Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 grudnia 2014

Kreatywni inaczej ad sens

   Dziś przyszedł do mnie pan Żal Zwyczajny, odziany w bardzo prozaiczny szal pt. "AdSense". Więc wpisu o śmiesznych prezentach na Mikołaja nie będzie i przepisu na puszyste bułeczki z różą też nie:( Niby prozaiczny ten Żal, bo  nie chodzi o jakiś szerszy kontekst egzystencjalny, o zwątpienie w sens życia, jeszcze nie, ale na to przyjdzie pora, jak zapowiedział:) Chodzi o zwykłe reklamy kontekstowe,  o nieuczciwość firmy zwanej Google. Jednak od doświadczenia nieuczciwości Google AdSense do smutnych wniosków na temat sensu ludzkiej egzystencji droga wcale nie jest daleka.

Bo oto autorka tego bloga radośnie sobie ostatnio założyła, że w końcu pogodzi przyjemne z pożytecznym, czyli tworzenie bloga =przyjemne i zarabianie= pożyteczne, że w końcu, jak zasiądzie do kompa, to niekoniecznie kosztem swej pracy zawodowej lub obowiązków domowych leżących odłogiem. Nie, ona sobie szczytnie wymyśliła, że teraz po wejściu na bloga swego będzie miała swe: Być i mieć, bo taką szansę dają ponoć reklamy kontekstowe. Oczywiście fantastką to ona nie jest, ani pracoholiczką, o czym pisała w poście o internetowym zarabianiu sporych pieniędzy, więc owo Być- znaczy w tym kontekście: być może w niedalekiej przyszłości się wyrobię, ale już jestem czasami, a "mieć": to mieć choć na skromne doładowanie telefonu i wymówkę w domu, by nie przeszkadzać, kolację sobie samemu zrobić i mi też i posprzątać, bo ona pracuje.
   Zanim uaktywniono mi konto zarobkowe w Google Adsense, skrupulatnie przejrzałam regulaminy, pamiętając niegdysiejsze doświadczenia z brawurowymi umowami oszukańczej PTS SA, gdzie mnóstwo ludzi popadło w poważne tarapaty nie doczytawszy do końca drobnych druczków, mnie się akurat udało, w porę zapobiegłam, a to dzięki internautom opisującym swe zmagania z tymi mafiozami. Oto Polska właśnie: aż włos się jeży, jak można z powodzeniem w świetle prawa uprawiać taką gangsterkę.  Więc od tamtej pory czytam uważnie wszystkie umowy i regulaminy, w które mam wejść. Regulamin AdSense jest olbrzymi, sporo czasu mi zabrał i jest obwarowany mnóstwem nieścisłości oraz absurdów, jak w w Alicji w Krainie Czarów. Jednak wydawcom- czyli autorom witryn, nie grożą żadne konsekwencje finansowe w przypadku odstąpienia od emisji reklam, bo zleceniodawca-zespół google- w każdej chwili może zawiesić mu konto, by wstrzymać wypłatę nagromadzonych tam finansów bez podania przyczyny. Jakoś za bardzo się tymi punktami regulaminu nie przejmowałam, zakładając naiwnie, że skoro działam uczciwie, to po co mieliby mnie banować, jaki interes miałaby w tym taka potężna korporacja?
     Patrzyłam początkowo jak urzeczona, gdy w końcu na mym koncie zarobkowym AdSense zaczęły pojawiać się pierwsze cyferki. I co z tego, ze były to grosze, ale motywowały mnie do częstszego pisania. Później cyferki  pojawiały się rzadziej, więc pozostało mi radośnie tworzyć. Trwało to jakieś dwa miesiące, kiedy grosze skumulowały się w dziesiątki złotych! Dokładnie w 52 zł. No mogłam zaszaleć i myśleć o wykupieniu domeny;) Jednak dałam się podpuścić, bo kodu pin umożliwiającego przelew wygenerowanych zarobków się nie doczekałam, zamiast tego otrzymałam informację o zawieszeniu mojego konta w AdSense z bliżej niewyjaśnionych powodów. Gdy zaczęłam dociekać, co jest grane, dowiedziałam się, że AdSense dba o ekologię. Czyżby moja witryna była nieekologiczna, przecież o zdrowiu jest?! Oto co mi napisali: 
"Witamy,
Chcemy, aby nasze programy reklamowe składały się na sieciowy ekosystem, z którego korzyści mogą czerpać zarówno wydawcy, jak i reklamodawcy oraz użytkownicy. Dlatego czasem musimy podejmować działania przeciwko kontom, których aktywność względem użytkowników lub reklamodawców może skutkować negatywnym postrzeganiem tego ekosystemu".
Szczegółowych powodów zawieszenia konta, też mi nie podano, bo to jest objęte tajemnicą!?
"Ilość danych, jakie możemy udostępnić na temat wykrytego naruszenia zasad, jest ograniczona. Rozumiemy, że możesz chcieć uzyskać więcej informacji o aktywności na Twoim koncie. Nie możemy jednak ujawnić więcej szczegółów ze względu na bezpieczeństwo naszych zastrzeżonych systemów wykrywania".

 Zastanawiam się, czy to jakaś kpina. No jak w "Procesie" Franca Kafki. Przeszukałam fora i jeszcze bardziej powiało smutkiem oraz absurdem. Bo oto mnóstwo osób zostało nabitych w butelkę i to gorzej niż ja, przytoczę wypowiedź z forum: 

"Po trzech miesiącach zarabiania na adsensie zablokowali mi go, za rzekome nieprawidłowe kliknięcia. Ani ja nie klikałem w reklamy ani nie namawiałem nikogo na kliknięcia - ja osobiście mam adblocka więc nawet mi się niewyświetlają reklamy.
Po dwóch miesiącach na koncie miałem niecałe 15 zł i trochę ponad 40 kliknięć (42-46 nie pamiętam dokładnie) skuteczność wynosiła od 4-6% w zależności od miesiąca. Oczywiście odwołałem się bo słyszałem że bot google jest bardzo wrażliwy i mógł przez pomyłkę mnie zablokować. Niestety ich decyzja jest nieodwołalna.

