Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rośliny niedoceniane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rośliny niedoceniane. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 grudnia 2014

Wracamy do korzeni. Zupa mocy!

  Ostatnio czytałam, że naukowcy odkryli niezwykłe właściwości imbiru, dobrego nie tylko na przeziębienie, ale na serce, naczynia krwionośne- działa jak aspiryna i na wiele innych chorób taki imbir jest dobry. Coraz mądrzejsi ci naukowcy. A dziś przeczytałam o nowym odkryciu i też się uśmiechnęłam, bo w końcu medycyna zaczyna powracać do korzeni, uczeni odkryli też kurkumę, no lepiej późno niż wcale: 
"Naukowcy twierdzą, że kurkuma, czyli sproszkowany korzeń szafranu indyjskiego i główny składnik curry to przyszłość medycyny.Teraz okazuje się, że ta popularna przyprawa pomaga w leczeniu mózgu, uruchamiając jego zdolności do samonaprawy. "Tajemnica zbawiennego wpływu kurkumy na mózg leży w olejku eterycznym - związeku chemicznym o nazwie tumeron. Uczeni niemieccy z Instytutu Neurologii i Medycyny w Jülich doszli do takich wniosków, prowadząc eksperymenty na szczurach, wstrzyknęli laboratoryjnym gryzoniom roztwór zawierający tumeron i obserwowali, jak wpłynie to na mózgi gryzoni. Efekt przeszedł ich oczekiwania."* 
  Zatem używajmy, jak najwięcej przypraw, bo na pewno mają jeszcze wiele nieodkrytych dobroczynnych właściwości i większość z nich nie jest póki co genetycznie modyfikowana, przynajmniej mam taką nadzieję, szczególnie co do kurkumy, która jest uprawiana w tropikalnym klimacie, bo nasz rząd właśnie niedawno zatwierdził ustawę o GMO. 
Przyprawy tej używam  na co dzień i dosyć dużo, odkąd zaczęłam gotować wg kuchni 5 przemian, bo wówczas  niemal każdą zupę zaczynamy od dodania do gotującej się wody kurkumy, która należy  do przemiany Ognia. Kiedyś używałam jej sporadycznie, bo jest gorzkawa i za bardzo nie wiedziałam z czym to się je, więc służyła mi jako barwnik do potraw. Teraz dodaję ten żółciutki sproszkowany korzeń do twarogu, ciasta na naleśniki i do drożdżowego, do sosów, szczególnie jogurtowych, nie tylko ze względu na ładny kolor, ale aromat i smak, który zaczął mi odpowiadać, jak widać szybko się można przyzwyczaić. A teraz, dzięki odkryciom niemieckich uczonych  (dobrze, że nie amerykańskich, bo bym nie uwierzyła;)  dodaję kurkumę bardziej świadomie, uruchamiam sobie zdolności mózgu do samo-naprawy:)
  Ale te niedawno odkryte przez uczonych niemieckich właściwości kurkumy nie są novum dla ludzi zaznajomionych z tradycyjną medycyną chińską lub w ogóle medycyną naturalną. Nie trzeba wcale prowadzić eksperymentów na szczurach, wystarczy poznać TMC. Często jest tak, że gdy naukowcy chcą się czegoś dowiedzieć lub w czymś utwierdzić, to dokarmiają te biedne gryzonie i niekiedy nawet z korzyścią dla tych ostatnich. Medycyna naturalna, zwana też niekonwencjonalną, powstała z uważnej obserwacji natury, a przyroda nam podpowiada, co i jak, bo już samym wyglądem lub smakiem danej rośliny wskazuje na jej właściwości. I tak kurkuma, jak wszystkie zioła z przemiany Ognia pobudza trawienie tłuszczy, przeciwdziała wewnętrznej wilgoci wywołanej nadmiarem słodyczy i produktów mlecznych, zapobiega stagnacji i zastojom, a ten żółty korzeń dodatkowo aktywuje pęcherzyk żółciowy do wydzielania żółci. Natomiast nadmiar smaku gorzkiego powoduje chwilowe zwiększenie aktywności umysłowej, takie działanie obserwujemy po kawie i kakao i nie chodzi tylko o kofeinę, bo gdyby zamiast kawy zaparzyć kurkumę, efekt  pobudzenia byłby podobny, jak nie silniejszy. Nie wiem, bo nie próbowałam jeszcze, ale wiedza lekarzy tradycyjnej medycyny chińskiej jest dla mnie wiarygodna, gdyż oni już wieki temu odkryli regeneracyjne właściwości korzenia kurkumy dla komórek ludzkiego mózgu i nie tylko, bo wskazali też inne korzenie o podobnych właściwościach. Ach, gdyby tak współczesna nauka częściej i głębiej sięgała do korzeni, a szczególnie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.

