piątek, 12 grudnia 2014

"O północy w ciemnej ulicy spotkali się dwaj hipochondrycy"

     Do słów Ludwika Jerzego Kerna umieszczonych w tytule tego wpisu powrócę za chwilę, wiersz wybitnego poety zamieszczę na końcu, jako puentę dzisiejszych rozważań. Jednak uprasza się Szanownych Czytelników o niemajstrowanie przy bocznym pasku przewijania, będę się streszczać, jak zawsze zresztą, muszę się tylko rozprawić z mitami:)
  

      
zdjęcie ze strony
http://renatazarzycka.pl
Czy przewlekłe zdrowie jest zaraźliwe? Raczej nie, wciąż niestety bardziej jesteśmy podatni na choroby, na kampanie społeczne i reklamy. Mnie się udało zarazić zdrowiem w Akademii Witalności pl., o czym czasem wspominam tu i ówdzie o np.
TU. Nie znaczy to, bym wiodła jakiś specjalnie zdrowy tryb życia, do tego mi jeszcze daleko. Każdy ma swoje preferencje i choćby czyjś zdrowy styl i dieta wydawały się nie wiem jak słuszne, to całkowite wzorowanie się i to wbrew własnym upodobaniom uważam za błędne. Jak mówi poeta: różnimy się niezwykle podobnie, jednak diabeł tkwi w szczegółach i co do tych ostatnich, to najlepiej słuchać tylko siebie. Czy używać cukru trzcinowego czy w ogóle zrezygnować ze słodzideł? Czy używać soli i jakiej? To wszystko kwestia gustu i indywidualnych zapotrzebowań. I jeśli mowa o tkwiącym w szczegółach diable to można opatrzenie zrozumieć to przysłowie, jako chroniczne czepialstwo występujące na polskich forach. Jak czytam różne komentarze, to się aż czasem boję, tyle zajadłości i nienawiści jest w naszym narodzie, bo nawet przy najbardziej neutralnych treściach potrafią się szybko znaleźć jacyś np. zwolennicy soli i przeciwnicy cukru, tylko po to, by opluwać się wzajemnie, zapominając, że przecież jedno nie wyklucza drugiego, a post, do którego się odnoszą jest akurat o mleku. Moderatorzy polskich stron nie mogą się nudzić, stale muszą być w pogotowiu, by fora nie zamieniły się w hide park i to mało tematyczny. Dlatego, gdy się chcę dowiedzieć czegoś konkretniejszego, niż kondycja naszego społeczeństwa, wolę zaglądać na anglojęzyczne fora. 