Nie wiem teraz co jest gorsze: To że jestem niewinny czy to że teraz nawet drugiego konta nie ma co zakładać bo mi go zablokują przez to pierwsze... Czuje się oszukany i zniesławiony - uznali mnie za oszusta co bardzo mnie dotknęło bo prowadzę uczciwe życie i sam nie lubię naciągaczy i oszustów.
P.S.: Nawet ostrzeżenia nie raczyli wysłać z jakąś informacją jak ewentualnej nieprawidłowości zaradzić, z dnia na dzień zablokowali bez podania najmniejszych szczegółów".
Ja swego bloga mam krótko, a wyobrażam sobie, jakie flustracje może wywołać, takie beztroskie postępowanie google AdSense wobec wieloletnich blogerów! Spośród wielu gorzkich tekstów forumowiczów wybrałam taki łagodniejszy, mniej ostry w słowach:
   "Konto zablokowane i brak kontaktu z firmą. Po wielu latach od zablokowania zakładam sobie konto youtube i nie mogę zarabiać z powodu jakiegoś starego zablokowanego konta AdSense o którym dawno zapomniałem. W formularzu pytają o jakieś witryny o których nie mam pojęcia bo bez zalogowania nie przypomnę sobie co tam wpisałem. A więc żeby odblokować konto muszę się zalogować. A zalogować się nie mogę bo konto zablokowane. Totalna paranoja i pełen surrealizm. Korporacja traktuje klienta jak szmatę zapętlając zawiłe formularze i zadając pytania na które nie ma odpowiedzi. Za jakiś błąd automatu sprawdzającego człowiek jest skasowany do końca życia. Trafia do wirtualnego obozu stalinowskiego na Kołymie bez prawa łaski. Żeby opuścić więzienie trzeba napisać odwołanie. Ale odwołania przyjmują tylko od ludzi wolnych. Ludzie znienawidzą Google za taką monopolistyczną arogancję i taktowanie ludzi jak przestępców i idiotów bez prawa do kontaktu bez możliwości wyjaśnienia sprawy."

  Chciałabym ocalić od zapomnienia i błędów robotów,  jeszcze jedną, bardzo według mnie wartościową wypowiedź, pana Mariusza Sieprawskiego:

Czytałem też artykuł, jak google filtruje nieprawidłowe kliknięcia i to mnie trochę uspokoiło bo widziałem znikające kwoty z mojego konta uznałem więc że nieprawidłowe kliknięcia są filtrowane i miałem nadzieję na informację od google jeśli coś byłoby nie tak, jednak zamiast takiej informacji moje konto zostało zablokowane za nieprawidłową aktywność. 
Czy jest mi przykro ? 
Tak, bo spodziewałem się jakiejś informacji lub ostrzeżenia albo wsparcia, w końcu minęło kilka lat od kiedy jestem w programie. Sam w reklamy nie klikałem, mam też stałe IP swojego komputera, więc chyba byłoby to oczywiste. Moje konto nie generowało zawrotnych zysków, generalnie sam wydałem więcej na promocję swoich stron, niż wygenerowało konto AdSense. Prawda jest taka, że spodziewałem się pomocy a dostałem kopniaka. Widziałem, że coś jest nie tak i próbowałem dociec co. Jednak po namyśle obawiam się, że mogła to być konkurencja. Moje domysły łącze z szybkim wyczerpywaniem budżetu dziennego z konta Adwords poprzez puste wejścia i wyjścia, dlatego lekko zmieniłem strategię reklam, jednak nie udało mi się zapobiec utracie konta AdSense.
Napisałem też odwołanie, niestety obawiam się że za szybko i nie wiem czy dobrze zrobiłem, liczę jedynie na sprawiedliwy osąd. Nie wiele jeszcze wiem o logach na moich stronach, o które proszono mnie w formularzu, było ich mnóstwo a formularz zbyt mały by wszystkie zamieścić lepiej byłoby wysłać plik.
Nie chcę stracić mojego konta dla 40 euro z ostatnich 15 dni. Mam inne dochody, a dzięki AdSense mogłem pomagać takim ludziom jak wspomniany powyżej korepetytor i jednocześnie powiększać swoje portfolio. 
Dochód z AdSense był dla mnie motywujący jednak niewielki ten co właśnie się składał chciałem przeznaczyć na wsparcie kampanii Adwords moich witryn a także na utrzymanie serwera. 
Nawiązując do mojej wcześniejszej wypowiedzi oraz innego forumowicza, któremu wyłączono konto, to jak pisałem wcześniej jest mi bardzo przykro z tego jak Firma Google podchodzi do ludzi z którymi współpracuje. Uważam, że jeśli ktoś posiada konto adsense przez kilka lat i zawsze wszystko było w porządku, to nawet jeśli okazałoby się, że w którymś momencie coś wskazuje na to, że na jego koncie są łamane zasady lub jest podejrzana aktywność, to sam fakt, że jest to kilkuletni klient, powinien wpływać na sposób, w jaki Firma Google z posiadaczem takiego konta koresponduje i w jaki sposób go traktuje.
   Fakt, że nie ma  możliwości kontaktu z firmą po tylu latach wspólnego działania, oraz sposób w jaki podjęto decyzję w Google, że dane konto zostaje zamknięte w dodatku brak jakiegokolwiek ostrzeżenia i wyjaśnienia, pozostawia wiele do myślenia.
Uważam że nikt nie ma znaczenia dla tej firmy, żaden użytkownik, to jest tak wielka korporacja, że nie robi jej różnicy tysiąc czy sto tysięcy użytkowników mniej czy więcej. Wszyscy traktowani są tak samo, bez wyjątków, czyli oschle, automatycznie i przedmiotowo......
Skoro coś było nie tak, to dlaczego zostało zablokowane dopiero po osiągnięciu progu 70 euro, a nie wcześniej. W mailu od AdSense nie ma nic, z czego mógłbym wywnioskować jaki jest powód blokady konta".
Pan Mariusz, podobnie jak ja, nie ma szans, na kulturalne potraktowanie. Aby napisać odwołanie w sprawie odwieszenia konta, trzeba wiedzieć masę rzeczy, które widoczne są dopiero po zalogowaniu, a zalogować się nie można bez przywrócenia konta! To błędne koło jest wymyślone po to, by większość zawieszonych do końca życia nie mogła swego konta przywrócić.
   Szkoda, że nie ma firm konkurencyjnych, wtedy wiele by się zmieniło. Nie rozumiem takiego podejścia, nawet jeśli ma się monopol na pewien produkt, powinno się szanować klienta i prowadzić jakąś konwersację, tymczasem Zespół Google ma  nie lada tupet: 
"Po tym jak bez uprzedzenia i możliwości kontaktu z kimkolwiek, wyłączają mi konto, automat wysyła mi kolejną ankietę do wypełnienia, w której proszą mnie o jej wypełnienie w trosce o poprawienie jakości usług..."

