ilościach włosy może świadczyć o złej kondycji nerek. Ja o tym nie wiedziałam i ten syndrom zupełnie zignorowałam, bo włosów na swej głowie zawsze miałam pod dostatkiem. I jak zaczęłam codziennie garściami zbierać je z ubrań, z podłogi, jak rura od odkurzacza się zapchała, to jakoś się tym specjalnie nie przejęłam, tłumaczyłam sobie to zmianą pory roku, bo skoro mój kot tak ma na zimę, to czemu ja nie mogę. Dopiero jak postudiowałam trochę TMC to obraz dywanu z mych włosów dopełnił całokształt objawów składających sie na diagnozę: Nerki i to pisane dużą literą, gdyż nie chodzi tylko o ten narząd ciała z czysto biologicznego punktu widzenia.  W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej pisane dużą literą: Nerki, Wątroba, Śledziona,Trzustka to najważniejsze organy, które mają również szerszy aspekt niż tylko materialny, rozprowadzają bowiem energię, są ośrodkami meridianów, są to tzw. centra energetyczne organizmu i tu zaczyna się nowy olbrzymi temat, którego nie zdołam przybliżyć. Zainteresowanym TMC na początek polecałabym książkę "Odżywianie dla zdrowia" Paul`a Pitchforda lub Claude Diolosa: „Chiny,kuchnia...., tajemnice medycyny".
Źródła:
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/medycyna-chinska

sobota, 15 listopada 2014

Jakich substancji unikać w kosmetykach?



       Przygotowałam sobie kiedyś ściągę z INCI (jest to podstawa systemu mającego ujednolicić nazewnictwo składników kosmetycznych) na podstawie rozproszonych w sieci informacji oraz dzięki pięknie usystematyzowanym, szczegółowym wiadomościom zebranym na pewnej wspaniałej stronce, (której niestety nie mogę znaleźć, albo została przeniesiona albo już nie istnieje). Takich polskich stron internetowych jest już coraz więcej, więc miło, że świadomość w narodzie rośnie, ale autorka strony do której ja sięgałam, była pionierką, mieszkała w Niemczech, wykonała kawał roboty wyjaśniając symbole w nazewnictwie kosmetycznym i tłumacząc na polski wszystkie opisy, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna i spieszę podzielić się tą wiedzą.

 Można iść na skróty, nie bawić się w długie studiowanie składników, tylko od razu kupić kosmetyki hand-made w internecie lub sklepach ze zdrową żywnością, ale nie każdego na to stać i nie jest to jeszcze tak bogaty asortyment, przynajmniej w Polsce. Jeśli chodzi o kremy, szczególnie te do twarzy, to wolę zrobić je sobie sama. Natomiast nie mam czasu, ani zapału, by bawić się w sporządzanie mydła czy szamponu, te kupuję bez szkodliwych dodatków i to często za grosze, głównie w Rossmanie, a to dzięki niemieckiemu magazynowi "Öko-test". Nie żeby Öko-test miał jakiś wpływ na ceny, tylko wśród produktów opatrzonych ich znakiem można znaleźć również serie tanich Rossmanowskich  kosmetyków. Mam zaufanie do tego działającego od 20 lat magazynu testującego wszystko, nie tylko kosmetyki. Najważniejszym jego kryterium  jest: "zdrowie  nas wszystkich. W ten sposób udało się miesięcznikowi „Öko-test” zwrócić uwagę na wiele problematycznych składników w różnych produktach: w 1986 były to pestycydy w kremach dla dzieci, w 1994 trucizna w pożywieniu dla dzieci, a w najnowszych badaniach krewetek został znaleziony zabroniony antybiotyk Chloramphenicol. 
      Efektem tych publikacji jest poprawa jakości danego produktu, gdyż konsumenci złe produkty  pozostawiają  na  półkach. Zdarza  się  również, że  miesięcznik  jest pozywany do sądu przez producentów, którzy nie zgadzają się z wynikami testów publikowanymi przez „Öko-test”. Lecz sposród ponad 100 procesów tylko jeden został zakończony na niekorzyść magazynu w 1988 roku.
     Często znajduję w Rossmanie mydło w płynie lub szampon za ok 3-4 zł  właśnie ze ze znaczkiem Oko-test. Na emblemacie nie zawsze jest co prawda: " Sehr gut", tylko: "Gut", ale to mi w zupełności wystarcza. W przeważającej części ocenę najwyższą otrzymują kosmetyki ekologiczne, naturalne, ale te z najwyższą notą zdarzają też na hipermarketowych półkach.
      Według INCI wszystkie użyte w produkcie surowce muszą być wypisane w odpowiedniej kolejności: te, których jest w produkcie najwięcej, otwierają listę. Nazwy używane w INCI to mieszanka nazw chemicznych, angielskich oraz łacińskich. Jeżeli producent zastosuje się do wymagań INCI, to konsument po przestudiowaniu składu, może sobie wyrobić zdanie o jakości kosmetyku. Niestety w przypadku barwników INCI dopuszcza pewną niedokładność. Barwniki ponumerowane są według "Color-index-Number"-w skrócie CI i jeżeli kosmetyk zawiera więcej niż jeden barwnik, to numery nie są dokładnie wyszczególniane, tylko zakres (np. 5-10). Poza tym nie wszystkie barwniki mają jakiś numer CI, niektóre nazywają się zupełnie inaczej.
JEST CO CZYTAĆ