  Skoro już wiemy, że smak gorzki rozgrzewa, a nic tak nie rozgrzewa, jak rosół i to z kurkumą oraz innymi rozgrzewającymi przyprawami, to pora na taką zupę mocy. Jest prościutka w przygotowaniu, ale, by nabrała mocy, gotuje się ją długo. W Chinach tydzień nawet (jak nie dłużej) trzymają taką zupę na ogniu i ma ona wtedy spektakularne działanie. Pije się ją przy chorobach i rekonwalescencji. Mój rosołek nie jest dużej mocy, bo gotuję go tylko dzień, więcej mi się nie chce:), ale też nie potrzebuję go jako lekarstwa na przeziębienie, tylko na rozgrzanie w zimne dni. Poza tym robię wersję wegetariańską, ale jest pyszny, nawet dla mięsożerców, no nie kapnęli się, że to rosół bezmięsny! Jednak gdy chcemy mieć nie tylko smaczną zupkę, ale i leczniczą, to warto gotować ją trochę dłużej i na wołowinie z kością, jak zaleca się w TMC. 

ZUPA MOCY

Przed dodawaniem kolejnych składników należy zamieszać drewnianą łychą  i robić ok. dwuminutowe przerwy. Jeśli dodajemy wołowinę (Z), to po kurkumie.
I
O (ogień)  zagotować ok. 3 litry wody i dodać płaską łyżkę kurkumy (O)
Z (Ziemia/słodki) 3 korzenie marchewki, 3 pietruszki, 
M (Metal/ostre) - pół dużego korzenia selera lub jeden mały, pół pora pokrojonego w talarki,
M - kawałek kapusty
M -  cebula z powtykanymi jak szpilki goździkami (M), by się nie rozwarstwiła (bo akurat nie lubię, gdy pływają w zupie warstwy cebuli)
M -  imbir- ok. 2 cm świeżego korzenia, liść laurowy, ziele angielskie, łyżeczka nasion kolendry, kilka ziaren pieprzu. 
W - sól i bezglutenowe kostki rosołowe ( u mnie 3 szt.)
No i tak nam się niech gotuje jakąś godzinę lub dwie, a potem robimy drugi obieg.
II
D (drzewo) natka pietruszki,
O  kozieradka nasiona, majeranek- płaska łyżeczka
Z  oliwa z oliwek lub jakiś dobry olej nierafinowany- 3 łyżki
M curry-  1 łyżeczka gałka muszkatołowa- pół łyżeczki, szczypta chili, parę ziaren ziela angielskiego, liść laurowy, łyżeczka tymianku (suszony)
W sos sojowy- 1 łyżka, pół szklanki zimnej wody.
Po jakimś czasie robimy trzeci obieg i dodajemy:
III
D  znów natka pietruszki, estragon- łyżeczka
O  lubczyk - 2 łyżki, tymianek, rozmaryn- 1 łyżeczka, kurkuma- płaska łyżeczka,
Z  słodka papryka 1 łyżka
czarnuszka lub gorczyca-  1 łyżeczka 
W sos sojowy- 1 łyżka, trochę zimnej wody.

    Im więcej takich obiegów zrobimy i im dłużej gotujemy, tym większą moc ma zupa. W kolejnych obiegach powtarzamy niektóre przyprawy lub dajemy inne, niekoniecznie te, które są u mnie w przepisie, wedle gustu i już w symbolicznych ilościach, by zupa nie była za słona, dolewamy tylko nieco wody i gotujemy, gotujemy, gotujemy na malutkim ogniu.
  Niestety nie zamieszczę dziś zdjęcia swej zupki, bo jeszcze się gotuje:)


Źródła:
http://zdrowie.dziennik.pl/diety/artykuly/470862,kurkuma-czyli-curry-albo-szafran-indyjski-przyprawa-ktora-leczy-i-naprawia-mozg.html

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Lukrecja - kontrowersyjne ziółko na przeziębienie i nie tylko

  
   W kategorii rośliny niedoceniane chciałam dziś przedstawić kontrowersyjną lukrecję, bo jej słodycz wcale nie jest oczywista.