 Gdzie tu w ogóle jest SENS?!
  Przecież tu dochodzi do paranoi, w której reklamodawcy też tracą na takim Adsensie! Gdyż google tak restrykcyjnie traktuje nieprawidłowe kliknięcia, że lepiej prosić, by goście blogowi przypadkiem nie interesowali się reklamami i najlepiej założyli sobie Adblocka. Bo oto pewnego razu, gdy byłam u swego teścia i pokazywałam mu swego bloga, musiałam wykazać się refleksem. Ponieważ był on bardziej zainteresowany reklamą maszyn rolniczych niż moim artykułem i odciągnęłam jego rękę kierującą się spiesznie już w stronę bocznego paska na interesującą go reklamę. No co ja na to poradzę, że mego teścia rolnika, bardziej niż me wpisy, interesują ciągniki. Pomna tego, że kontrola google jest przeogromna, wolałam chuchać na zimne, wytłumaczyłam mu, że nieważne, że to jest jego komputer i że mieszka 100 km ode mnie, bo w googlach sprawdzają powiązania, a ja nieraz logowalam się na jego komputerze na swą pocztę. Patrzył na mnie z powątpiewaniem, a raczej z ironiczną wyrozumiałością, jak na dziewczynkę tworzącą spiskowe teorie, no jak na Michel z ruchu oporu, no i stracił nieco zainteresowanie jakimkolwiek klikaniem, no w ogóle mym blogiem, by mnie nie stresować:)

 W kategorii wysiudanych z konta są też bardzo dobrze prosperujące blogi, sytuujące się na pierwszych miejscach w wyszukiwarce. I reklamodawcy powinni się temu przyjrzeć, bo AdSense, to sztuka dla sztuki. Jak widać na powyższych przykładach. Przecież nikt z tych pracowników (a może robotów) nie pofatyguje się, by sprawdzić zasadnosć zawieszenia konta, nawet najbardziej poczytnych witryn! Po co sprawdzać nieprawidłowe kliknięcia, czy są one z winy nieuczciwej konkurencji, czy jakichś innych błędów systemowych w ogóle z klikaniem w reklamy niezwiązanych, bo skoro ktoś ma duży ruch na stronie i duże zarobki, to można zaoszczędzić, zamiast mu je wypłacać. Po co bawić się w jakieś wyjaśniania. A traci na tym jedynie wydawca i reklamodawca. Mój żal nie jest znowu tak wielki, bo dopiero zaczęłam swą blogową przygodę i mam jeszcze nieduży ruch na stronie i malutkie zarobki z tytułu reklam. Chciałam jednak przestrzec wszystkich mających do czynienia z systemem AdSense, należy przygotować się na rozczarowania, bo nikt nie zna dnia i godziny, kiedy go wyłączą. Tak jakoś niechcący górnolotnie mi się sformułowało, a miało być prozaicznie, więc będzie.
Wiecie co, jak tak poczytałam o tych sposobach działania zespołu google AdSense,  to podejrzewam, że pracują tam jakieś młokosy chcące się wykazać. Owi sędziowie są tak nadgorliwi, gdyż mają płacone od ilości zawieszonych kont i niedopuszczenia do wypłaty. A może mi się wydaje, że ktoś tam pracuje? Może za tym wszystkim nie stoi żaden człowiek, tylko zespół robotów?
                                  Można już zacząć się bać?
I na prawdę zaczęłam podejrzliwie się rozglądać, czy oby ten wpis zaraz nie zniknie, nie zostanie wykasowany, zawieszony, zainfekowany błędami robota wraz całym blogiem. Tym bardziej, że przeczytałam na forum taką ważną wskazówkę: Google może wyłączyć wasze konta kiedy chce i nie musi podawać przyczyny i nie będzie ponosić żadnej odpowiedzialności, więc jeśli korzystacie z dysku (chmury), podpięliście inne konta e-mail do konta w Google, Macie pełny kalendarz i kontakty z telefonów zapisane też na tym koncie to lepiej przemyślcie backup aby "nie obudzić się z ręką w nocniku". W każdym momencie możecie zostać odłączeni i nikt nie odpowie za utratę waszych danych..."
A na koniec bardziej dosadne i siejące postrach spostrzeżenia:
"Ale Google mści się nie wiadomo za co dożywotnio. Nie można zacząć od nowa. Traktują człowieka jak martwego śmiecia. Co więcej po wykupieniu Youtube użytkownicy tego serwisu automatycznie też są wykluczeni z zarabiania jeżeli przed laty mieli blokadę AdSense. Jeżeli Google wykupi TVN to nie pozwoli go oglądać w zemście. Jeżeli wykupi pół internetu to zabroni dostępu. Jeżeli wykupi elektrownię to odetnie prąd. To podła firma nie licząca się z ludźmi". Właśnie na takie emocje będzie wkrótce miała monopol ta firma. Ale szkoda naszego zdrowia, wszystko ma dwie strony i nie ma co się angażować w jakieś adsensy googlowe.
Żal jest gorzki, należy do przemiany Ognia, dlatego chcąc się z nim rozprawić, należy się wspomóc kuchnią 5 przemian:) ograniczyć gorzkie smaki: czyli kawę, czarną herbatę, brukselkę, rukolę, cykorię itp. A uraczyć się należy słodkimi produktami z przemiany Ziemi (byle nie cukrem), np. daktylami, rodzynkami, orzechami, a z dań polecam naleśniki z syropem klonowym, które chyba zaraz zrobię, by mieć energię na podanie obiecanych przepisów na chlebek i bułeczki.
Dieta dietą, ale w skrajnych przypadkach żalu można się wspomóc zimnym prysznicem, czego sobie jednak dziś nie zaserwuję, ale jest to bardzo skuteczna metoda:)



Źródła:
https://productforums.google.com/forum/?hl=pl#!category-topic/adsense-pl/dezaktywowane-konta/0pq-DApny-c


środa, 19 listopada 2014

Jak zarobić sporą sumę pieniędzy na blogu w miesiąc?