       To, jakimi mitami na temat zdrowia karmią nas w mediach, jest niezwykle irytujące dla osób, które poznały prawdę na własnej skórze i przekonały się, że nie istnieje coś takiego, jak katar czy grypa, można bez nich żyć, nawet przebywając wśród rzeszy ludzi zagrypionych (np. w szkole)! Reklamy namawiają do kolejnych szczepień lub zakupu nowych leków na przeziębienie, a ludzie łykają te nowiny, zapominają, że rok temu, jak się zaszczepili to i tak chorowali na grypę (i to gorzej niż zwykle). Ale to była inna grypa, bo co roku powstają nowe odmiany wirusów, ale co roku mamy też ulepszone szczepionki, jak orzekła ma sąsiadka!
   Jak widać nowe szczepionki i nowe leki powstają tak szybko, że mogą konkurować pod tym względem z najszybciej rozwijającą się elektroniką. Najlepszy telewizor, telefon, tablet zakupiony 5 lat temu jest już przeżytkiem. Funkcje sprzętów już sprzed 3 lat prezentują się marnie w porównaniu z obecnymi telewizorami, smart-fonami, iPhonami itd. Bardzo droga zabawka typu PSP, zakupiona dziecku 4 lata temu na gwiazdkę dziś jest zabytkiem, nie opłaca się jej wystawiać na allegro. Nie nadążamy często za nowinkami elektronicznymi, no któż nie spotkał się z taką opinią: nie kupuj tego tabletu, niedługo będą o wiele lepsze, a ten przez ciebie upatrzony stanieje, więc może warto poczekać i przemyśleć sprawę ponownie. Skoro technika cyfrowa tak szybko  się rozwija, a farmacja w dziedzinie szczepień również, to czemu medycyna tak wolno? Czemu do tej pory nie wynaleziono leku na raka czy choćby na katar?! Czyżby naprawdę nie wynaleziono?! Prawda w tym temacie jest zatrważająca!
    No logiczne, że w myśl szybkiego postępu techniki cyfrowej, gadżety elektroniczne szybko się dezaktualizują, ale to jednak tak nie zagraża naszemu zdrowiu, tylko kieszeniom, nie jest to tak agresywny przemysł, jak farmaceutyczny, bo tylko ten ma monopol, może sam naprodukować sobie klientów!!! Czyli pacjentów. Nowości farmaceutyczne odbijają się i na zdrowiu naiwnych klientów, i na ich portfelach. Co roku stajemy się królikami doświadczalnymi nowych szczepień. Nie wspominając o pewnych niewinnych produktach, których reklamy radiowe, zawsze przywołują mi na myśl "Dzień świra", słynną scenę,  gdy bohater zniesmaczony siedzi przed TV, chce spokojnie zjeść kolację, lecz zmuszony jest stale lecieć pilotem po kanałach, bo nadawane tam reklamy psują mu apetyt, są dosyć obrzydliwe:) Ten  obraz z filmu, dziś nie jest już jaskrawym przerysowaniem, któż by spodziewał się po reżyserze takiego proroctwa,  obecnie w mediach mamy to samo! Nie wiem jak w TV (nie oglądam), ale w radio non stop  słyszę podczas jazdy autem o kulkach dopochwowych na mięśnie kegla, o intymnych infekcjach grzybiczych i bakteryjnych, których wcale nie trzeba rozpoznawać itp. Już na pewno wkrótce doczekamy się również słynnego antyprykatora w sprayu. No reklama dźwignią handlu, a w myśl starożytnej maksymy: pieniądze nie śmierdzą! Może ów antyprykator będzie w jakieś dyskretniejszej formie niż spray, no bo przecież mamy już tabletki na zimne stopy i ręce, reklamowane są też tabletki na nietolerancję mleka lub zespół niespokojnych nóg. Ja to z niecierpliwością wyczekuję leku na zespół zwisającej wargi lub wertykalnego pomarszczenia czoła,  na nieżyczliwość naszego społeczeństwa, o której to śmią pisać współcześni pisarze z D. Masłowską na czele.
Nie wszystko, co proponuje autorka Akademii przyjmuję bez zastrzeżeń, ale ma to dla niej akurat małe znaczenie, dla  mnie też:), bo o szczegóły sama potrafię się zatroszczyć, jeśli nie znajdę pasujących mi gotowców. Pamiętam dobrze moment, kiedy "przypadkowo", jakimś dobrym zrządzeniem losu trafiłam na stronę AW i po przeczytaniu paru artykułów, jakbym dostała obuchem w łeb, szczęka mi się nie domykała ze zdziwienia przez cały dzień, a następnego dnia popadłam w stan mało odkrywczych rozważań o absurdalności naszego świata i o jego zawiłościach i prostocie jednocześnie, mimo że już wtedy nie myłam zębów pastą z fluorem:) Takie osoby, jak Pani Marlena, autorka AW, jeszcze parę wieków temu spłonęłyby na stosie za szerzenie tak tajemnej wiedzy! Kuria farmaceutyczna położyłaby na niej łapę. Ale teraz, w dobie rozleniwienia i inercji, gdy ludzie czują się zwolnieni z odpowiedzialności za własne zdrowie, bo od tego jest przecież państwo, może ona spokojnie odkurzać dawne naukowe raporty z lat 70., przenosić je na grunt polski, bo naród mało czytaty jest i zdrowie nie jest tak zaraźliwe, jak reklamy i modne trendy. A wiem, o czym mówię i zaraz dam przykłady z mego  poletka. 
Jak powstają mity?
Gdy słyszymy opinie sformułowane, "że ktoś, gdzieś, kiedyś, to nie są one autorytatywne i nie wierzymy takim przekazom. Jednak gdy doda się choćby takie stwierdzenie: "Od dawna wiadomo, że..." lub jeszcze bardziej marketingowe: "Niemal wszyscy wiedzą, że...." to już więcej ludzi łyka haczyk i dalsza treść komunikatu staje się bardziej wiarygodna. A gdy w mediach chce się zdobyć posłuch dla jakiejś treści, to  najlepiej powołać się na badania naukowe i to prowadzone kiedyś w Ameryce przez bliżej niezidentyfikowanych amerykańskich naukowców. Musimy uważać na takie podstępne schematyczne sformułowania.