A że jest to roślina zupełnie nieznana młodszym pokoleniom, przekonałam się o tym już dawno podczas lekcji j. polskiego dotyczącej frazeologizmów. Nikt z uczniów nie potrafił podać właściwego, ironicznego, znaczenia wyrażenia: "słodki jak lukrecja" i nic dziwnego, bo nikt z nich nie miał z tym korzeniem do czynienia. Dzieciom kojarzyło się to jednoznacznie z czymś słodkim, a w odniesieniu do osoby: z kimś bardzo miłym. A wystarczy spróbować. Toteż przyniosłam  na lekcję sproszkowany korzeń lukrecji, by dzieciaki doświadczyły tej przewrotnej słodyczy. Przy malutkiej ilości, takiej, jak mniej więcej szczypta soli, poczujemy słodki smak, ale wystarczy spożyć ok. ćwierć łyżeczki tego ziółka, by owa  intensywna słodycz przerodziła się w gorycz. Wiadomo, każdy ma inną tolerancję smakową i niektórzy muszą zjeść trochę więcej, nieco pond pół łyżeczki, by poczuć ten efekt: gdy w kubkach smakowych  nagle  rozwija się gorycz, że aż wykręca na drugą stronę, a potem szybko znika. Korzeń lukrecji zawiera wielocukry, które są 50 razy słodsze od cukru. Toteż albo się lukrecję uwielbia, albo nie cierpi jej słodko-gorzkiego smaku.W każdym bądź razie jest ona bardzo zdrowa. Występuje w południowej Europie i w  Azji. U nas do nabycia w aptece i sklepach zielarskich. 
     Korzeń lukrecji ma bardzo szerokie zastosowania lecznicze, działa przeciwzapalnie, przeciwwrzodowo, rozkurczająco, wykrztuśnie, przeciwalergicznie. Ponadto przeciwdziała powstawaniu miażdżycy, gdyż zawarta w tym korzeniu glyceryzyna wiąże cholesterol w nierozpuszczalny związek, co utrudnia jego wchłanianie do krwi. Lukrecja ma też właściwości przeciwcukrzycowe. Co ciekawe, ten słodki korzeń - zapobiega próchnicy i chorobom dziąseł, podobnie jak ksylitol (cukier brzozowy).

   W tradycyjnej medycynie chińskiej lukrecja stosowana jest w dolegliwościach żołądkowych oraz przy kaszlu i przeziębieniach. Należy do przemiany Ziemi i harmonizuje energię, łagodzi objawy chronicznego zmęczenia. W kuchni chińskiej lukrecję stosuje się jako przyprawę do potraw pikantnych i do aromatyzowania rosołu.

Rozgrzewająca herbatka lukrecjowa
niezawodna na przeziębienie
O: 1/2 litra wrzątku
Z: łyżka lukrecji
M: łyżeczka utartego korzenia imbiru
W: szczypta soli
D: kilka kropel soku z limonki lub cytryny
Kilka minut gotujemy, zdejmujemy z ognia i dodajemy:
D: hibiskus lub dzika róża - łyżeczka
O: herbata czarna lub czerwona (rooibos): saszetka lub łyżeczka