     
      Tak to działa, jak widzimy taki tytuł...to: "klik" z nadzieją, że może tym razem znajdziemy jakiś nowy sensowny pomysł. Jeśli też z taką nadzieją kliknęliście w tego posta, to bardzo dobrze, to może znak, że należy powoli kończyć czytanie o tym, jak ZROBIĆ, ŻEBY SIĘ WYROBIĆ, WYJŚĆ NA SWOJE I ZAROBIĆ i zacząć samemu działać:) W tym wpisie, chciałabym odwieść wszystkich poszukiwaczy (do których też się zaliczam) od poszukiwania w sieci szybkich sposobów na zarabianie sporych pieniędzy, czyli takich rzędu średniej krajowej wypłaty. Sposoby oczywiście są, ale nie  takie znowu szybkie. Ten post jest głównie o "taniej psychologii" i o tym, czego unikać.

Odpowiedz sobie na poniższe pytania, a pod koniec  tego wpisu znajdziesz zestaw podobnych, weryfikacyjnych, pytań  i wówczas  możesz przeanalizować swoje odpowiedzi, zaobserwować ewentualne zmiany swej opinii, nastawienia lub stwierdzić  brak jakichkolwiek zmian. 
  1. Jak wiele czasu poświęciłeś na odwiedzanie różnych blogów w poszukiwaniu informacji, jak zarobić pieniądze? 
  2. Ile z tych informacji jest według ciebie przydatnych ? 
  3. Ile z tych informacji o sposobach zarobkowania wykorzystałeś w praktyce? 
  4. Jak możesz określić swoje zainteresowania, potrzebujesz dzielenia swych spraw z innymi? 
  5. Jak często zmieniają się twoje zainteresowania? 
     Póki co nie będzie tu  gotowych odpowiedzi, one pojawią się z czasem. Zrobiłam rozeznanie i najszybciej można zarobić na witrynach poświęconym finansom i oszczędzaniu na domowym budżecie. I nie oszukujmy się, że jeśli ktoś ma stronę o błyskawicznym zarabianiu np. w kasynach internetowych - i  oferuje swe niezawodne sposoby na wygrywanie w ruletce i opowiada, jak to się tym sposobem dorobił w rok sporej kasy, czego dowodem mają być zdjęcia samochodów i domów jegomościa w średnim wieku,  leżącego na plaży z drinkiem z palemką - to nie znaczy, że ten ktoś zarabia w sposób, jaki oferuje na swej stronie! Nie twierdzę, że na hazardzie nie da się zbić fortuny pod warunkiem, że się operuje dużą gotówką i jeszcze większym szczęściem, ale ów gość, którego strona wyskakuje w czołówce Google, jeśli wpisać hasło: "jak zarabiać pieniądze", jeżeli zarabia sensowne pieniądze, to nie dzięki hazardowi, tylko swej stronie www, bazującej na naiwności ludzkiej, na napędzaniu klientów kasynom internetowym. Jak czytałam te posty i porady, jak "wyrolować" automaty i szybko zgarniać dużą kasę grając w ruletkę, to doszłam do szybkiego przekonania, że te kasyna prowadzone są jedynie przez bezrozumne roboty, za którymi nie stoi żaden inteligentny człowiek, a jeśli już ktoś tym zawiaduje, to jest to wielki filantrop, altruista niewiedzący, co zrobić z pieniędzmi, rozdający je na lewo i prawo. Do takich też wniosków pewnie doszli radośni zapaleńcy, którzy po lekturze tej strony, postanowili od razu przystąpić do rzeczy i zalogować się w kasynach, dziękując przy tym wspaniałomyślnemu autorowi, że tak rzetelne dzieli się swą wiedzą. Wystarczy rzucić okiem na niezliczone komentarze pod wpisami. Krytycznych, albo choć trochę sceptycznych uwag tam nie ma, pewnie z miejsca są kasowane. Wyobraźcie sobie ile ludzi dziennie odwiedza taką stronkę, już mniejsza o to, ile osób łapie bakcyla hazardu! Już z paru reklam na tak popularnej witrynie, można z powodzeniem zafundować sobie niejeden drink wśród palm.
   Bazowanie na naiwności ludzkiej, nie dość, że nieetyczne, to nie jest długoterminowe (o ile  ludzie  nie zrezygnują z popularnych past do zębów i dopóki fluor nie będzie dodawany do wody).
   Również nie mam złudzeń, co do tego, że jeśli ktoś prowadzi bloga ekonomicznego czy o gospodarowaniu domowym budżetem, to te ekonomiczne pomysły, testowane na jego poletku rodzinnym, nie są bynajmniej przyczyną jego sukcesów materialnych. Przyczyną powodzenia jest piśmienniczy zapał do prowadzenia takiego bloga i umieszczenie "pieniądza" w tytule strony.  Jeśli ktoś jest oszczędny z natury, to zamiast tracić czas na zgłębianie literatury w tym zakresie, bo naprawdę mało tam nowości, lepiej spożytkować ten czas na dzielenie się własnymi doświadczeniami na swym własnym blogu. A skoro ktoś uważa, że oszczędzanie jest jego słabą stroną, to przeczytanie masy informacji, niewiele mu pomoże. Przypomnienie sobie różnych oczywistości o gospodarowaniu domowym budżetem może pomóc jedynie doraźnie, ale by efekty oszczędzania były zadowalające, trzeba trwale zmienić swe nawyki, a w tym nie pomogą nam żadne znakomite blogi ekonomiczne ze sprawdzonymi pomysłami (jeśli nie są to nasze blogi i nasze pomysły:) Bo na takich witrynach łatwo popaść w błędne koło, o czym szerzej pisałam Tutaj. W skrócie wygląda to tak: trafiamy na interesujący temat, przy okazji rzucamy okiem na parę innych postów na danej stronie, a im więcej przeczytamy, tym łatwiej połykamy bakcyla, ale czy bakcyla oszczędzania, czy czytania i udzielania się na forach. Najlepiej byłoby i jedno i drugie.  Najlepiej byłoby zadbać o swoje Nastawienie do zarabiania i oszczędzania, ale o tym za chwilę. Jeśli przejrzałeś już sporo blogów w tym temacie, to czas samemu wziąć się do dzieła, założyć własną witrynę, nie tylko z krzykliwymi tytułami, ale i z rzetelnymi treściami i zobaczyć, jak to działa i czy zarabianie w sieci jest dla Ciebie łatwe i adekwatne do zainwestowanego czasu i wysiłku. Ja ze swej strony obiecuję wkrótce poinformować, ile wejść miał ten mój  post o krzykliwym tytule z pieniądzem w tle. Ekonomika pieniądza nie jest moją ulubioną dziedziną, zamiast oszczędzać czas i pieniądze, wolę bawić się w oszczędzanie przestrzeni, zarówno życiowej, jak i domowej, wychodzi mi to o wiele lepiej:) Ale o tym napiszę  przy innej okazji, a teraz może przejdę do innej interesującej kwestii.