Strzeżmy się bliżej niezidentyfikowanym amerykańskich naukowców
Oto co ostatnio wymyślili rzecznicy szczepionek na grypę, by zwerbować klientów, oczywiście posłużyli się starym chwytem:

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia w skali świata corocznie w czasie epidemii grypy na schorzenia górnych dróg oddechowych zapada 5-15% populacji, szacunkowa liczba ciężkich przypadków grypy może sięgać 3 do 5 milionów, a liczba zgonów (głównie w grupach zwiększonego ryzyka, jak osoby starsze i przewlekle chorzy) wynosi między 250 tys. a 500 tys. Zgodnie z danymi amerykańskimi corocznie na grypę zapada od 5% do 20% tamtejszej populacji, co było przyczyną od 55 tys. do 431 tys. hospitalizacji rocznie w latach 1979-2001 (średnio ok. 200 tys. rocznie). Amerykańskie władze sanitarne szacują, że w Stanach Zjednoczonych grypa wywołuje rocznie 36 tys. zgonów, cztery razy więcej niż AIDS i mniej więcej tyle samo co rak piersi, najczęstszy nowotwór kobiet.  http://grypa.mp.pl/lista/show.html?id=62646

Widzicie już te chwyty? Rzucili garść cyfr, bo te zawsze czynią każdą treść bardziej wiarygodną, więc powiało powagą. Tylko jakbyśmy chcieli sprawdzić te dane statystyczne, to nie ma gdzie, bo brak jakichkolwiek konkretnych nazw i miejsc. Bo niby, które amerykańskie władze sanitarne?! Stany są wielkie i każdy z nich ma swoje władze sanitarne, a może tu nie chodzi o Stany Zjednoczone, tylko o całą Amerykę lub choćby jej część Południową i cała ta sprawa dotyczyć może Brazylii, Ekwadoru i Chile? A wskazuje na to jeszcze jedna wielka, niezwykle pojemna, nazwa: Światowa Organizacja Zdrowia, na którą zawsze można się w razie potrzeby powołać, bez konsekwencji z jej strony. Dziwię się producentom tytoniu, że jeszcze na to nie wpadli:)
Kolejnym  mitem jest wyróżnianie na siłę dwóch osobnych chorób: grypy i przeziębienia, szukanie dla nich różnych symptomów, by nikt nie miał wątpliwości, bo na grypę są przecież szczepionki!;)
Uważny i przede wszystkim krytyczny czytelnik takich rewelacji szybko się zorientuje, że różnic tu jak na lekarstwo i jest to tylko żonglerka słowna. Na innej stronie znalazłam taką tabelę:  http://grypa.mp.pl/lista/show.html?id=62646

Objawy grypy
Objawy przeziębienia
- nagły początek
- gorączka >39°C(1-2 dni)
- dreszcze, ból głowy, stawów, mięśni
- osłabienie i rozbicie ogólne
- katar (nie zawsze)
- suchy kaszel (często)
- ból gardła
- powolny, łagodny początek
- zwykle stan podgorączkowy
- ból głowy (rzadko)
- osłabienie ogólne, uczucie zmęczenia
- zmniejszenie drożności nosa (często)
- kaszel (rzadko)

Zaraz nad tą tabelą, jak zajrzycie do źródła, możecie przeczytać asekuracyjne stwierdzenia:
"Gorączka może jednak nie wystąpić u osób w starszym wieku" 
i wiele z tych objawów przeziębienia może występować naprzemiennie:) Grypa charakteryzuje się suchym kaszlem, a przeziębienie tylko kaszlem, przy grypie może występować katar, a przy przeziębieniu zmniejszona drożność nosa!:) Cóż za elokwencja, jaki dar wymowy! Tylko przy przeziębieniu (na które nie ma szczepionki) też trzeba uważać, bo łatwo może ono przerodzić się w grypę, na którą warto się zaszczepić (po promocyjnej cenie). Więc jakby ktoś miał wątpliwości, na co jest chory, to łatwo stwierdzić. Jeśli się zaszczepił i mimo to zachorował, to jest to zwykłe przeziębienie, a jeśli jeszcze się nie zaszczepiłeś, to zrób to jak najprędzej, bo śmiertelność przy tej chorobie...jak donoszą Światowe Organizacje Zdrowia...!