    Zakupiłam kiedyś nawilżające mleczko firmy: "tołpa", tak małą literą się właśnie napisali, w ogóle bardzo dużo napisali i to na małej tubce, takiej 50 ml. Tak się literacko ta firma rozwinęła, że zanim dotarłam do składu INCI, przebrnęłam przez taką oto poezję:  "małe wielkie składniki", " mała wielka pielęgnacja", pod tym ostatnim tytułem widniał taki tekst: 
          tołpa: botanic, amarantus,
         nawilżające mleczko nektar

"kiedy mówimy "mała wielka pielęgnacja", mamy na myśli codzienne, drobne, ale przemyślane czynności, bo uważamy, ze to suma małych rzeczy, daje duży efekt.No tak, też tak uważam i jak razu pewnego, gdy już stałam się bardziej świadomą klientką, sięgnęłam po tę tubkę, by przetłumaczyć sobie skład INCI, to się nieco wystraszyłam tego dużego efektu. Na drugim miejscu, zaraz po aqua, jest Caprylic- skutecznie zatykający pory skóry, a potem cała plejada składników bynajmniej nie botanicznych, czyli wbrew zapewnieniom, które możecie zobaczyć na opakowaniu. Jest to mleczko do ciała z amarantusa i producent pisze: " wyobraź sobie, że istnieje roślina, która ma w sobie tyle energii, że musi się nią dzielić. I wszystko pod jej wpływem staje się aksamitne, dobrze nawilżone i pełne blasku. Cały amarantus". No można rzec: cały producent! Bo amarantusa jest tu oczywiście niezwykle mało, figuruje on na końcu składu INCI, ale za to producent chętnie dzieli się słowem pisanym i ma tyle energii, by śmiało stwierdzić:
"amarantus uważany jest za roślinę nieśmiertelną. Nawet sobie nie wyobrażasz, że może być coś lepszego dla Twojej skóry, bo po prostu nie ma.
A mniej literacka prawda wygląda tak:

Konserwanty konwencjonalne

"Kosmetyki kupowane w sklepie powinny być przydatne do użytku około 3 lata". Przypomniałam sobie, jak dostałam od siostry w prezencie 5 lat temu krem przeciwzmarszczkowy  L'Oréal i mam do tej pory, taka jestem oszczędna:) Zapomniałam o nim, a podczas porządków przezornie nie wyrzucałam, by mieć słoiczek na swoje mikstury. Niedawno, zamiast przesuwać ów krem z kąta w kąt, postanowiłam słoiczek opróżnić i krem pachnie, jak pachniał, konsystencja i kolor jest taka, jak była: Istna świeżość. Czy to znaczy, że skóra po jego użyciu też będzie tak dobrze zakonserwowana?
Konserwanty mają przeciwdziałać temu, by bakterie, grzyby i inne mikroorganizmy nie osiedliły się w kosmetyku. Konserwanty zabijają więc mikroorganizmy w kosmetykach, ale także na naszej skórze. Te dobre i te zle. Niszczą naszą naturalną florę bakteryjną na skórze, przez co skóra staje się coraz bardziej wrażliwa na działanie z zewnątrz. Bardzo niebezpieczne są konserwanty zawierające trujące związki rtęci. Konserwanty działaja często drażniąco i alergizująco.
Tego trzeba unikać:
Methylparaben
Ethylparaben
Isopropylparaben
Propylparaben
Butylparaben
Benzylparaben
Glutaraldehyde
Hexamidine-Diisethionate
Phenol
Phenyl Mercuric Acetate
Phenyl Mercuric Borate
Benzetonium Chloride
Użyte w kosmetykach substancje zapachowe nie muszą być wcale deklarowane. Wystarczy jeżeli producent określi je mianem "Fragrance", "Parfume" lub "Aroma"
Na co  jeszcze należy uważać w spisie składników

Syntetyczne przeciwutleniacąe (antyoksydanty)

Syntetyczne przeciwutleniacze powodują alergie i podrażnienia. Wywolują raka i zmiany genetyczne w komórkach. Uwaga na: BHT i BHA w spisie składników 

Substancje zapachowe: Te niebezpieczne, jeżeli zostają zadaklarowane przez producenta, nazywają się tak: Musk Ketone, Musk Xylene, Tonalide (AHTN) Galaxolide (HHCB) i Tonalinde  
Niestety producenci nie mają obowiązku wyszczególnenia nazw substancji zapachowych, wystarczy, że napiszą: "Parfum" lub "Fragrance".
 Pod tymi pojęciami często znajdują się syntetyczne substancje zapachowe: związki moszusowe (syntetyczne piżmo), nitro-moszusowe i policykliczne połączenia moszusowe. . Związki nitro-moszusowe popadły w niełaskę, ponieważ znaleziono je w wodzie, rybach, krabach, ludzkiej tkance tłuszczowej i w mleku matki. Dowodzi to, że związki te są wchłaniane przez skórę i odkładają się w organizmie. Mogą one powodować raka. Obecnie stosuje się głównie policykliczne związki moszusowe. Dla konsumenta nie jest to wcale lepsze rozwiązanie. Związki policykliczne dają się równie trudno zneutalizować w naturze, i tak samo są wchłaniane i odkładają się w tkankach, jak związki nitro-moszusowe. Najczęściej używane związki policykliczne to: Najczęściej używane związki policykliczne to Tonalide (AHTN) Galaxolide (HHCB) .  Z najnowszych badań wynika, że działają one podobnie jak hormony, a  w wysokich dawkach uszkadzają komórki wątroby.
Barwniki
Barwniki ukryte są pod numerami CI. Na przykład CI 17200. Ale nie wszystkie barwniki są niebezpieczne czy szkodliwe. W przemyśle kosmetycznym używa się również barwnikow naturalnych. Niestety, aby zmylić przeciwnika, czyli kupującego, również barwniki naturalne zaczynaja się na CI. Farby i barwniki naturalne można znaleźć po numerami CI 75100 - CI 77947. Inne barwniki CI są pochodzenia syntetycznego i najlepiej kupować produkty, które ich nie zawierają. Niebezpieczne barwniki występują nie tylko w farbach do włosów. Szczególnie niebezpieczne są AMINY AROMATYCZNE, a można je znaleźć również w kosmetykach zawierających barwniki, jak szminki czy cienie do powiek. Niektóre barwniki uzyskiwane są z aminy aromatycznej - aniliny. Anilina jest trucizną działającą toksycznie na krążenie i układ nerwowy. Połknięta wraz ze szminką lub wchłonięta przez skórę odkłada się w organizmie. W testach na zwierzętach wykazuje działanie rakotwórcze.
Aminy aromatyczne to:

Phenylendiamin (PDA)
2,5-Toluylendiamin (TDA)
4-Amino-2-Hydroxytoluene
2,4-Diaminophenol
2,4-Diaminophenoxyethanol HCL
Hydroxypropyl BIS (N-Hydroxyethyl-P_Phenylediamine) HCI
2-Methylresorcinol
1-Naphtol
2-Naphtol
p-Phenylenediamine
2-4-5-6-Tetraaminopyramidine
Toluene
Toluenen-2,5-Diamine


Konserwanty halogenowe 

Istnieją tysiące organicznych związków halogenowych. Zawierają w cząsteczce jod, chrom lub chlor. Związki takie istnieją, co prawda w naturze, ale do konserwowania kosmetyków używane są substancje syntetyczne. Jako konserwanty sa bardzo skuteczne, jednak wiadomo, że wywolują alergie i działają drażniąco na skóre. Powodują uwrażliwienie skóry. Triklosan, jeden z organicznych związków halogenowych, powoduje uwszkodzenia wątroby i kodu genetycznego komórek, jak również uodparnia bakterie na działanie antybiotyków. Jest wchłaniany przez skóre i odkłada się w tkance tłuszczowej. Syntetyczne związki halogenowe są bardzo szkodliwe dla środowiska naturalnego, bo natura nie jest w stanie ich zneutralizować, więc coraz wiecej takich związków pochodzenia sytnetycznego pojawia się w jeziorach, rzekach czy morzach.
Naczęściej używane w kosemtykach to:
Metyldibromo Glutaronitrile = Euxyl K 400
Triclosan
Iodopropynyl Butylcarbamate
Chloroacetamide
Climbazole
2-Bromo-2-nitropropane-1,3-diol = Bronopol
5-Bromo-5-nitro-1,3-dioxane = Bronidox
Bromochlorophene
Bromocinnamal
Aluminium Chlorohydrex
Aluminium Sesquichlorohydrate
Aluminium Zirconium Trichlorohydrex GLY
Dibromohexamidine Isethionate
Laurylpyriddinium Chloride
Potassium Troclosene

wszystkie substancje z przedrostkami: Iodo-Bromo- i Chloro-

Olej mineralny
Produkty pochodzące z oczyszczonej ropy naftowej są tanie, bezzapachowe, nie jełczeją, czyli mają właściwie same zalety dla przemysłu kosmetycznego. Ale czy również dla skóry? Olej mineralny jest surowcem naturalnym, ale, w przeciwieństwie do wszystkich innych substancji naturalnych nie działa korzystnie na skórę. Dla skóry pozostaje on ciałem obcym. Organizm nie potrafi go rozłożyć na przyswajalne czynniki ani wydalić. Jeśli połknie się parafinę, na przykład ze szminki, to odkłada się ona w wątrobie, nerkach czy węzłach chłonnych. Dla organizmu ludzkiego parafina to chemiczne śmieci, które tylko szkodzą. Parafina tworzy na skórze nieprzepuszczalną dla gazów (również dla tlenu i powietrza) i wody warstwę. Skóra pod tą warstwą czuje się miękkka i gładka. Ale co tak naprawdę dzieje się pod tą warstwą? Oddychanie skóry jest zablokowane, chłodzenie powierzchni skóry przez wydzielanie potu jest uniemożliwione. Skóra jest rozgrzana i wydziela coraz więcej potu. Wszystkie wydzieliny skóry zostają pod warstwą parafiny. skóra puchnie i dusi się, niektórzy mówią, że znikają zmarszczki ;-). Warstwa parafinowa jest trudna do zmycia, takie normalne mycie zmywa ją tylko częściowo. Wówczas powstają dziury w warstwie i cała wilgotność skóry ulatnia się. Pozostaje sucha odwodniona tkanka. Stosowanie kremu z parafiną przez dłuższy czas powoduje przesuszenie i szybsze starzenie się skóry, ale zobaczyć można to dopiero po zaprzestaniu używania kosmetyków z parafiną i dokładnym zmyciu warstwy parafiny. Przedtem "uduszona" skóra jest wciąż napięta i spuchnięta. Parafina jest komedogenna. Warstwa parafinowa skutecznie zapycha pory, sebum nie może się wydostać i tworzą się zaskórniki i pryszcze.

Należy jednak dodać, że wazelina czy olej parafinowy stanowią barierę ochronną, która ma za zadanie chronić skórę przed niekorzystnym wpływem otoczenia, zwłaszcza w przypadku chorób skórnych (np. łuszczyca) lub w ekstremalnych warunkach. 

Podobnie do parafiny zachowują się inne substancje ropopochodne.

W międzynarodowej nomenklaturze INCI to:

Parafina:
Paraffinum Liquidum
Paraffin
Synthetic Wax
Isoparaffin

Olej mineralny czyli mieszanina ciekłych węglowodorów:
Mineral Oil
Wazelina - maziste ciaóło stałe. Jest to jeden z produktów destylacji ropy naftowej, mieszanina weglowodorów tzw. parafinowych (alkanów):
Vaseline
Petrolatum

Cerezyna czyli rafinowany wosk ziemny:
Ceresin
Węglowodory alifatyczne:
Isododecane
Isobutane
Isohexadecane

Ozokeryt to wosk ziemny czyli kopalny mineral bedacy mieszanina stalych i cieklych wielkoczasteczkowych weglowodorów, glównie n- i izoparafinowych:
Ozokerite
Gazy używane w aerozolach, powstałe w procesie rafinacji oleju mineralnego:
Isopropane
Isobutane

Wosk parafinowy:
Cera Microcristallina

Oleje silikonowe


Oleje silikonowe to następna, po parafinach, generacja syntetycznych natłuszczaczy w kosmetykach. Oleje silikonowe powstają dzięki syntetycznemu połączeniu krzemu i tlenu. Są bardzo szkodliwe dla środowiska naturalnego, w naturze nie jest możliwe rozłożenie ich na mniejsże cząsteczki. Są tak samo obce ludzkiemu organizmowi, jak parafiny.