 O psychologii zarządzania swoimi dobrami naturalnymi

     Jeśli nie masz zamiaru pisać bloga o finansach, a poszukiwanie ciekawych pomysłów sprawia ci przyjemność i w ogóle szperanie w sieci jest twoją pasją, to jesteś szczęściarzem, by nie rzec spryciarzem pl./com/czy jak tam bądź. Wiadomo, że pasjonaci mają w życiu łatwiej, łącząc przyjemne z pożytecznym, nie ma lepszego sposobu niż zarabianie na swej pasji. Zresztą jakiegokolwiek działania się nie podejmiesz i tak usłyszysz dobre pomysły, gdy będziesz uważnie słuchać siebie. W myśl poniższej zasady:
                 To czego szukasz, poszukuje Ciebie
     Przypomnij sobie taki moment, a właściwie powinnam krótko powiedzieć, przypomnij sobie swoją amnezję. Każdemu z nas się zdarza, że nagle zapomni jakiejś nazwy, mamy ją na końcu języka i za nic nie możemy jej wykrztusić, powstaje luka w pamięci. Zależność jest taka:  im szybciej i usilniej chcemy sobie przypomnieć np. imię osoby czy jakąś nawet prostą nazwę czegoś, to tym trudniej nam to przychodzi. Jest na to jedna niezawodna metoda - odpuścić sobie, dać sobie czas, nie szukając obsesyjnie w zakamarkach pamięci, wówczas, gdy w umyśle zapanuje luz, spokój, cisza robi się tam więcej miejsca i nasza podświadomość zaczyna grzecznie współpracować, podaje na tacy naszą chwilowo zapomnianą  myśli, nazwę lub pojęcie. Gdy sobie odpuszczamy, to szybko i  znienacka sobie przypominamy, to co jest nam w danej chwili potrzebne. Tak samo jest z naszymi pragnieniami, życiowymi celami, a więc zarabianiem pieniędzy. Zbyt duża motywacja jest często przyczyną porażki, gdy zbyt obsesyjnie podchodzimy do tego, czego pożądamy, tym trudniej osiągnąć jest nasz wymarzony cel. Nie twierdzę, że go nie osiągniemy, ale droga do niego, może być drogą przez mękę, w ostatecznym rachunku nie wartą przemierzania, bo np. zdobywając pieniądze stracimy coś, czego kupić się nie da: zdrowie, czas.
   Z jednej strony  należy uważać, by zbyt silna motywacja nie stała się frustrująca, z drugiej nie należy sobie całkiem odpuszczać, tylko stale przypominać o tym, czego szukamy i czego "nie pamiętamy". Warto stale pamiętać o tym, że jeżeli obecnie nie mamy pomysłu na polepszenie naszej sytuacji  np. materialnej, to ten pomysł wkrótce się pojawi. I tyle. Niezwykle ważne jest to optymistyczne nastawienie, wiadomo, wiara to nadrzędna kategoria. Nie szukamy na siłę, bo szkoda czasu, czyjeś gotowe pomysły nie sprawdzą się na cudzym gruncie. Jeżeli nie mamy natury hazardzisty, to nie studiujmy zasad obstawiania ruletki w kasynie, jeżeli nie jesteś umysłem ścisłym, to nie bierz się za pisanie bloga o finansach.
     Ważne, by kierować się indywidualnymi preferencjami  (szkoda że już w szkołach podstawowych nie przeprowadza się takich diagnoz, ale trudno o rzetelnych psychologów w tej dziedzinie), ale to nie znaczy, że ogólne zasady nie są pomocne. Takim zbawiennym uniwersum, które polecam sobie i innym, jest NASTAWIENIE - wiadomo pozytywne. Nie polecam cudownych poradników typu: "The Secret", co prawda one są dobre do budowania pozytywnego nastawienia, ale w małej dawce, od czasu do czasu, jako słowo na niedzielę, bo w natłoku informacji można ugrzęznąć. Jeżeli jestem nastawiona na szukanie, to będę osobą szukającą, ale nie koniecznie znajdująca:) Przypomniała mi się taka sytuacja z lat dziecięcych. Moja koleżanka bardzo często coś znajdowała na drodze, gdy szłyśmy gdzieś na spacer lub nawet gdy się spieszyłyśmy do szkoły. Pewnego razu jakiś pieniądz, jakąś wciśniętą w błoto monetę, innym razem jakieś koraliki, a jeszcze kiedy indziej pierścionek, to nic, ze metalowy, jako dziecko cieszyła się i z takiego. Zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, że ja idąc z nią nie znajduję nic, tylko ona. Wspólnie zaczęłyśmy  to analizować. Wioletka - bo tym zdrobnieniem swego imienia, mimo wieku, lubi być nazywana moja stara przyjaciółka:) - stwierdziła, że ja nie umiem patrzeć na drogę, patrzę gdzieś przed siebie lub dookoła, a nie pod nogi. Ona natomiast wciąż patrzy się w ziemię i to nie jakoś specjalnie, ale mimochodem, odruchowo. Uważne patrzenie na to, koło czego lub po czym depcze miała we krwi, było to w jej naturze. Znajdowała więc różne rzeczy bezwysiłkowo. Takie zaprogramowanie do przeczesywania wzrokiem najbliższego terenu podczas spaceru było u niej początkowo nieuświadomione, bo miała tak od najmłodszych lat. A tak na marginesie, w tamtych szkolnych czasach Wioletka nosiła okulary, a ja nie, teraz jest odwrotnie ja noszę okulary lub soczewki, ona już nie:)


Czy  na pewno chcesz 
zarabiać więcej pieniędzy !?