Nie mam w domu telewizora, jednak moi rodzice mają i wcale  nie jest on tak bardzo przeterminowany, gdyż ojciec interesuje się nowinami techniki, ale farmaceutyczne niusy go nie obchodzą, nie choruje. Gorzej z mamą, ta ma odwrotnie. Stroni od komputera, woli czytać poradniki na temat zdrowia i święcie wierzy we wszelkie nowiny podawane w radio i TV. Zdaję sobie sprawę, że ludzie wychowani na tradycji, na radio i
telewizji trudniej przyjmują do wiadomości prawdy nieoficjalne, 
o których nie trąbi się w wymienionych mediach publicznych.
Jednak wciąż badam zjawisko inne. Moja mama ma żywy namacalny
przykład, z którego nie chce wyciągnąć wniosków. Fakt, że mnie, 
memu dziecku czy mężowi można nakichać prosto w nos, bo i tak się
nie zarazimy jakoś do niej nie przemawia. A przecież nie trzymamy
tego panaceum na grypę i inne takie tam zarazy w tajemnicy.
Zastanawiam się, czy może zbyt nachalnie głoszę im swe nowiny, ale chyba nie. Jednak jak tu siedzieć cicho, kiedy co najmniej dwa razy w miesiącu odbieram telefony z informacją o chorobie jednego dziecka siostry, potem drugiego przeziębionego dziecka siostry, potem samej siostry, babci, szwagra/ zięcia. "No bo Gosiu, - mówią mi - zupełnie nie zwracając uwagi na to, iż nas zawsze choroba omija- taki czas, gdzie się nie ruszysz, wszyscy kichają, smarkają, grypa panuje". No chyba powinnam się wstydzić, że tak się  spod tradycji wyłamuję.Tylko, że ma mama już nie używa słowa grypa, odkąd się zaszczepiła na grypę i odkąd jej nagadałam, że jest niepoważna, twierdząc, że dzięki temu będzie zdrowa. Teraz ona choruje tylko na przeziębienie! Dwa tygodnie temu chorowała na zimno w kościch i dreszcze, a trzy tygodnie temu na zapalenie gardła lub kaszel przeziębieniowy, tak wymiennie to nazywa:) I tak od paru miesięcy choruje ona non stop, odkąd się właśnie zaszczepiła, do czego nawet przed sobą się nie przyzna. A jak zadzwonię, to słyszę  tłumiony w słuchawce kaszel i korekcyjne odchrząkiwanie, by się nie wydało, że znów jest przeziębiona. Nie jesteśmy z innej gliny ulepieni, jednak moja rodzicielka woli słuchać swych autorytetów, niż siebie, czy mnie i chorować. Zaszczepiła się zgodnie z panującą modą i zaraz po szczepieniu do mnie zadzwoniła, nie z przekory, żeby mnie wkurzyć, a skąd! Tylko, żeby zadeklarować swą nową wiarę, pochwalić się, że już w tym roku żadne wirusy i bakterie jej nie dosięgną. No cóż mi pozostało, jak tylko skwapliwie stwierdzić, że sama się przekona i pobłogosławić rzecz dokonaną w myśl zasady: wiara czyni cuda i co się stało to się nie odstanie. Czyżby była słabej wiary, o nie. Jednak jak widać szczepionka na grypę, to nie placebo. Trudno spodziewać się cudu po konserwantach tam zawartych, typu metale ciężkie itd. (których i tak mamy wszędzie pod dostatkiem), one po prostu niszczą układ odpornościowy, napędzając tym samym koniunkturę farmaceutyczną.
      Trzeba być czujnym, by nie dać się zrobić w bambuko w dzisiejszym gąszczu informacji. W mass mediach pracują nie byle jakie rzesze psychologów, a w dziedzinie manipulacji opinią publiczną też wciąż powstają nowe techniki, te które przedstawiłam, to zapewne już WSZYSTKIM WIADOME starocie;)! Tak, uważajmy na takie sformułowania, jak wyżej podkreślone, ale nie popadajmy w bezmyślne hejterstwo. Jeśli coś nie szkodzi, a może pomóc, to dlaczego tego samemu nie sprawdzić? Co stoi na przeszkodzie, tym bardziej że kosztuje tyle co nic?
   Wiem, że się powtarzam, często powołując się na stronę Akademii Witalności, ale nie robię tego dla siebie ani owej witryny, choć uważam, że ukłon w tamtą stronę  zawsze się należy, czuję ogromną wdzięczność dla autorki, bo cóż cenniejszego nad zdrowie. Powtarzam tę mantrę dla swej rodziny, szeroko pojętej, bo i tej starszej, i nowej, tej całkiem internetowej:) Jak trafiłam po raz pierwszy na stronę AW, na niezwykle przystępnie napisane artykuły Pani Marleny, wyjaśniające bardzo szczegółowo rolę wit. C w systemie immunologicznym człowieka i w jakiej formie i dawkach ją stosować, by zadziała, to długo się nie zastanawiałam, stwierdziłam, że trzeba to wypróbować. Tym bardziej, że autorka rozdawała swą wiedzę za darmo, nie jest ona rzecznikiem żadnych firm, wręcz przeciwnie, jest wielką pogromczynią mitów. Nie miała wówczas internetowego sklepu, on powstał niedawno na prośbę czytelników, którzy, tak jak ja, kupowali sproszkowaną kilogramową wit. C i lecytynę na allegro u różnych sprzedawców i chcieli mieć pewność, co do certyfikatu lub zwyczajnie obawiali się o dostępność towaru w niedalekiej przyszłości. Spróbowałam więc i efekty przerosły me najśmielsze oczekiwania: ja, moje dziecko i mąż nie chorujemy od 3 lat. A to takie proste:)!
          Ja tu jeszcze wrócę, by skończyć pisać swój dytyramb, a tymczasem oddaję głos poecie, bo już się bardzo  niecierpliwi:)
północy
                         W ciemnej ulicy
    Spotkali się dwaj hipochondrycy.