   A teraz chwila zwierzeń. Ja tej herbatki nie piję ze względu na przeziębienie, popijam ją, jak jest zimno, by się rozgrzać i gdy odczuwam deficyt słodyczy. Ot tak sobie, bo ją lubię. Przyznam się, że od ponad roku, odkąd trafiłam na Akademię Witalności, dzięki której liposomuję witaminę C, żadne choróbska mnie nie dopadają, mojej najbliższej rodziny też nie! Katar likwiduje się w godzinę, ale trudno to nazwać katarem, bo przy pierwszych objawach, mając pod rękę zliposomowaną  forte wit. C nie trzeba sięgać po chusteczki. Co innego, gdy jest się na wyjeździe z dala od domu i zapomni się zabrać tę cudowną miksturę. Zeszłej wiosny dopuściłam się przez zapomnienie takiego zaawansowanego kataru, zaraziłam się w podróży. Miałam go dzień cały i pól następnego, bo gdy tylko znalazłam się rano w domu napoiłam się swym lekarstwem i wieczorem jak ręką odjął. No coś tu jest nie tak w tym naszym cywilizowanym świecie, przecież wyraźnie wciąż się mówi, że katar trwa siedem dni, a leczony tyleż samo! Bo lekarstwa na to jeszcze nie wynaleziono!? A mój junior nieraz wzdycha, by móc jak dawniej, nie pójść czasem do szkoły z powodu choroby i aż się boję, by sobie przez te chore marzenia jakiegoś złamania nie wyczarował. Kiedyś miał astmę oskrzelową, non stop lekarze, co roku szpital, teraz już zapomniał, jak to jest mieć choćby lekki kaszel lub katar, toteż zatęsknił za bumelką w szkole niepomny tych dawnych utrapień. Tak więc stajemy się przewlekle zdrowi, ja i moi domownicy. Gorzej jest z rodziną mieszkającą dalej od nas, głuchą na wszelkie tanie i proste nowiny. Zasłaniają się brakiem czasu, a bo to trzeba poczytać, zgłębić temat, policzyć ile gram dziennie przyjmować...,a w ogóle czy zadziała coś, co nie jest zbyt drogie, tj. tanio można to przyrządzić tylko własnym sumptem. Bo droga to taka witamina jest i to bardzo, można ją kupić w Niemczech czy USA, bo u nas w aptekach ona nie występuje wcale! Są tylko homeopatyczne dawki zwykłej wit.C, której trzeba byłoby zażyć kilka opakowań na raz dziennie, by pozbyć się lekkiego przeziębienia, a to byłoby ze szkodą dla żołądka w takiej postaci. 
    No cóż, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, niektórzy wolą tradycyjnie wziąć nieskuteczną, a wręcz szkodliwą, tabletkę lub drogi suplement diety i poleżeć w łóżku lub spędzać czas w poczekalni ośrodka zdrowia. Wspomnę, że liposomowana witamina C jest nie tylko na zwykłe przeziębienia i alergie, ale na wszelkie choroby zakaźne, anginę, grypę, zapalenie nerek, wątroby i całą masę innych chorób bakteryjnych lub wirusowych, wszystko zależy od dawki. Moje dziecko z anginy i bólu ucha zostało wyleczone w jeden dzień! Niestety, miał pecha ten szkolny lawirant, bo był to weekend:) Wszelkie objawy typu wysoka gorączka, bóle itp. ustąpiły po 10 dawkach po jeden gram każda! Na drugi dzień biegał zupełnie zdrów, oczywiście dostawał dawki podtrzymujące, ale już mniejsze. Dlatego warto się tym zainteresować, o liposomowaniu wit. C piszę Tutaj, tam też znajdziecie linki do ważnych źródeł, mówiących m.in. o tym, jaką rolę w organizmie pełni ta witamina, jak dawkować, by działała i przede wszystkim, dlaczego od czasu odkrycia witaminy C i potwierdzenia jej  stuprocentowej skuteczności w leczeniu takich chorób zakaźnych, na które obecnie zmuszani jesteśmy się szczepić, cała sprawa została wyciszona i odeszła w zapomnienie! Jeśli jeszcze nie wiecie i macie silne nerwy, to poczytajcie, dlaczego raporty lekarskie o zwalczaniu raka mega dawkami dożylnymi wit. C leżą odłożone ad akta, gdzieś tak od lat 80 ubiegłego stulecia nie mogą ujrzeć światła dziennego?! Dlaczego pacjentów poddaje się równie wyniszczającej, jak rak, chemioterapii?! Można się domyślić, że chodzi jak zwykle o pieniądze.

Źródła:
http://acelispharma.pl/obszary-tematyczne/lukrecja-morwa-biala-chrom-i-zielona-herbata/

czwartek, 13 listopada 2014

Listopadowe niespodzianki: górskie "kapary"