     Chcieć to móc. ale trzeba chcieć umiejętnie, Chcieć musi nasza podświadomość, nasze wewnętrzne dziecko trzeba przekonać. Jeżeli uważamy, że ktoś ma pecha, bo spełnia wszelkie warunki, by mu się udało, a jednak mu się nie udaje, to uważam, że  "pech" należy rozumieć jako: wewnętrzny konflikt interesów. Dla wielu ludzi takie pytanie: "czy chcesz mieć więcej pieniędzy" jest czysto retoryczne lub wręcz głupie. Niemal każdy odpowie na nie twierdząco, że przecież chce!  Nie zawsze wiemy, co nam w duszy gra.   Psychologia zarabiania pieniędzy jest taka, że najpierw musimy się z sobą dogadać, przekonać swą podświadomość, by chciała współpracować, by nasze nieuświadomione lęki nie były kłodami, które wewnętrzne dziecko rzuca nam pod nogi na drodze do szczęścia. Toteż  stwierdzenie, będziesz miał więcej pieniędzy, będziesz bogaty, jeżeli tylko będziesz chciał jest jak najbardziej słuszne. Gdyż podświadomość nie lubi żadnych zmian, a to ona często rządzi. O ile coś do tej pory działało i pozwalało organizmowi przeżyć w jako takiej kondycji, postrzegane jest jako wystarczające. Podświadomość nie będzie zmieniać dobrego na lepsze, bo jej "strefą komfortu" jest "strefa znanego", a argumenty świadomości i dążenie do rozwoju osobistego są dla niej na ostatnim miejscu.
Przekonać siebie


      Jesteśmy istotami dualnymi: z jednej strony chcemy i łatwo to sobie uświadamiamy, z drugiej mamy nieuświadomione obawy, które stoją na przeszkodzie. I to my sami stoimy na przeszkodzie, do zrealizowania swoich marzeń. Wystarczy spojrzeć na takie proste przykłady: wyobrażamy sobie, jak to będzie wspaniale, gdy w końcu skończę tę szkołę, gdy zdam maturę lub obronię pracę magisterską, bądź udam się na wyczekiwaną emeryturę,  jak sobie w końcu, odpocznę. Gdy już następuje ów szczęśliwy moment spokoju, mamy upragniony czas dla siebie,  to często się okazuje, że szybko przestajemy tryskać radością. Nie możemy sobie miejsca znaleźć i dziwimy się temu, że odczuwamy pustkę, że nie umiemy się należycie cieszyć, że czegoś nam brak, mimo że przed chwilą osiągnęliśmy swój wymarzony cel. Po prostu zostaliśmy wytrąceni z rytmu, nasza podświadomość nie lubi zmian, mimo że wydaje się na te zmiany otwarta. Im dłużej trawa dany tryb życia, choćby niewygodny, tym bardziej się do niego  przywiązujemy. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka i każde zmiany, nawet te dobre powodują lęk, czego przykładem jest syndrom więźnia.  Czy więzień po długiej odsiadce z radością wychodzi na wolność? Jego lęk po opuszczeniu murów jest tym większy im dłużej przebywał za kratami . Ponadto ten dobrze znany w psychologii syndrom polega na tym, że jak człowiek przez lata nabył pewnych nawyków, to mimo całkowitej zmiany sytuacji, dalej je ma, niczym ów więzień, dawno już nie pilnowany, a potulnie siedzący w celi. 
    Wniosek: trudno zmienić swoje podświadome wzorce zachowań, bo logiczne argumenty do podświadomości - której domeną są obrazy i emocje - w ogóle nie trafiają. Ludzie uzależnieni, np. od papierosów, słodyczy lub pesymistycznych myśli nie rzucą swego nałogu dlatego tylko, że dowiedzą się o jego szkodliwości.  Trzeba poświęcić sobie trochę czasu, by znaleźć sposób na pogodzenie wewnętrznych konfliktów i wspólnotę interesów, bo co z tego, że my chcemy i chcemy w naszym założeniu dobrze, no bo od przybytku głowa przecież nie boli, ale to tylko jednej naszej części natury wydaje się dobre, ta druga boi się o nasze bezpieczeństwo, zdrowie, że jak np. staniemy się bogaci, to woda sodowa strzeli nam do głowy.
    Podświadomość programuje się wraz z wiekiem, chwyta przekonania podświadomości zbiorowej, począwszy od gestów, obrazów zapachów z dzieciństwa, które ją warunkują. Ma stać na straży naszego bezpieczeństwa i choć niektórym się kolokwialnie we łbie nie mieści takie absurdalne bezpieczeństwo, no przecież pieniądze mogą je nam zapewnić, więc czemu nie ma współpracy ze strony strażniczki bezpieczeństwa - podświadomości? 
- Bo nie umiemy się z sobą dogadać. 
- A czemu nie umiemy się dogadać? 
- Bo za mało czasu poświęcamy na dialogi ze sobą, za mało pozytywnych emocji, wrażeń i obrazów fundujemy swemu wewnętrznemu dziecku. Ponadto podświadomość lubi ciszę, tę wewnętrzną, bez względu na huragan za oknem. Wówczas,  najłatwiej osiągnąć porozumienie.