Oleje silikonowe to:

Hexamethyldisiloxane
Dimethicone
Trimethicone
i inne *methicone

Nitrozaminy


Nitrozaminy to cała grupa problematycznych substancji. Prawie wszystkie znane nitrozaminy są rakotwórcze. Powstają one przy połączeniu odpowiednich substancji, na przykład w spalonym oleju spożywczym. Bezpośrednie stosowanie nitrozaminów w kosmetykach jest zabronione. Można je jednak znaleźć w produktach kosmetycznych jeśli surowce były zanieczyszczone lub źle składowane. Powstają one również podczas reakcji dwóch odpowiednich substancji. Analiza składu danego kosmetyku nie pozwala nam ocenić czy zawiera on nitrozmainy czy nie. Można to jednak wywnioskować oceniając kombinacje składników.

Należy unikać organicznych związków halogenowych w połączeniu z następującymi substancjami:


Triethanolamine=TEA
Babassuamide DEA
Cocamide DEA
Cocamidopropylamine Oxide
Coramine
Diethanolamine DEA
Dimethylamine
Lauramide DEA
Linoleamide DEA, Oleamide DEA
Soy Amide DEA
Stearamide MEA
Tromethamine
Undecylenamide DEA

Glikole polietylenowe (PEG) i glikole polipropylenowe (PPG)

Glikole polietylenowe (PEG) i glikole polipropylenowe (PPG) są używane w kosmetykach głównie jako emulgatory i tensydy. Do produkcji PEG-ów i PPG-ów używany jest bardzo trujacy gaz - etylenoksyd. PEG-i czesto są zanieczyszczone dioksanem (czyli eterem) lub zawierają nieprzereagowane cząsteczki etylenoksydu. Te związki chemiczne są uznane jako substancje rakotwórcze, uszkadzają również strukturę genetyczną komórek. PEG/PPG-i wnikają wgłąb skory i czynią ją bardziej "przepuszczalną" dla innych substancji czyli również wrażliwszą na zanieczyszczenia w powietrzu i drażniące substancje w kosmetykach.
W liscie składników wyżej wymienione glikole mają w swej nazwie przedrostek PEG lub PPG dodatkowo unikać należy następujących substancji:

Acrylates/Steareth-20 Methacrylate Copolymer
Aluminium Chlorochydrate
Aluminium Chlorochydrex
Ammonium Laureth Sulfate
Beheneth-5,-10,-20,-25
C9-11 Pareth 8
Ceteareth
Ceteth-1, -20
Coleth-10, -20, -24
Coceth-8/-10
Disodium Laureth Sulfosuccinate
Glycereth-7
Glycereth-7 Benzoate
Glycereth-5 Lactate
Glycereth-26 Phosphate
Glyceteth-20 Stearate
Glycereth-7 Triacetate
Laneth-10, -5 i inne liczby
Laureth-2, -3, -4, -7
Laureth-5 Carboxylic Acid
Laureth-8-Phosphate
Lauryl Methyl Gluceth-10 Hydroxypropyldimonium Chloride
Magnesium Laureth Sulfate = Magnesium Laureth-8 Sulfate
Magnesium Oleth Sulfate
Methyl Gluceth-10 i -20
Myreth-4
Myreth-3 Myristate
Nonoxylon-2, -4, 10
Nonoxylon-12 Iodine
Oleth-4
Oleth-3 Phosphate
Poloxamer 124, 184, 188, 407
Poloxamine,Polysorbate 20, 60, 80
Sodium Myreth Sulfate,Steareth-2, -21 i inne liczby
Trideceth-12 i inne liczby
Triceteareth-4 Phosphate
Trilaureth-4 Phosphate

Sole aluminium

Sole aluminium i innych metali są często stosowane w produktach dezodorujących. Pełnią rolę "zatykaczy", zatykających pory, a tym samym gruczoły potowe, aby pot nie wystąpił na powierzchnię skóry. Powoduje to zapalenia i uszkodzenia gruczołów łojowych i potowych. W dezodorantach czesto jest stosowany Triclosan jako konserwant. Jest to bardzo mocny środek bakteriobójczy, a także organiczna substancja halogenowa. Często zanieczyszczony dioksynem. Dioksyny nawet w niewielkich ilosciach powodują trądzik chlorowy.
Sole aluminium w kosmetykach to:

Aluminium Chloride
Aluminium Chlorohydrate
Aluminium Chlorohydrex
Aluminium Chlorohydrex PG
Aluminium Distearate
Aluminium Sesquichlorohydrate
Aluminium Stearate
Aluminium Tristearate
Aluminium Zirconium Trichlorohydrex GLY