- No i co, panie kolego?

Boli coś pana?
- Niestety, nie.
- Coś okropnego.

- Żeby chociaż ból głowy,

Angina, piasek nerkowy,
Zapalenie lub jakiś obrzęk...
A tu nic.
- No i niech pan sam powie,
Czy w takich warunkach człowiek
Może się, proszę pana, czuć dobrze?

Ja osobiście cierpię, gdy mi nic nie dolega,

Jestem wciąż podniecony,
Zdenerwowany i tak dalej, a kolega?

- Ja też, wie pan, spokojnie znieść podobnych rzeczy nie mogę.

Gdy mnie noga, na przykład, nie boli,
To martwię się zaraz o nogę.
Coś podejrzanego, znaczy,
I zaraz myślę sobie, jeśli pan pozwoli:
Może tej nogi w ogóle nie ma, skoro ona w ogóle nie boli?
I natychmiast spoglądam w dól,
Czy całą jeszcze mam nogę,
Czy może już tylko pół...

- Tak, tak,

Zdrową nogę powinno się czuć.
Niech w niej strzyka coś, niech w niej, proszę pana rwie.
Uroczy jest jedynie świat rwań, ćmień i kłóć,
Jak nic nie boli - to źle.
- To podejrzane, ooooch!
- To niebezpieczne, aaaach!

Nagle

Ktoś ich po główkach - trach!
Zachłysnęli się ze szczęścia hipochondrycy
I rozległ się hymn dziękczynny
O północy
W ciemnej ulicy:

"To lepsze niż rozweselający gaz,

Niż wszystkie opery na czele z Traviata i Tosco,
Jeszcze raz!
Jeszcze raz!
Jeszcze raz!
Tak nam bosko!"

Ludwik Jerzy Kern

2 komentarze:

  1. Nie szczepię się od kilku lat. Po prostu nie wierzę w szczepionki, tak samo, jak nie wierzę w instutucję Kościoła. I co? Jeszcze nie miałam grypy. I żyję. Tabletek nie lubię, antybiotyków nie biorę, choć moi znajomi łykają na wszelkie możliwe dolegliwości. I ciągle chorują na coraz to inne dolegliwości... To ja już podziękuję, wolę nadal nic nie łykać :)

    OdpowiedzUsuń