TEST
1. Czy odczuwasz niedosyt informacji? Jeśli tak, to czytaj dalej:)
2. Czy wiele czasu poświęciłeś na odwiedzanie różnych blogów w poszukiwaniu informacji, jak zarobić pieniądze?
 Jeśli Twoja odpowiedź brzmi: "TAK", to wiesz już wszystko, by zacząć działać, a jeśli rzadko odwiedzasz takie strony, to znaczy, że nie musisz:)
3. Ile z tych informacji na temat zarobkowania w sieci jest według ciebie przydatnych ? Jeśli wszystkie, to jesteś bardzo tolerancyjną osobą, a jeśli żadne, to spróbuj bardziej efektywnie wykorzystywać swój czas.
4. Ile pomysłów zaczerpniętych z sieci z powodzeniem wykorzystałeś w swym domowym budżecie? Jeżeli wiele, to powinieneś powiedzieć innym, jak tego dokonać. Wiedzę, podobnie jak pieniądze, najłatwiej pomnożyć, gdy się nią dzielimy. A jeżeli na  pytanie 2. odpowiedziałeś również twierdząco, to może oznaczać, że jesteś pracoholikiem i może czas zmienić zakres poszukiwań:)
5. Jak często zmieniają się twoje zainteresowania? 
6. Czy odpowiedzi, których udzieliłeś sobie na początku czytania tego postu, znacznie różnią się od tych, których udzielasz sobie teraz na podobne lub takie same pytania? 
Jeśli nie, to dobrze, jeśli tak, to jeszcze lepiej, przy założeniu, że pamiętasz swoje odpowiedzi:)
    Pasjonaci mają łatwiej, zarabiają pieniądze na tym, co lubią robić i z reguły nie mają większych problemów finansowych. Szkopuł w tym, że jeżeli mamy wiele zainteresowań, to rozmieniamy się na drobne. Ale często bywa, że nie jesteśmy świadomi, co tak naprawdę lubimy robić. Można zostać pracoholikiem lub nierobem, ale żeby uniknąć skrajności, być zdrowym, no i generalnie cieszyć się życiem, proponuję lepiej poznać siebie. czyli dać sobie czas, najlepiej posiedzieć o stałej porze dnia (podświadomość lubi rytm i wszelkie rytuały) w jakimś domowym zaciszu i po prostu być, być sam na sam ze sobą bez jakichkolwiek zobowiązań:) bez powracających myśli. A taką możliwość daje medytacja lub spontaniczna twórczość, taka twórczość z pasją, kiedy to zapominamy o całym świecie i zupełnie jesteśmy pochłonięci, tym, co w danej chwili robimy. Dzieci i artyści mają tę zdolność we krwi, łatwiej im osiągnąć ten zbawienny  stan "Tu i Teraz". Ale każdy z nas był w dalszej lub bliższej przeszłości dzieckiem i gdzieś tam nadal nim jest, a artystą, np. artystą życia,  można być w dalszym ciągu, w chwili każdej. Życzę nam wszystkim radosnej twórczości i zarabiania adekwatnych pieniędzy:)

piątek, 3 października 2014

Jak oszczędzać czas i pieniądze?!