      
     Pamiętacie taką wiosnę w listopadzie? Bo ja w swym wcale niekrótkim życiu takiego ciepłego listopada nie doświadczyłam. a świadczy o tym choćby to, że odkąd mieszkam w górach, nie doczekałam się owoców nasturcji. Zaletą mieszkania na wys. ponad 1000 m n.p.m jest może to, że gdy  sezon  np. na truskawki, czereśnie w miejscowościach położonych choćby 30 km niżej  już dawno się skończył,  u nas się dopiero zaczyna. Gdy późne odmiany wiśni dawno zostaną strawione na nizinach, w mej miejscowości można podziwiać białe kwiecie na drzewach. I na tym mogłabym zakończyć listę zalet, przynajmniej w dziedzinie wegetacji roślin, bo wiele z nich nie ma szans w ogóle rozwinąć się w takim klimacie. 
      A w tym roku taka niespodzianka, że w połowie listopada moje nasturcje przed domem zaowocowały, lecz zrażona corocznym przymrozkami, które już pod koniec lata niszczyły te rośliny, zasadziłam ich niewiele. W poprzednim poście o ciasteczkach chyba przesadziłam, pisząc, że nie mamy teraz sezonu na kwiaty:) Dobrze, że zrobiłam ostatnio ciasteczka chabrowe, a nie nasturcjowe. Weków co prawda z mych zbiorów nie zrobię, mam póki co 5 owoców. Nasturcje - to takie nasze kapary- smakiem i wyglądem bardzo je przypominają. A może wkrótce zasadzę kapary w związku z ociepleniem klimatu. Mam na dworze już metrowe drzewka cytrusowe, póki co w doniczkach:)
     Owoce zbiera się zanim opadną na ziemię i można spożywać je na surowo, dodając np. do sałatek lub zamarynować. Są pyszne. Poszukajcie więc nasturcji w swej okolicy i skosztujcie tych kuleczek, są zadziwiające w smaku, nieco jak głąb z kapusty, tylko trochę bardziej ostre.  Tej wiosennej jesieni można jeszcze tyle nazbierać, by starczyło  na zamarynowanie, Najczęściej występują jako pnącza w ogródkach przydziałowych, wyruszę jutro na poszukiwania, może się ktoś ze mną podzieli:)
    Warte polecenia są także nalewki z nasturcji, a wówczas wykorzystuje się całą roślinę. Taka spirytusowa nalewka jest dobra m.in. na wzmocnienie włosów. Przepis znalazłam Tutaj
Ponadto nie wiedziałam, że: "Nasturcja jest także świetnym strażnikiem ogrodowym. Posiana pomiędzy roślinami pomidorów, skutecznie odstrasza wełnowce, które potrafią zaszkodzić naszym pomidorom. Nasturcja jest dobrym sąsiadem dla ziemniaków, rzodkiewki, grochu, warzyw kapustnych, fasoli tyczkowej, bobu (...)Nasturcję dobrze jest też posadzić wokół drzew owocowych, skutecznie odstraszają takiego szkodnika jak bawełnicę korówkę." 

Źródło:
http://jaga-babciaradzico.blogspot.com/2011/12/nasturcja.html

niedziela, 9 listopada 2014

Chabrowe ciasteczka i herbatka z bławatka


    Może akurat te odświętne ciasteczka staną się dla Was inspiracją? Są pyszne, maślane, z różnymi ziarnami i orzechami, a niektóre z suszonymi płatkami chabra bławatka, przez to prezentują się bardzo elegancko.  Ostatnio chodziły za mną ciastka lawendowe, ale że nie miałam lawendy, wykorzystałam te piękne niebieskie bławatkowe płatki, może nie są one tak aromatyczne, pachną delikatnie, trochę jak owoc czarnego bzu, a po upieczeniu wcale nie pachną:), ale za to ciastka wygadają niezwykle efektownie z takim niebieskim przystrojeniem. A do tego polecam herbatkę z  chabra bławatka.*

       Jednak nie mamy teraz sezonu na kwiaty i można zadowolić się innymi dodatkami. Ja zakupiłam chabra bławatka (mam nadzieję, że pierwszy i ostatni raz) w aptece zielarskiej po niemałej cenie: 15 zł za ok. 30 g, a tyle tego latem rośnie, nawet w mych przydomowych rowach, o okolicznych łąkach nie wspominając. Latem tak byłam zajęta innymi zbiorami, że nie wzięłam pod uwagę tego cudnego kwiatka, bo herbatka z niego jest  smaczna i zdrowa. Dodatkowo uwagę na to ziółko zwrócił mój kot. Gdy tylko przesypałam zawartość do słoiczka i chciałam sięgnąć po pustą już torebkę, by sprawdzić, jaką wagę miała zawartość, to nie zdążyłam. Opakowanie zostało dokumentnie oślinione, porwane, zrzucone na podłogę, gdzie Franek, lubieżnie mrucząc, zaczął się po nim tarzać i zachłannie oblizywać je z każdej strony. Może stało to w aptece koło kocimiętki? A może zna się na rzeczy? Koty to nieprzewidywalne stworzenia. Jednak pora przegonić sierściucha i wrócić do ciasteczek.

To dopiero spokojne studiowanie ziółek.
Prawdziwe Frankowe szaleństwo uwieczniłam na filmiku,
tylko zastanawiam się, do jakiej tematycznej kategorii go przypiąć.
     Żeby się nie urobić, miałam w lodówce przygotowane dzień wcześniej ciasto i pewnie dlatego też wyszło ono takie dobre: mięciutkie, łatwe w obróbce podczas formowania ciasteczek i wzorcowo kruche. Wiadomo, kruche ciasto musi swoje odstać w chłodzie, minimum 1 godzinę, a najlepiej dłużej. Miałam jedną metalową foremkę do wykrawania, w kształcie niby gwiazdki lub kwiatka, dzięki temu nie miałam problemów decyzyjnych i produkcja szła mi szybciej. Jeśli nie macie żadnej foremki, to kółeczka wykrawane szklanką też są ładne i smaczne.

Kruche ciasteczka z dodatkami 
wg 5 przemian
Litery symbolizują: D- przemiana drzewa, smak kwaśny, O - p. ognia, smak gorzki, Z- p. ziemi, smak słodki, M- p. metalu, smak ostry, W- p. wody, smak słony. Więcej na temat kuchni 5 przemian TUTAJ

D: mąka pszenna pełnoziarnista - 360 g ( ok.3 szklanki), ja dałam połowę pełnoziarnistej,
O: kurkuma - 1/4 łyżeczki,
Z: żółtka - 2 szt.,
Z:  cukier puder trzcinowy - 130 g ( najlepiej zmielić cukier trzcinowy z laską wanilii ),
Z:  masło - 250 g,

Z: wiórki kokosowe - pół szklanki,
M: imbir lub kardamon - szczypta,
W: sól - szczypta, proszek do pieczenia- 1/4 łyżeczki (ten ostatni można pominąć, jeśli potraficie sprawnie połączyć składniki bez długiego zagniatania),
D:  jogurt naturalny- 2 łyżki (można więcej jeżeli jogurt jest gęsty, a ciasto niezbyt miękkie).



Do dekoracji:   sezam biały, czarny, siemię lniane, orzechy, migdały, pestki dyni itp.
Robimy ciasto
Jajka, masło, jogurt powinny być schłodzone, więc dodajemy je prosto z lodówki.
Wszystkie podane składniki (oprócz dodatków do dekoracji) dodać w podanej wyżej kolejności, krótko zmiksować, a potem uformować kulę lub ręcznie zagnieść, początkowo szatkując je za pomocą szerokiego noża, aż do jak najdrobniejszych kawałków masła, na koniec, ale krótko, wspomagamy się rękami, formujemy kulę, zawijamy ją w folię spożywczą i wkładamy na minimum 60 minut do lodówki. Tak zrobione kruche ciasto musi się udać i można darować sobie proszek do pieczenia.

     Gdy mamy gotowe ciasto, odrywamy z naszej kuli po kawałku, rozwałkowujemy małe placuszki o grubości ok. 6-8 milimetrów i wykrawamy ciasteczka. następnie z jednej strony je dekorujemy. Kładziemy na wysypane uprzednio ziarna lub suszone płatki jadalnych kwiatów, lekko przyciskając, na środek można wcisnąć jakiegoś orzecha. Jak skończymy dekorowanie, włączamy piekarnik na 180 st. C. Surowe ciasto kruche, w przeciwieństwie do drożdżowego, nie może dlugo leżeć w temperaturze pokojowej, więc czas nagrzewania piekarnika powinien być czasem na ostatnią czynność: smarujemy ciasteczka białkiem i szybko wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 10 -15 min.


CHABER BŁAWATEK
Herbatkę przyrządzamy z jednej czubatej łyżeczki suszu. 
Zalewamy wrzątkiem i parzymy pod przykryciem 10 min.

*Chaber bławatek roślina lecznicza (cyt. z Wikipedii)
Zawiera antocyjanidyny,flawonoidy, sole mineralne (w tymdużo manganu), cychorynę, centaurynę
  • Działanie: moczopędne, żółciopędne i przeciwzapalne. Ze względu na bardzo łagodne działanie przeciwzapalne stosowany przy zapaleniu spojówek i w pediatriiNapar z kwiatów zalecany jest przy chorobach nerek, stanach zapalnych kłębków i miedniczek nerkowych, przy niewydolności krążenia i w kamicy nerkowej. Zewnętrznie stosuje się go przy trudno gojących się ranach i owrzodzeniach[7].
  • Zbiór i suszenie: kwiat zbierać w słoneczny dzień, rano, po obeschnięciu rosy. Zbiera się płatki, wyrywając je z koszyczka. Zebrane kwiaty należy suszyć bardzo szybko w zacienionym i silnym przewiewie, aby nie zblakły, gdyż wówczas tracą własności lecznicze. Susz szczelnie zamknąć i przechowywać w ciemności.