poniedziałek, 24 listopada 2014

Czym nakarmić bolące kolana ?


    Niedawno dopadł mnie ból kolana, który dawał się we znaki głównie przy wstawaniu, chodzeniu po schodach, nie był to ból reumatyczny ani urazowy, nic mnie nie ugryzło, chyba:), nadwagi nie mam, a aktywności sportowej ostatnio aż nadto, więc może jakieś nadwyrężenie, więc zaczęłam obawiać się o swą rowerową przyszłość. Dałam więc kolanu odpocząć i zastygłam przed kompem w poszukiwaniu jakiejś wiedzy na ten temat. Ale po paru dniach żadnej poprawy, a w internecie nic sensownego nie znalazłam, mnóstwo sprzecznych informacji, np. że na stawy kolanowe nie ma lekarstwa, że trzeba z tym żyć, z drugiej strony trzeba to leczyć, bo zaniedbanie prowadzi do kalectwa, a leczyć trzeba drakońskimi środkami, które przy okazji rujnują to i owo w  organizmie, bo innych jeszcze nie znaleziono, chcąc mieć zdrowe kolana, musisz więc poświęcić coś innego ze swego zdrowia, o pieniądzach nie wspominając. No cóż, taką medycynę trudnego wyboru mamy w XXI w. i wciąż jest ona  na etapie poszukiwań środków na regenerację np. mazi stawowej. Ja też jestem na tym etapie, też szukam i o dziwo znalazłam,  tym razem nie w internecie, tylko w kuchni i mądrych księgach, sposób prosty i jak dla mnie niezwykle skuteczny. Wyleczyłam się w parę dni, nawet nie pamiętam dokładnie ile trwała kuracja, bo zwyczajnie zapomniałam o swej niedawnej przypadłości, dopiero któryś z domowników mi przypomniał, pytając, jak tam kolano.Także moja koleżanka, uświadomiła mi, że temat kolan jest zaniedbywany,  skarżąc się, że jak kuca, to słychać ją z daleka.
    Skoro mi pomogło, to mam nadzieję, że nie jestem odosobnionym przypadkiem i innym z podobnymi kolanowymi objawami też może pomóc, tym bardziej, że nie zaszkodzi i już spieszę z odsłoną tego cudownego lekarstwa na stawy- a jest to zwyczajny, zwyczajniusieńki pęczak, czyli kasza jęczmienna. Ale po kolei.
    Mimo, że nie znalazłam nic optymistycznego w kwestii leczenia kolan na różnych forach sportowych i medycznych, to jednak chciałam dowiedzieć, co radzi lekarz medycyny konwencjonalnej, zalogowałam się w poradni on line i zadałam ortopedzie takie oto pytanie: " Dużo jeżdżę na rowerze i ostatnio dokucza mi ból jednego kolana (urazu mechanicznego nie doznałam), zrobiłam więc przerwę w jeżdżeniu, ale ból nadal trwa. Jak mogę sobie pomóc? Odpowiedź była krótka i nie bardzo do mnie przemawiała:
"Więcej jeździć na rowerze". Hm...jak tego dokonać, musiałabym wcale z roweru nie schodzić, bo ostatnio robiłam po 30-40 km dziennie:) Wtedy mnie olśniło, przypomniałam sobie, jak miałam chorą rękę, jak ból i drętwienie nadgarstka nie dawły mi spać po nocy i jak ze skierowaniem od lekarza rodzinnego trafiłam do ortopedy. Czekałam w dłuugiej kolejce i jak mniej więcej po godzinie weszłam do gabinetu, tak po ok. 10 minutach z niego wyszłam. Lekarz stwierdził u mnie zespół cieśni nadgarstka i że na obecną chwilę nie można mi pomóc, bo jestem za młoda na operację, a innego sposobu na tę przypadłość nie ma, zresztą operacja to tylko doraźne rozwiązanie problemu, bo po jakimś czasie u większości zoperowanych pacjentów problem ucisku nerwów przez mięśnie przedramienia powraca. Mogę oczywiście skorzystać z rehabilitacji (naświetlań itp.), ale do takich darmowych zabiegów są miesięczne kolejki, lepiej, abym zapłaciła gdzieś prywatnie, ale tu też, po rehabilitacji, nie ma co liczyć na jakąś specjalną poprawę. Ogólnie więc ortopeda zalecił, bym nic nie robiła:) A konkretnie: jak najrzadziej używała tej chorej ręki. No masochistką nie jestem i gdzieś tam nawet nieśmiało przeczuwałam, że jak boli, to lepiej oszczędzać tę dłoń i to jedyną prawą jaką mam.  Lekarz w bezradnym geście rozłożył ręce, dając tym samym do zrozumienia, że czas mej wizyty dobiegł końca, a ja, pomna jego zaleceń, nie podałam mu ręki na pożegnanie. 
    Nasza pamięć jest ułomna, przypominamy sobie dopiero, gdy boli: historia z ręką poszłaby w zapomnienie, gdyby nie noga, ale mam nadzieję, że ta ostatnia też już nie da o osobie znać. Rękę mam już zupełnie zdrową, ale o tym, jak ją wyleczyłam, napiszę w osobnym wpisie w razie zainteresowania. Zanim przypomniałam sobie moje doświadczenia z ortopedami i wróciłam do zgłębiania medycyny naturalnej, głównie TMC (Tradycyjnej Medycyny Chińskiej), przebrnęłam przez pesymistyczne wieści naszej medycyny konwencjonalnej, które przytoczę tutaj dla porównania i z nadzieją, że unikniecie podobnych chorych sugestii. Na stroniehttp://lionfitness.pl/artykuly,24,co-robic-a-czego-nie-gdy-boli-kolano,1175.chtm, czytamy:
"Najczęstszym chronicznym bólem kolan jest ból spowodowany zniszczeniem chrząstki stawowej. Wtedy kości, pozbawione gładkiej powierzchni chrząstki, trą o siebie dając dokuczliwe dolegliwości. Niestety nie ma sposobu na to, by spowodować regenerację chrząstki stawowej(...)" 
   Na innej stronie sposób jest, oczywiście promuje się tu lek i, jak zwykle przy tego typu artykułach sponsorowanych, lepiej przemilczeć jego skuteczność, a jak już trzeba wspomnieć o skutkach ubocznych, to najlepiej w taki oto nieznaczny sposób:

"Glukozamina może powodować nieznaczne problemy ze strony układu pokarmowego - biegunkę lub wręcz przeciwnie, podniesienie poziomu cukru, cholesterolu i trójglicerydów. Badanie NIH Glucosamine/Chondroitin Arthritis Intervention Trail wykazało, że glukozamina z chondroityną są skuteczniejsze w przypadku silnego bólu. W przypadku łagodnych dolegliwości skuteczność była porównywalna z placebo".
http://www.runners-world.pl/zdrowie/Cudowny-lek-na-bol-kolan,4580,2


Wszędzie roi się się od efektów placebo, dalej można dowiedzieć się:

"W Polsce preparaty z glukozaminą oraz mieszanki glukozaminy z chondroityną można kupić bez recepty nie tylko w aptekach, ale również w sklepach z odżywkami i suplementami. Wybieraj te sygnowane marką firmy, którą już znasz lub którą Ci ktoś polecił (...)
Pamiętaj, że efekty nie przyjdą natychmiast. Musisz poczekać dwa, trzy miesiące, by je zauważyć, więc nie zniechęcaj się już po tygodniu, jeśli ból nie przejdzie. "

Taak, nie zniechęcaj się kliencie o bardzo małym rozumku, tylko czekaj dalej, następnych parę tygodni i nadal kupuj, bo przecież za placebo do sądu nas nie pozwiesz.Gdyby to tylko było placebo, to pół biedy! Ale na efekty, również te uboczne, też trzeba poczekać, czasem więcej niż kilka tygodni. Jeśli chodzi o kaszę jęczmienną, to trudno o efekt placebo, jeśli na kolana nie pomoże, to dla reszty organizmu nie będzie obojętna, zawsze ma dobroczynny wpływ. Choć oczywiście mam nadzieję, że pomoże wam na stawy kolanowe, podobnie, jak mnie.
 Co więc takiego ma ta kasza jęczmienna? 
   Pęczak jest najmniej przetworzoną kaszą, bo otrzymaną z całych, nie pokruszonych ziaren jęczmienia, po jego  pokruszeniu produkuje się kaszę perłową,która jest już nieco mniej lepka po ugotowaniu. A własnie owa kleistość tej kaszy, lepkość daje naszym stawom poślizg.
   W kaszy jęczmiennej, oprócz witamin, znajdziemy ponadto wiele cennych składników mineralnych. Przede wszystkim, spośród innych kasz zawiera ona najwięcej wapnia. Jest to niezbędny materiał budulcowy naszych kości i szkliwa. Pęczak pobudza pracę nerek, wzmacnia kolana i lędźwie.*
  Ponadto odnajdziemy w niej także sporo cynku, potasu oraz żelaza (którego niedobór może prowadzić np. do niedokrwistości, spadku sprawności fizycznej czy przemęczenia). Wiem, że na stawy i kości dobra jest również żelatyna, ale chyba nie ta w proszku, nie wiem, jak wygląda produkcja tej sprzedawanej w sklepach i chyba nie chcę wiedzieć, zwierząt w  pożywieniu staram się unikać. Natomiast pęczak lubię i zadział na mój staw kolanowy piorunująco. Jadłam tę kaszę przez trzy dni z rzędu i zapomniałam, kiedy przeszedł mi ból w jednym kolanie, a w drugim przestało strzykać. Roweru też sobie nie ograniczam.
   Należy  dodać, że Tradycyjna Medycyna Chińska, która jest matką naturalnych orientalnych terapii, traktuje człowieka holistycznie, jako całość, jako mikrokosmos. Nie leczy się w TMC niedomagań ręki, nogi czy ogólnie kości i stawów, bo to są objawy wskazujące na inny, głębszy problem. W tym konkretnym moim przypadku przyczyną kostnych problemów były  nerki. To tradycyjne chińskie podejście wbrew pozorom nie różni się zbytnio od poglądów stojących u początku naszej medycyny. Już Hipokrates- ojciec medycyny zachodniej- uważał, że