     Jak  oszczędzać pieniądze? Na ten temat mnóstwo jest  blogów, a ja zabawiłam ostatnio na jednym takim. Nie jestem osobą rozrzutną, ani przesadnie oszczędną, ale wrzesień był dla nas  dosyć  wyczerpujący finansowo, a to głównie  w związku ze szkołą. Junior poszedł do gimnazjum i jego rocznik okazał się tym pechowym, który idzie nowym programem, więc nie można odkupić używanych podręczników od starszych kolegów ani sprzedać własnych. Takie akcje ministerstwo organizuje nam co jakiś czas, by wydawcy, i  tylko ci wybrani, mieli się lepiej, a rodzice, wiadomo - gorzej (np. sam podręcznik do angielskiego 99 zł).  Znam ten problem z bliska, bo pracuję w szkole oraz bibliotece. Treść podręczników niewiele się zmienia, czasem w ogóle, jedynie szata graficzna, numery stron i zadań oraz numery dopuszczenia przez MEN, bez których to podręczniki nie mają racji bytu w szkołach.        
Tak więc postanowiłam  zabrać się za oszczędzanie i skrupulatnie zgłębiłam jednego z najlepszych w rankingu bloga w tej kategorii  (ze względu na oszczędność słowa  i miejsca na serwerze nazwy nie podam;) I nie mogłam wyjść z osłupienia.
Przebrnęłam przez olbrzymie posty o zarządzaniu domowym budżetem, gdzie udostępniane były narzędzia excelowe do wpisywania domowych wydatków, dużo teorii i  jeszcze więcej  osobistych wyznań, niemal zeznań podatkowych, gdyż autor nie ukrywa swych sporych  zysków m.in. z  bloga. Podaje sporo rozliczeń: co się sprawdza w jego gospodarstwie domowym, a co nie. Oprócz praktycznych wskazówek typu: by nie zabierać ze sobą dzieci na zakupy i nie wchodzić do marketu na czczo, nie dowiedziałam się  niczego konkretnego. Bowiem wszystko jest oczywiście niezwykle względne,  zależne od  ilości ludzi w rodzinie, ich diety etc. Wiadomo, im bardziej niezdrowo, im więcej gotowego jedzenia fastfoodowego z hipermarketu, tym taniej, nie trzeba gotować, tylko szybko podgrzać w mikrofali, no a gaz, prąd też przecież kosztują. No same oszczędności, rewelacja!  Wiele miejsca na tym poczytnym blogu autor poświęca promocjom i jest to istne polowanie, od marketu do marketu, bo w każdym co innego się opłaca i jeszcze w zależności od dni tygodnia, bo w jednym sklepie ( bodajże Auchan ) w poniedziałki jest taniej ! A ja się pytam o czas, koszt paliwa? Musiałabym non stop jeździć na zakupy i śledzić promocje, Spędziłam sporo czasu na czytaniu owych tasiemcowych wpisów, a to głównie dlatego, że wcześniej przeczytałam pod nimi równie tasiemcowe komentarze dziękczynne, typu: "jak to wspaniale, że jest taki blog otwierający oczy na promocje i na to jak nas klientów nabija się w butelkę". Też otworzyłam szeroko oczy, ale zastanawiając się, czy może ze mną jest coś nie tak, czy może ilość środków chemicznych dodawanych do jedzenia wywołuje u ludzi tak drastyczne otępienie mózgowe?  Ciągnęły się te podziękowania dla autora niczym litania, dla autora reklamującego oszczędzanie głównie poprzez hurtowe zaopatrywanie się w śmieciowe jedzenie z sieci tanich marketów (bo wiadomo, jedzenie w budżecie domowym jest najdroższe). U nas w Netto jeszcze do niedawna wystawiano za darmo przeterminowane jedzenie lub z kończącym się terminem ważności, ale już tego nie robią. A co z tym robią? Sprzedają po obniżonej cenie. Tylko dwa razy ktoś przebąknął, że trzeba by uwzględnić koszty leczenia rodziny przy takim odżywianiu. Po godzinie czytania postu pt. „Jak oszczędzać na jedzeniu” miałam wrażenie, że znam skądś tę historię, że autor tego ekonomicznego bloga to wypisz wymaluj Szary Pan z książki pt." Momo" M. Endego. Do niezwykle pięknych filozoficznych opowiadań z tej książki wrócę pod koniec tego wpisu. Podczas  mej skrupulatnej lektury postów ekonomicznych przypomniał mi się żart, którym uraczyłam uczniów na zajęciach bibliotekarskich propagujących czytelnictwo wśród młodzieży, a brzmiał on mniej więcej tak: „ Na 1005 stronie wstępu książki  pt.”Polubić czytanie” znajdziecie wskazówki , jak czytać wnikliwiej i się nie garbić” Mam tylko nadzieję, że taka książka nie powstała i nie powstanie. A miny na twarzach dzieciaków, czytających przede wszystkim na akord (czyli jak najwięcej stron mieć z głowy ) i omijających wstępy długim łukiem, były po takiej mojej zapowiedzi – zblazowane, by nie rzec:  bezcenne.
         MOJE  OSZCZĘDZANIE, słów kilka, bo czas to pieniądz;)
 Odkryłam niedawno, że  najlepiej nie jeździć, a nawet nie chodzić na zakupy, tylko zaopatrywać się w jedzenie i środki czystości bez wychodzenia z domu, a taką cudowna oszczędność czasu daje nam  coraz więcej marketów. Mieszkam w małym mieście i do Tesco - dziadowskiego w mej niedawnej opinii, bo coraz droższego- mam 27 km, lecz ostatnio Tesco wróciło u mnie do łask i podjechało pod mój dom. Nazwałam je nawet cudownym, po tym, jak pewnego dnia potrzebowałam dynie Hokkaido sztuk 2 i znalazłam je na internetowej stronie rzeczonego marketu i o dziwo dostarczono mi je za darmo! Spodziewałam się, że tak daleki transport, tak małych zakupów będzie mało opłacalny, a tu taka niespodzianka. Tak więc bez wychodzenia z domciu, przez internet, można sprawdzić sobie cały ich asortyment, ceny, nieźle zaoszczędzić i nie umęczyć się łażeniem po tym molochu.
                                      TAJEMNICE CZASU
"Istnieje wielka, a mimo to zupełnie powszednia tajemnica. Wszyscy w niej uczestniczą, każdy ją zna, ale tylko nieliczni o niej myślą. Przeważnie ludzie przyjmują ją taką, jaka jest, i wcale ich ona nie dziwi. Tajemnicą tą jest czas. 
Są przecież kalendarze i zegary, którymi go można mierzyć, ale to nie ma właściwie znaczenia, bo każdy wie, że komuś godzina może wydawać się wiecznością, innemu zaś przemijać jak chwila - zależnie od tego, co człowiek w ciągu tej godziny przeżywa. Gdyż czas to życie. A życie mieści się w ludzkim sercu. Nikt nie wiedział o tym lepiej niż szarzy panowie. Nikt nie znał tak jak oni wartości godziny, minuty, a nawet sekundy życia. Co prawda znali się oni na tym, jak pijawka zna się na krwi, i postępowali stosownie do tego. Mieli własne plany dotyczące czasu ludzi. Były to daleko zmierzające i starannie opracowane plany. Najważniejsze dla nich było, aby nikt nie zauważył ich działalności. Niepostrzeżenie wkradli się do życia wielkiego miasta i jego mieszkańców. I krok  po kroku, nie zwracając niczyjej uwagi, przenikali w nie coraz głębiej i brali ludzi w posiadanie.
Pewnego dnia pan Fusi stał w drzwiach swojej fryzjerni i czekał na klientów.(...) Patrzył na deszcz pluszczący na ulicy, był to szary dzień i w duszy pana Fusi panowała także smętna pogoda. „Moje życie upływa - myślał - wśród szczęku nożyczek, pogawędek i piany mydlanej. Co mam właściwie z takiego bytowania? A kiedy umrę, będzie tak, jakbym nigdy nie żył".Trzeba dodać, że pan Fusi bynajmniej nie był przeciwny pogawędkom. Nawet bardzo lubił szeroko przedstawiać klientom swoje poglądy i słuchać, co o nich myślą. (..). Praca sprawiała mu wielką przyjemność i wiedział, że dobrze ją wykonuje.(...)
,,Całe moje życie jest nieudane - myślał pan Fusi. - Kim jestem? Tylko małym fryzjerem. Gdybym mógł prowadzić odpowiednie życie, byłbym zupełnie innym człowiekiem". Pan Fusi nie wiedział jednak, jak miałoby wyglądać to odpowiednie życie. Wyobrażał sobie tylko coś mającego znaczenie, luksusowego, co widuje się w pismach ilustrowanych. „Ale - myślał zniechęcony - na coś takiego praca nie pozostawia mi czasu. Bo na prawdziwe życie trzeba mieć czas. A ja całe życie jestem niewolnikiem szczęku nożyczek, pogawędek i piany mydlanej".
W tej samej chwili  zajechał elegancki popielaty samochód i zatrzymał się przed zakładem fryzjerskim pana Fusi. Wysiadł z niego szary pan i wszedł do środka. Postawił swoją ołowiano-szarą teczkę na stoliku przed lustrem, powiesił okrągły, sztywny kapelusz na wieszaku, usiadł na fotelu, wyjął z kieszeni notesik i zaczął przewracać jego kartki, pykając małe, szare cygaro. (...)
 Czym panu mogę służyć?  - spytał zmieszany Fusi. - Golenie czy strzyżenie - i zaraz sam przeklął w duchu swój nietakt, bo klient miał błyszczącą łysinę.
(...)