człowiek pozostaje w ścisłym związku ze swym środowiskiem i że należy leczyć chorego, a nie konkretną chorobę. Nasza medycyna zachodnia skupia się na leczeniu skutków, patrzy na człowieka fragmentarycznie, a dokładniej wycinkowo, bo eliminuje się schorzenia za pomocą skalpela lub oferuje doraźną pomoc w postaci tabletki. Dlatego, gdy zaczęłam leczyć swe kolano, zaopatrzona w e-booki z zakresu medycyny naturalnej, zobaczyłam wyraźnie, jak różne symptomy u mnie występujące zaczęły układać się - nomen omen- w całość, różne objawowy prowadziły do jednego źródławszystko wskazywało, że źródłem problemu są nerki, przy tym nie odczuwałam ze strony nerek żadnych niepokojących objawów, ale pewnie odczułabym po jakimś czasie, w następnej, po bólu kolana, kolejności. Po prostu zgodnie z wyczytanymi wskazaniami zaczęłam również o nie dbać.
    Pęczak pomógł mi bardzo i polecam tę kaszę wszystkim mającym problemy ze stawami, ale ponadto proponuję zwrócić uwagę na nerki, by zapobiegać podobnym schorzeniom. Należy dobrać odpowiednie, ogrzewające, pokarmy i generalnie trzymać się ciepło, bo nerki to jedyny organ, którego nie da się przegrzać! 
 Oprócz dolegliwości kostnych do nerek powinny nas skierować problemy z pęcherzem - to wiadomo, z uszami- to mniej wiadomo lub włosami, o czym już mało kto wie. Taka z pozoru błaha sprawa, jak wypadające w dużych ilościach włosy może świadczyć o złej kondycji nerek. Ja o tym nie wiedziałam i ten syndrom zupełnie zignorowałam, bo włosów na swej głowie zawsze miałam pod dostatkiem. I jak zaczęłam codziennie garściami zbierać je z ubrań, z podłogi, jak rura od odkurzacza się zapchała, to jakoś się tym specjalnie nie przejęłam, tłumaczyłam sobie to zmianą pory roku, bo skoro mój kot tak ma na zimę, to czemu ja nie mogę. Dopiero jak postudiowałam trochę TMC to obraz dywanu z mych włosów dopełnił całokształt objawów składających sie na diagnozę: Nerki i to pisane dużą literą, gdyż nie chodzi tylko o ten narząd ciała z czysto biologicznego punktu widzenia.  W Tradycyjnej Medycynie Chińskiej pisane dużą literą: Nerki, Wątroba, Śledziona,Trzustka to najważniejsze organy, które mają również szerszy aspekt niż tylko materialny, rozprowadzają bowiem energię, są ośrodkami meridianów, są to tzw. centra energetyczne organizmu i tu zaczyna się nowy olbrzymi temat, którego nie zdołam przybliżyć. Zainteresowanym TMC na początek polecałabym książkę "Odżywianie dla zdrowia" Paul`a Pitchforda lub Claude Diolosa: „Chiny,kuchnia...., tajemnice medycyny".
Źródła:
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/medycyna-chinska

2 komentarze:

  1. Witam:)
    ból kolan i idiotyzmy ortopedów dopiero teraz skusiły mnie do szukania alternatywnych sposobów radzenia sobie z tym bólem. Mam takie dość śmieszne pytanie: czy kasza jęczmienna średnio gruba ma te same zalety co pęczak? Ze względu na liczne nadżerki ścian żołądka gruba kasza nie bardzo jest dla mnie wskazana. A kolano boli...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, może być ta drobna kasza, jest tak samo kleista. A ponadto kiedyś dowiedziałam się od ortopedy, że rower, pedałowanie, pomaga i rzeczywiście mi pomogło, ale początkowo lekko nie jest. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń